Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kontradyktoryjność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kontradyktoryjność. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 sierpnia 2022

Czasożercy Sędziego

Paradoks, ale prawda: Jak się ma mało czasu, to się go dużo traci. 

Sędziowie mają za mało czasu – konkretnie za dużo spraw na głowę, przy braku zespołu do ich wspólnej obsługi – więc go dużo tracą.

Jak?

Kiedy ma się zbyt wiele spraw na głowie, priorytetem są najpilniejsze. Zgodnie z matrycą Eisenhovera sprawy dzielą się tak:

1

Pilne i Ważne

 

2

Niepilne i Ważne

3

Pilne i Nieważne

4

Niepilne i Nieważne

 

Kolejność załatwiania spraw powinna być taka: najpierw sprawy ważne (pilne, potem niepilne), jako trzecie pilne, choć nieważne, a czwarta rubryka mogłaby być z czystym sumieniem skreślona. W praktyce Pilne i Nieważne z 3 pozycji przeciskają się na drugą, przed Niepilne i Ważne. 

Co z tego wynika dla sędziego?

Jako przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości obciążony różnymi obowiązkami terminowymi, skupia się na sprawach pilnych. Pilne i Ważne, jak przygotowanie wyroku po zamknięciu rozprawy czy napisanie uzasadnienia. Pilne i Nieważne, czyli takie, które z punktu widzenia sprawiedliwości nie mają znaczenia, stanowią natomiast niezbędną techniczną obsługę sprawy i powinien je wykonywać ktoś z zespołu obsługującego sprawę. Zespołu złożonego z co najmniej asystenta,  protokolanta i „udziału” w  zasobach sekretariatu. Ale w ich braku - wykonuje te czynności sędzia. Dlatego piszę o nich jako „nieważnych” - dla prawidłowości obsługi sprawy są istotne. Ale w pracy samego sędziego nie powinny zajmować ani minuty, bo się marnuje „zasób orzekający”, jakim jest sędzia.

Ponieważ dla zadań z 1 i 3 poświęca się niemal cały czas, to brakuje go na zadania z 2. Czyli „Niepilne i Ważne”. Co się mieści w tej rubryce?

O, choćby to:

Art.  2054.  [Wyznaczenie posiedzenia przygotowawczego w postępowaniu cywilnym]

§  1. Po złożeniu odpowiedzi na pozew, a także gdy odpowiedź na pozew nie została złożona, ale wyrok zaoczny nie został wydany, przewodniczący wyznacza posiedzenie przygotowawcze i wzywa na nie strony.

Art.  2055.  [Przedmiot i przebieg posiedzenia przygotowawczego; plan rozprawy]

§  1. Posiedzenie przygotowawcze służy rozwiązaniu sporu bez potrzeby prowadzenia dalszych posiedzeń, zwłaszcza rozprawy. Jeżeli nie uda się rozwiązać sporu, na posiedzeniu przygotowawczym sporządza się z udziałem stron plan rozprawy.

Art.  2059.  [Plan rozprawy]

§  1. Plan rozprawy zawiera rozstrzygnięcia co do wniosków dowodowych stron, zastępując w tym zakresie postanowienie dowodowe. Przepisy art. 236 i art. 2432 stosuje się odpowiednio.

§  2. W miarę potrzeby plan rozprawy może zawierać:

1) dokładne określenie przedmiotów żądań stron, w tym rozmiar dochodzonych świadczeń wraz z należnościami ubocznymi;

2) dokładnie określone zarzuty, w tym formalne;

3) ustalenie, które fakty i oceny prawne pozostają między stronami sporne;

4) terminy posiedzeń i innych czynności w sprawie;

5) kolejność i termin przeprowadzenia dowodów oraz roztrząsania wyników postępowania dowodowego;

6) termin zamknięcia rozprawy lub ogłoszenia wyroku;

7) rozstrzygnięcia innych zagadnień, o ile są niezbędne do prowadzenia postępowania.

§  3.  W planie rozprawy można się odwoływać do pism procesowych stron.

 

Jak wyglądają te przepisy?

Jak recepta na proces na filmach amerykańskich?

Że niby co: od razu rozpisujemy całą sprawę i załatwione?

Że to nie może w Polsce zadziałać?

Mogłoby.

To byłoby Ważne zadanie sędziego, bo niezły instrument sprawnego wymiaru sprawiedliwości.

Dlaczego?

Bo koncentracja materiału i  jego skomentowanie od ręki, przyspiesza proces decyzyjny.

Bo strony muszą reagować na bieżąco. Nie zdążą przygotować się do kłamania.

Bo prawnicy stron nie mają czasu na pisanie elaboratów w pismach procesowych. A te, które już napisały, zostają skomentowane od ręki. (art. 205(9) § 3)

Bo prawnik strony i strona muszę mieć od razu przygotowaną całą sprawę, z małymi wyjątkami;

No to dlaczego sędzia nie używa tego narzędzia?

Bo są wszystkie pilne sprawy. Które powodują, że choć to zadanie jest Ważne, to staje się Niepilne.

Bo w sytuacji takiego posiedzenia i przygotowywania planu rozprawy, sędzia jest jak dyrygent. Musi znać dotychczasowy materiał. Musi też działać, jak szachista: na podstawie zdarzeń tego posiedzenia, podejmować decyzje natychmiast, mając na uwadze to, że powinien myśleć na kilka kroków do przodu, jeśli nawet nie do końca rozgrywki (art. 205(9) pkt 6).

To wymaga czasu na przygotowanie się. A tymczasem na przygotowanie się jest wyznaczony konkretny termin:

Art.  2054.  [Wyznaczenie posiedzenia przygotowawczego w postępowaniu cywilnym]

§  2. Przewodniczący i sąd są obowiązani podejmować czynności tak, by termin pierwszego posiedzenia przygotowawczego przypadł nie później niż dwa miesiące po dniu złożenia odpowiedzi na pozew albo ostatniego pisma przygotowawczego złożonego w wykonaniu zarządzenia przewodniczącego, a jeżeli odpowiedź na pozew albo pismo przygotowawcze nie zostaną złożone - nie później niż dwa miesiące po upływie terminu do złożenia tych pism. 

Pierwsza przeszkoda polega na tym, że w ciągu tych dwóch miesięcy sąd nie zdąży przygotować się do roli dyrygenta i na poziomie szachisty, ponieważ przygniatają go do ziemi zadania z 1 i 3 rubryki: Pilne i Ważne oraz Pilne i Nieważne.

Druga przeszkoda polega na tym, że takie posiedzenie wymaga konfrontacji ze stronami i szybkich decyzji, a zarządzanie wymiany pism, zawsze kiedy nie ma się czasu na ich czytanie w danej chwili, jest łatwiejsze, szybsze na dany moment. Jeśli sędzia chce się nadal jakoś przesuwać po tej cienkiej linie rozwiniętej nad przepaścią, jaką jest organizacja pracy nad referatem kilkakrotnie przekraczającym możliwości obsługi przez jednego czy półtora człowieka.

Jaki jest skutek unikania instrumentu planu rozprawy z udziałem stron? Pisma stron, a częściej ich prawników, które są przygotowywane w ciszy gabinetów, gdzie nie trzeba się skonfrontować ani z dowodami, ani ze stronami, ani z aktywnym sądem, liczą się w dziesiątki stron. Jednocześnie znacząca część pism, zwłaszcza przygotowywanych przez radców pranych i adwokatów, składa się z dekoracji:

„Podkreślić należy, że powód kategorycznie zaprzecza i za niedopuszczalne uznaje twierdzenie pozwanego, zawarte w piśmie procesowym z dnia 30 czerwca 2022 r., powtarzane jedynie jako nieskuteczny element linii obrony i stanowiące daleko idące nadużycie, że powód jakoby w dniu spotkania 25 lutego 2022 roku, czy w jakiejkolwiek innej dacie lub miejscu, opluł pozwanego”.

Zamiast:

„Powód nigdy nie opluł pozwanego”

Pismo, zawierające dwadzieścia takich akapitów, sędzia musi przeczytać. I zmęczyć się, przedzierając się przez wszystkie te baloniki, serpentynki i konfetti, w drodze do drzwi. Na posiedzeniu przygotowawczym taki tekst sędzia może uciąć:

„Proszę krótko, powód opluł pozwanego - tak czy nie?”

Jaka konkluzja?

Ano taka, że sędzia, pochłonięty zadaniami 1 i 3, nie ma czasu na zadania 2, a więc ważne, jak widać, ale wymagające przygotowania się w czasie, kiedy ścigają go „starsze sprawy”. No a jak już dana sprawa stanie się „starsza”, to jest grubo po czasie, kiedy można było sporządzić plan rozprawy. I trzeba usiąść i przebrnąć przez tomy akt, w których trzy czwarte twierdzeń z pism jest nie na temat albo bez rzetelnych dowodów, połowa materiału dowodowego zbędna, a spomiędzy kartek wypadają straszydła:

„Azaliż zawżdy gdyż,

Niedopuszczalnym jest iż”


 


poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Błedologia stosowana czyli o źródłach błędów w orzeczeniach cywilnych cz II z III



CZĘŚĆ II
TOROWANIE
 

Torowanie to wielka pułapka.

I groźna broń procesowa. Na miarę filmów s-f, pokazujących możliwości telepatycznego wpływania na świadomość i zachowanie innych ludzi.

Wyobraźmy sobie, że uruchomię w Twojej głowie pewną ideę, poprzez wypowiedzenie słowa:
 
„pić”.
 
 
Jeśli za kilkanaście sekund czy nawet minut proszę Cię o uzupełnienie słowa:
 
„w_da”
 
uzupełnisz ją raczej tak: „woda” niż tak „wada”. Byłoby odwrotnie, gdybym zamiast „pić” uruchomiła ideę słowem „połamany”.
Torowanie, to wprowadzenie idei do umysłu za pomocą słów.
 
Dlaczego to jest tak niebezpieczne? Ponieważ istnieje System 1, który jest specjalistą od tzw. myślenia szybkiego, w tym także od heurystyk, w przeciwieństwie do Systemu 2, który jest specjalistą od myślenia wolnego, w tym i weryfikowania wyników przewidywań np., heurystycznych.

I System 1, ten sam, który działa na heurystykach, kieruje się zasadą:
„Istnieje tylko to, co widzisz”.

Zdolność skojarzeniowa podsuwa umysłowi tylko te idee, które zostały wcześniej w nim aktywowane. Z nich System 1 konstruuje jak najlepszą opowieść – o tej właściwości umysłu wspominałam już w poprzedniej częściej, ilustrując grą w „Story Cubes”.

To oznacza, że System 1 nie pamięta odrzuconych alternatyw. Nie pamięta nawet, że istniały. Nie jest zdolny do świadomych wątpliwości, bo to wymaga utrzymywania w głowie jednocześnie dwóch sprzecznych idei, a to potrafi tylko analizujący System 2.

Przykład:
Czy Anna będzie dobrą liderką? Jest stanowcza, dobrze pracuje w zespole…
Umysł podsuwa odpowiedź: Tak, będzie dobrą liderką.
…Nawet jeśli dalsze jej cechy były następujące: jest okrutna i skłonna do korupcji.
 
Zobaczmy, czego umysł NIE ZROBIŁ.

Nie zapytał: co jest potrzebne, żeby orzec, czy jest dobrą liderką. Od razu ocenił to, co mu podsunięto i wyciągnął wnioski.


I tutaj dzieją się dwie ciekawe rzeczy w wymiarze sprawiedliwości:

Po pierwsze system kontradyktoryjny dba o to, by nie doszło do torowania: druga strona pokazuje alternatywę zaimplikowanej idei. Przynajmniej z założenia, bo jest jedno ryzyko: że pozwany zostanie również zainfekowany. Będzie się bronił, ale w ramach narzuconych ideą utorowaną przez powoda. To wynika z konieczności wypowiedzenia się o twierdzeniach i dowodach drugiej strony. „Istnieje tylko to, co widzisz”. I możesz zapomnieć utorować ideę przeciwną.

Po drugie, okazuje się, że sędziowie nieźle bronią się przed torowaniem, co wynika z moich wywiadów.

Zacytuję sędziów:

„Sam pozew jest nieprawdziwą wersją. Każdy podaje tylko swoją prawdę. Nikt nie podaje całej prawdy. Trzeba prawdę z prawdą zestawić i wtedy koncepcja jest”

„Pozew jest często pisany sugestywnie. To ważny moment, by nie wyrabiać sobie zdania na podstawie pisma jednej ze stron, nawet jeśli ono dobrze brzmi. Na rozprawie proszę o wyjaśnienie. Lubię art. 212 k.p.c. Po wysłuchaniu zaczyna się klarować projekt decyzji. Proces decyzyjny przebiega takimi etapami i ważne, by nie zabrnąć w ślepą uliczkę, ze zbyt wczesną decyzją. Ważne w tym zawodzie by być gotowym na zaskoczenia. Można mieć projekt decyzji, ale trzeba być gotowym na obserwowanie zdarzeń. Mamy skłonnośc do zakładania tezy i prowadzimy wtedy postępowanie pod tezę. To błąd”.

„Wszelkie decyzje podejmuję po przeprowadzeniu pełnego postępowania dowodowego. To nie jakiś banał, tak jest naprawdę. Tak się nauczyłam. Umiem się dystansować od sprawy. Nie uprzedzam się w ogóle. Kiedy wyznaczam termin rozprawy, nawet nie chcę myśleć, kto tu ma rację. Tyle tylko, by przygotować rozprawę”.

„Czekam na rozwój wydarzeń. Jak mam świadków i inne dowody, to się zwykle dzień wcześniej nie zastanawiam, co się wydarzy. Po pierwsze nie mam czasu. Po drugie to jałowa debata – rozwiązywanie problemów, które się wyklarują podczas zeznań. Jest to błąd początkujących, że biorą pozew się doktoryzują. Trzeba się orientować w zagadnieniach, ale sędzia nie musi mieć od razu rozstrzygnięcia sprawy. Nie mówię, że sprawy są nieprzygotowane, na tyle, na ile trzeba na danym etapie, nic więcej. A niekoniecznie na tyle, by strony przycisnąć czy pokazać opcje ugody”.

I jeszcze jedna wypowiedź, na którą chcę zwrócić szczególną uwagę, bo mi będzie za chwilę potrzebna:

„Nie dopuszczam do sytuacji, by zamknąć sprawę i potem zacząć nad nią myśleć”.

Z tych wypowiedzi wynika, że sędziowie czekają.
To nie znaczy, że nie mają pomysłu na sprawę – owszem, mają, ale o tym za chwilę. Skupmy się na tym, że mimo, iż istnieje groźne torowanie, to sędziowie wypracowali sobie, na bazie doświadczenia, broń: bronią się przed oceną, czekają na rozwój wypadków.

Na marginesie odkryłam coś ciekawego: ustalając stan faktyczny, a więc przy próbie jego zrozumienia, sędziowie stosują koło hermeneutyczne. Formułują osąd i poddają go następnie wątpliwościom, których rozwiewanie przenosi ich na wyższy poziom.
Koło hermeneutyczne, w uproszczeniu, polega na założeniu, że nie można zrozumieć całości, bez zrozumienia szczegółu i jednocześnie szczegół nie może być zrozumiany bez odwołania się co całości. Dlatego rozumienie opiera się na ruchu kolistym o szczegółu do ogółu i z powrotem. Podobnie, m.zd. można stosować ten mechanizm nie tylko do interpretacji przepisu, ale także do usiłowania zrozumienia sytuacji faktycznej.

Dobrze opisuje to jeden z sędziów:

„Każda decyzja jest wynikiem sumy innych decyzji”

Obiecałam wrócić do tego, czy sędziowie mają przeświadczenia, czy są bierni. Otóż nie są bierni i nie udają, że nie mają przeświadczeń. Znów zacytuję samych sędziów:

„Na pierwszej rozprawie trzeba już wiedzieć, co tam się będzie działo. Jeszcze niekoniecznie wczytuję się w przepisy i rozwiązanie kwestii czyto prawnych, które strony sygnalizują. Podejmuję decyzję, kogo wezwać, kogo nie. Najpierw fakty. Natomaist jakaś koncepcja rozstrzygnięcia, w jakim kierunku to zmierza, to już na początku jest. Pomysł trzeba mieć przed rozprawą. Po co dopuszczać dowody na wysokość odszkodowania, skoro uważam, że nie ma podstaw do odszkodowania? Ale zależnie od tego, co się wydarza, to skręca w 1 lub 2 stronę”.

„Na podstawie pozwu określam zakres norm, z których mogłoby wynikać istnienie dochodzonej wierzytelności. To jest przygotowanie do pierwszej rozprawy. Podaje na niej stronom te elementy stanu faktycznego, czy hipotezy norm, które powinny zostać wyjaśnione i być przedmiotem dowodzenia i zakreślam termin do zgłaszania dowodów”.

„Zawsze robię tak samo. Ja sprawa nieoczywista, bo np. nie można zdekodować żądania z pisma, to staram się ustalić, czego chce strona. Jak odkrywam, czego żąda, to stawiam sobie takie samo pytanie zawsze: co mi jest potrzebne do wydania wyroku”.

I jeszcze coś o przeświadczeniu:

„Doświadczenie zawodowe pozwala po 100 czy 1000 spraw na przewidywanie. To nie jest nastawienie czy przeświadczenie. To jest wyrobiona spostrzegawczość”.

 
KIEDY SĘDZIA MA PRZESTAĆ CZEKAĆ?

Jeden z najistotniejszych przepisów k.p.c.:

Art. 227. Przedmiotem dowodu są fakty mające dla rozstrzygnięcia sprawy istotne znaczenie.

Od polityki sędziego wiele zależy. Spójrzmy na przykład:

Wspólnota mieszkaniowa pozywa jednego z właścicieli o zapłatę. On zgłasza zarzut potrącenia, wskazując swoją wierzytelność z tytułu bezumownego korzystania ze strychu przez wspólnotę. Jednocześnie stwierdza, że strych jest zajęty w ten sposób, że inni właściciele składują tam swoje rzeczy. Jako dowód na okoliczność szkody powołuje biegłego, celem wyliczenia potencjalnego czynszu, będącego podstawą wyliczenia wynagrodzenia za bezumowne korzystanie. Sędzia dopuszcza dowód.
Dlaczego?

Z punktu widzenia sprawy jest to bezsensowne: Z twierdzeń obu stron wynika, że wspólnota nie ma legitymacji biernej w zakresie roszczenia o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie, bo strych zajmują poszczególni właściciele.
Więc – dlaczego?
 
Trzeba spojrzeć szerzej na politykę danego sędziego. Sędziowie dzielą się na kilka kategorii:


1.
Tacy, którzy dopuszczają wszystkie dowody, jak leci;
2.
Tacy, którzy dopuszczają dowody tylko na fakty ściśle związane z literalnie określonym sporem;
3.
Tacy, którzy podejmują decyzję na bieżąco;

Ten sędzia być może należy do pierwszej grupy. Co może kierować  sędziami z tej kategorii?

Są dwa argumenty:


1.  Wysłuchać – to pozwoli przekonać następnie strony do wyroku;
 
2.  Zobaczyć kontekst – to pozwoli spojrzeć na fakty „systemowo”, analogicznie do systemowego patrzenia na przepisy;

Całość kontekstu pomaga zinterpretować elementy składowe.

Oddaję znów głos sędziom:

„W sprawie gospodarczej to nie jest pojedynczy spór. To fragment wieloletniej współpracy. I tu już sam wybór problemu jest sztuką. (…) Czy są powoływane dowody bez związku ze sprawą? Nie ma prawa tego oceniać, póki ich nie przeprowadzę. To widać dopiero, kiedy je zrealizuję. One zawsze mają jakiś związek. Pytanie, czy niezbędne. To się często dzieje w rozmowie. Sędzia wyciąga ze świadka rzeczy, które okazują się przydatne”.

W tym kontekście, biorąc pod uwagę różne „polityki” sędziów, dotyczące postępowania dowodowego, widać, jak bogate w sferze wykonawstwa mogą być w szczególności dwa przepisy k.p.c.:

Art. 227. Przedmiotem dowodu są fakty mające dla rozstrzygnięcia sprawy istotne znaczenie.

Art. 224. § 1. Przewodniczący zamyka rozprawę po przeprowadzeniu dowodów i udzieleniu głosu stronom.

Podsumowując,
Istnieją mechanizmy w umyśle, których sędzia powinien być świadomy, przy orzekaniu i których negatywnemu oddziaływaniu powinien umieć się przeciwstawić. Przy torowaniu jest to uruchomienie myślenia alternatywnego, w stosunku do prezentowanego przez stronę stanowiska – wspierać go tu może zrealizowana w danym postępowaniu kontradyktoryjność w stanie idealnym, a więc przy założeniu faktycznej równości stron, polegającej m.in. na tym, że dysponują jednakowo dobrą pomocą prawną. Myślenie kategorią alternatyw, wyćwiczone do tego stopnia, by było automatyczne, pozwoli uniknąć w dużej mierze zagrożenia zasadą kierującą umysłem, która brzmi: „Istnieje tylko to, co widzisz”. Z wypowiedzi sędziów wynika, że, na bazie raczej doświadczenia, niż odpowiednich szkoleń, tworzą sobie mechanizmy obronne wobec torowania. 
Nie oznacza to jednak, że sędziowie są bierni podczas procesu. Starają się dochodzić do decyzji korzystając z odpowiednika koła hermeneutycznego. A to oznacza, że stronią od czynienia pewnych spostrzeżeń, tyle tylko, że starają się je modyfikować w miarę postępu procesu.

Jedną z najtrudniejszych decyzji sędziego może być ta, która dotyczy stwierdzenia, że postępowanie dowodowe należy zakończyć. Wypracowując sobie zasady podejmowania tej decyzji, sędziowie odwołują się do różnych polityk działania w sprawie dowodów i interpretacji art. 227 k.p.c.




Zastrzeżenie:

Niektórzy zarzucają mi, że idealizuję sędziów. Zwracam uwagę: konstruując i re-rekonstruując proces podejmowania decyzji przez sędziów, stwarzam pewien model. Wyłania się on z wypowiedzi sędziów, brzmienia k.p.c. i wyników badań z zakresu psychologii.

Nie oznacza to, że ten model jest realizowany przez każdego sędziego. Wielu z nich mowi o tym, jak działa, ale zwracają niekiedy uwagę, że taki mają sposób działania „w założeniu”, jeśli pozwala im na to czas i rzeczywistość organizacyjna wymiaru sprawiedliwości. O przyczynach tego stanu rzeczy pisałam i będę pisać dalej, w innych postach.

***

uwaga: wyjątkowo zastrzegam sobie "nieprzedrukowywanie" tego posta. Wynika to stąd, że jest on odzwierciedleniem wystąpienia na żywo, a jednocześnie jest szkicem publikacji w standardzie artykułu naukowego.

Z tych samych względów wskazuję jedynie ogólnie, iż cytując wyniki badań lub przykłady, korzystałam z książki "Pułapki myślenia. O myśleniu wolnym i szybkim" Daniela Kahnemana (nie dotyczy to przykładu z pijaczkiem i profesorem; zaznaczam także jednak, iż przykład ten jest dziełem wyobraźni i nie ma związku z żadną rzeczywistą sprawą. I mówię to serio, bez mrugania okiem.


 
 

 

środa, 9 lipca 2014

Czy art, 207 kpc ogranicza prawo do sądu? cz. 3 i ostatnia


Cytowana przeze mnie w dwóch poprzednich postach autorka, Anna Krzyżanowska (1),  postawiła tezę, w ślad za działaniem sądu rejonowego, który postawił pytanie Trybunałowi Konstytucyjnemu w tej sprawie, że art. 207 k.p.c. w obecnym brzmieniu narusza prawo do sądu, ponieważ pozbawia stronę części podmiotowości w procesie cywilnym. Przypomnę, że chodzi o to, iż W toku sprawy złożenie pism przygotowawczych następuje tylko wtedy, gdy sąd tak postanowi, chyba że pismo obejmuje wyłącznie wniosek o przeprowadzenie dowodu (§ 3) a pismo przygotowawcze złożone z naruszeniem tego przepisu, podlega zwrotowi (§ 7). Warto postawić trzy pytania:

1.   Kiedy dochodzi do ograniczenia prawa do sądu, a kiedy do zapobiegania nadużywaniu prawa do sądu?

2.   Czy przepis, w obecnym brzmieniu, stanowi ograniczenie prawa do sądu?

3.   Czy powinien istnieć przepis stanowiący odpowiednik art. 5 k.c. sankcjonujący nadużycie prawa procesowego?

Nadużycie prawa do sądu KONTRA naruszenie prawa do sądu

Zagadnienie dotyczące konstytucyjności art. 207 k.p.c. (zobacz poprzedni post) ilustruje szerszy problem: czy taki lub inny przepis stanowi naruszenie prawa do sądu czy sposób przeciwdziałania nadużyciu prawa do sądu?

Naruszenia grożą ze strony władzy, nadużycia ze strony uczestników i stron postępowania.

W kontekście (nie)konstytucyjności art. 207 k.p.c. zajmę się jednym aspektem prawa do sądu i jego potencjalnego naruszenia: jak dociekliwie i jak długo sąd ma się zajmować sprawą.

Zgodnie z art. 6 § 1 k.p.c. sąd powinien przeciwdziałać przewlekaniu postępowania, jednak w taki sposób, aby odbyło się to bez szkody dla wyjaśnienia sprawy (2). Z tego wynika, że celem postępowania jest „wyjaśnienie sprawy”. Polega to na tym, że sąd ma obowiązek „zbadania przedstawionych wniosków, argumentów i dowodów, bez uprzedniego przesądzania o ich znaczeniu dla rozstrzygnięcia sprawy” (3). Jednocześnie „prawo do rzetelnego procesu sądowego obejmuje prawo stron procesu do przedstawienia argumentów mających, ich zdaniem, istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy. Jest ono skuteczne tylko w razie faktycznego wysłuchania tych argumentów przez sąd, a więc ich odpowiedniego rozważenia” (4), a zgodnie z art. 217 § 1 k.p.c. strona może aż do zamknięcia rozprawy przytaczać okoliczności faktyczne i dowody na uzasadnienie swoich wniosków lub dla odparcia wniosków i twierdzeń strony przeciwnej.

Z drugiej jednak strony, zarówno uczestnicy jak i strony postępowania obowiązani są dokonywać czynności procesowych zgodnie z dobrymi obyczajami, dawać wyjaśnienia co do okoliczności sprawy zgodnie z prawdą i bez zatajania czegokolwiek oraz przedstawiać dowody (art. 3 k.p.c.) oraz są obowiązani są przytaczać wszystkie okoliczności faktyczne i dowody bez zwłoki, aby postępowanie mogło być przeprowadzone sprawnie i szybko (art. 6 § 2 k.p.c.).

I sąd ma tego pilnować, ponieważ jest zobowiązany przeciwdziałać przewlekaniu postępowania (art. 6 § 2 k.p.c.). W tym celu sąd pomija spóźnione twierdzenia i dowody, chyba że strona uprawdopodobni, że nie zgłosiła ich we właściwym czasie bez swojej winy lub że uwzględnienie spóźnionych twierdzeń i dowodów nie spowoduje zwłoki w rozpoznaniu sprawy albo że występują inne wyjątkowe okoliczności. Sąd pomija także twierdzenia i dowody, jeżeli są powoływane jedynie dla zwłoki lub okoliczności sporne zostały już dostatecznie wyjaśnione. (art. 217 § 2 i 3 k.p.c.).

Zaprezentowana regulacja, złożona z art. 3, 6 i 217 k.p.c. jest spójna.

Problem powstaje w sytuacji, kiedy strony nie rozumieją zasad kontradyktoryjności postępowania, lub utożsamiają prawo do sądu z prawem do żądania pomocy (prośbą o pomoc). Wynika to prawdopodobnie stąd, że strony nie rozróżniają funkcji wymiaru sprawiedliwości (zwłaszcza w zakresie postępowania procesowego) od funkcji organów administracji publicznej. Zgodnie z założeniami procedury administracyjnej i Kodeksem postępowania administracyjnego, organy administracji publicznej w toku postępowania stoją na straży praworządności, z urzędu lub na wniosek stron podejmują wszelkie czynności niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz do załatwienia sprawy, mają na względzie interes społeczny i słuszny interes obywateli.  organ administracji publicznej (por. art. 7 i wynikające z tej zasady dalsze przepisy k.p.a.).

Prawo do sądu nie jest tym samym co prawo proszenia o pomoc: pojęcie „prośby o pomoc” jest szersze niż pojęcie „wniosku o załatwienie sprawy” w rozumieniu art. 45 Konstytucji. Jednak, jeśli taka prośba, nie mieszcząca się w granicach prawa do sądu, przybiera formę pisma procesowego, to zaczyna się problem. W tym zakresie pomocna jest regulacja art. 5 k.p.c., zgodnie z którą w razie uzasadnionej potrzeby sąd może udzielić stronom i uczestnikom postępowania występującym w sprawie bez adwokata, radcy prawnego, rzecznika patentowego lub radcy Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa niezbędnych pouczeń co do czynności procesowych. W szczególności dotyczy to treści art. 3, 6 i 217 k.p.c.

Inna sprawa, że strona lub uczestnik, w tym reprezentowani przez profesjonalnych pełnomocników, mogą z rozmysłem nie stosować się do tych przepisów, mając na celu właśnie przewleczenie sprawy. Nie ma w polskim prawie procesowym regulacji, która w ujęciu ogólnym dotyczyłaby problemu nadużywania przez strony i uczestników postępowania ich uprawnień procesowych. Co więcej, pojawiają się wypowiedzi, zgodnie z którymi taka regulacja nie jest możliwa do wprowadzenia.

Zagadnienie nadużycia praw procesowych „jest częściowo tylko uwzględnione w niektórych regulacjach szczegółowych” (5). Często jest to po prostu sankcjonowanie nie podjęcia ciężaru nałożonego na strony przez art. 3 k.p.c.. Poza tym sankcje za poszczególne rodzaje naruszeń tego przepisu, rozproszone w kodeksie postępowania cywilnego:

a)   obowiązek zwrotu kosztów wywołanych ich niesumiennym lub oczywiście niewłaściwym postępowaniem (art. 103 § 1 k.p.c.);

b)   skazanie na grzywnę (art. 120 § 3 i 4 k.p.c.)

c)   pominięcie spóźnionych dowodów (art. 207 i 217 k.p.c.)

d)   uznanie za przyznane faktów (art. 230 k.p.c.)

e)   niekorzystna ocena dowodów (art. 233 § 1 k.p.c.)

f)    negatywna ocena odmowy przedstawienia dowodu przez stronę (art. 233 § 2 k.p.c.)

g)   skazanie na grzywnę strony, która w zlej wierze lub lekkomyślnie zgłosiła zarzuty (art. 252 i 253 oraz 255 k.p.c.)

h)   pominięcie przez sąd drugiej instancji nowych faktów i dowodów, jeżeli strona mogła je powołać w postępowaniu przed sądem pierwszej instancji, chyba że potrzeba powołania się na nie wynikła później (art. 381 k.p.c.)

i)     zastosowanie środków przymusu w wypadku niezłożenia wykazu lub odmowy odpowiedzi (art. 916 kpc).

W ustawie nowelizującej art. 207 k.p.c. wskazuje się, że nie jest to pełne rozwiązanie problemu nadużywania uprawnień procesowych, jednak uznano, że na obecnym etapie rozwiązanie dalej idące nie byłyby możliwe” (6). Natomiast przyjęto rozwiązanie, zgodnie z którym ciężar wspierania postępowania jest ujęty normatywnie i istnieją „rozwiązania upoważniające sąd – w ramach ściśle zakreślonej władzy dyskrecjonalnej – do pominięcia spóźnionych przytoczeń prezentowanych przez strony i uczestników postępowania” (7). Ponadto, „przy realizacji skupienia materiału procesowego i przyśpieszenia postępowania sąd ma istotne możliwości, wynikające (…) z tzw. formalnego i materialnego kierownictwa procesem (…). To na sądzie spoczywa w dużej mierze odpowiedzialność za należyte gromadzenie materiału procesowego”. Wyrazem tego jest art. 6 § 1 k.p.c., który nakłada na sąd  obowiązek przeciwdziałania przewlekaniu postępowania i dążenia do tego, aby rozstrzygnięcie nastąpiło na pierwszym posiedzeniu, jeżeli jest to możliwe bez szkody dla wyjaśnienia sprawy.

Odnośnie do opcji generalnego uregulowania kwestii nadużycia praw procesowych, jest kilka możliwości:

a)   wprowadzić regulację analogiczną do tej z art. 5 k.c.

b)   nic nie robić

c)   nie uwzględniać tych dowodów, które są zdobyte z naruszeniem przepisów (lub dobrych obyczajów);

Nie widzę przeszkód dla wprowadzenia do k.p.c. odpowiednika art. 5 k.c.

Po pierwsze należy pamiętać, że prawo do sądu nie jest prawem instrumentalnym, jedynie umożliwiającym realizację praw autonomicznych, lecz jest prawem autonomicznym. W takiej sytuacji może powstać sytuacja jego nadużycia jak samodzielnie funkcjonującego prawa.

Po drugie nie należy bać się takiego rozwiązania, ponieważ ma dotyczyć sytuacji skrajnych, tak samo zresztą jak regulacja art. 5 k.c. Czy ktoś słyszał, by sądy nadużywały art. 5 k.c.? Przeciwnie, korzystają z niego bardzo ostrożnie.

Wyobraźmy sobie, że osoba o bardzo niskich dochodach „nudzi się”. Wybrała sobie kogoś przypadkowego i wnosi przeciwko niemu pozwy o roszczenia, pierwsze z brzegu, jakiej jej przyszły do głowy. Jest zwolniona z kosztów sądowych. Utrzymuje się z zasiłków. Co do wyegzekwowania od niej kosztów przyznanych drugiej stronie – komornicy są bezsilni. Jaka jest rola wymiaru sprawiedliwości w takiej sprawie i jak powinny być ukształtowane instytucje kodeksu postępowania cywilnego, aby przeciwdziałać takiej sytuacji?

Weźmy inną sytuację. Taka „nudząca się” osoba może także w inny sposób sparaliżować wymiar sprawiedliwości w określonym sądzie. Zaopatrzy się w książkę telefoniczną (za darmo lub kupi za parę złotych). W kafejce internetowej przygotuje pozew na stronę (ca. 2 złote za użycie internetu). Wydrukuje 500 sztuk (45 zł czyli 500x0,09 zł). Naniesie nazwiska i adresy osób wybranych z książki telefonicznej i złoży pozwy w sądzie, na dzienniku podawczym (żeby nie wydawać na znaczki). Załóżmy, że wzięcia na cel jeden wydział sądu rejonowego, gdzie pracuje 10 sędziów. Do tego wydziału trafia ryza pozwów. Każdy sędzia dostanie średnio 50 pozwów. I się zacznie.

„Obsługa” tych spraw oczywiście wywołuje skutki dla innych stron w innych sprawach: sędzia ma nierozciągliwą ilość czasu, więc albo pozostałym poświęci mniej czasu albo będą dłużej czekać na rozstrzygnięcie. Można poważnie rozważać, czy działanie „nudzącego się” nie stanowi nadużycia prawa do sądu, w tym przez sam fakt ograniczenia prawa do sądu innych osób.

Podkreśla się, że art. 3 k.p.c. statuuje zakaz tzw. kłamstwa procesowego i wymaganie kompletności wyjaśnień stron. Niekiedy twierdzi się, że przepis ten określa obowiązek lojalności. Nie zgodzę się z tym, ponieważ w procesie zwykle powstaje problem nielojalności i to on jest podstawą wniesienia pozwu, stąd trudno liczyć na to, by strony, w dochodzeniu rozstrzygnięcia sporu bazującego na nielojalności, zachowywały się lojalnie. Wskazywanie okoliczności niekorzystnych dla siebie, to także fikcja, w tym kontekście oraz w kontekście postępowania kontradyktoryjnego. Taka jest jedna z najwyższych cen istnienia systemu kontradyktoryjnego; prowadzi on do sytuacji, w której zanika tendencja do uczciwego zachowania oraz załamują się relacje międzyludzkie”. (8) Dlatego muszą istnieć instytucje w procedurze cywilnej, które pozwalają zapobiegać nadużywaniu prawa do sądu.

Zapewne nie umknęło uwagi czytelników, że pisząc na temat konstytucyjności art. 207 k.p.c., ani razu nie wspomniałam o tym przepisie (nie licząc wymienianki przepisów sankcjonujących). Dlaczego? Uważam, że art. 207 k.p.c. nie wyłącza prawa do bycia wysłuchanym. Ubiera to prawo – a więc prawo do sądu - w pewne rygory.

Jak wskazuje cytowany w artykule (9) prawnik, Andrzej Olaś, zgodnie z zasadą proporcjonalności wynikającą z art. 31 ust. 3 konstytucji ograniczenie prawa musi być proporcjonalne do osiąganych za jego pomocą celów. Proporcjonalność zakłada niezbędność podjętych środków i ich skuteczność. Jego zdaniem, zależnie od spełnienia się tych przesłanek, TK może uznać niekonstytucyjność art. 207 par. 3 i 4 k.p.c.

Moim zdaniem konstytucyjna zasada proporcjonalności nie została naruszona. Natomiast została naruszona prakseologiczna (10) zasada niezbędności. Całkowicie zbędne, a nawet szkodliwe (choć nie niekonstytucyjne) są paragrafy od 5 do 7 artykułu 207 k.c. Zobaczymy:
 


 

Art. 207 § 5. Zarządzając doręczenie pozwu, odpowiedzi na pozew lub złożenie dalszych pism przygotowawczych, przewodniczący albo sąd, jeżeli postanowił o złożeniu pism przygotowawczych w toku sprawy, pouczają strony o treści § 6.

§ 6. Sąd pomija spóźnione twierdzenia i dowody, chyba że strona uprawdopodobni, że nie zgłosiła ich w pozwie, odpowiedzi na pozew lub dalszym piśmie przygotowawczym bez swojej winy lub że uwzględnienie spóźnionych twierdzeń i dowodów nie spowoduje zwłoki w rozpoznaniu sprawy albo że występują inne wyjątkowe okoliczności.

§ 7. Odpowiedź na pozew złożona z naruszeniem § 2 podlega zwrotowi; zwrotowi podlega także pismo przygotowawcze złożone z naruszeniem § 3.

 

 
Najistotniejszy tutaj art. 207 § 6 k.p.c. jest powtórzeniem art. 217 § 2 k.p.c. (zbędny). Najbardziej kontrowersyjny art. 207 § 7 k.p.c. jest bezużyteczny (z powodów wskazanych w poprzednim poście; po krotce: po pierwsze można go ominąć, a po drugie nie tylko strony i profesjonalni pełnomocnicy, ale także sędziowie uważają go za nadmiernie formalny i zbyt zautomatyzowany, a w konsekwencji nieużyteczny dla postępowania, (zbędny po raz drugi). Art. 207 § 5 k.p.c. jest tylko konsekwencją dwóch cytowanych paragrafów, więc jak i one – zbędny, (zbędny po raz trzeci).

Podsumowując, art. 207 k.p.c. we wskazanym zakresie jest zgodny z Konstytucją, tylko całkowicie zbędny w sensie prakseologicznym. Poslużę się na koniec słowami TK:

Jeśli chodzi o formalną i materialną realizację prawa do sądu, to bez należytego w sensie prakseologicznym funkcjonowania sądów na długo aktualne pozostanie rozróżnienie poczynione przez TK pomiędzy formalną realizacją prawa do sądu, rozumianą jako stworzenie w sensie ogólnym dostępu do drogi sądowej i materialną (rzeczywistą) realizacją tego prawa polegającą na faktycznej możliwości dochodzenia przez uprawnionych ochrony ich interesów przed sądem wyposażonym w kompetencję rozpoznania sprawy ze skutkiem zapewniającym realizację ich roszczeń (11). „Istniejąca niesprawność systemu sądownictwa powszechnego sprawia, że na gruncie prawa polskiego można zasadnie mówić o realizacji prawa do sądu jedynie w pierwszym z podanych wyżej sensów” (12).

 

____________

(1) Anna Krzyżanowska, artykuł „Kodeks ogranicza prawo do sądu”, opublikowany 27 czerwca br na portalu www.prawnik.pl, pochodzący z Dziennika Gazety Prawnej;
(2)           Art. 6. § 1 k.p.c. Sąd powinien przeciwdziałać przewlekaniu postępowania i dążyć do tego, aby rozstrzygnięcie nastąpiło na pierwszym posiedzeniu, jeżeli jest to możliwe bez szkody dla wyjaśnienia sprawy;
(3)           A. Nowicki, Komentarz do art.6 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności [w:] Nowicki Marek Antoni, Wokół Konwencji Europejskiej. Komentarz do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, LEX/el 2010 r;
(4)           Tamże;
(5)           pkt III.2. uzasadnienia do ustawy z 16 września 2011 r., o zmianie ustawy Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw, Dz.U. 2011 nr 233, poz. 1381, zmieniającej ustawę z dniem 3 maja 2012 r.;
(6)           Tamże ;
(7)           pkt III.3 w/w uzasadnienia;
(8)           Tannen Deborah, „Cywilizacja kłótni”, Zysk i S – ka, wyd. I, 2003 r., s. 208;
(9)           Anna Krzyżanowska, cytowany wyżej artykuł „Kodeks ogranicza prawo do sądu”;
(10)        Prakseologia, określana „gramatyką czynu” to nauka o skuteczności działania;
(11)        uchwała z 25.01.1995 r., W 14/94, OTK 1995, nr 1, poz. 19;
(12)        J. Sadomski (sędzia) [w:] J. Sadomski, K. Zaradkiewicz, „Wybrane zagadnienia reformy wymiaru sprawiedliwości”. Głos w dyskusji, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości;