Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Interpretacja prawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Interpretacja prawa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 grudnia 2023

Jest taki luksus nie dla sędziów

Praca zawodowa, dla klientow i praca naukowa, wspólnie kreują największy luksus prawnika. 

Polega on na tym:

Praca naukowa pozwala wgryźć się w temat. Naszkicować tezę (jako twierdzenie) lub hipotezę (jako zadane sobie pytanie). Rozwiązać problem po swojemu. Przejść przez monografie. Poszukać komentarzy, opinii orzeczeń. I konkluzje ubrać w słowa w jednym arkuszu wydawniczym lub jego połówce. Tyle, ile powinien mieć zgrabny artykuł naukowy. 

Zwykle na początku ma więcej znaków i stron, ale jeśli zastosować radę Profesora J.S., to głównym zadaniem jest na tym etapie - skreślać. Najpierw 15 % procent tekstu, a potem jeszcze ile się da. Żeby dojść do tekstu na miarę konstrukcji zbudowanej ze złotych myśli. To nie Profesor J.S., to już ja sobie dopowiadam.  

Praca zawodowa pozwala rozgryźć zagadnienie. Praktyczny problem, ktory trzeba rozwiązać, za pomocą analizy brzmienia przepisów, ich wykładni systemowej, celowościowej, a nawet histrycznej, sięgającej do ewolucji regulacji. Dobrać pomysły z adekatwnego orzecznictwa. Przeglądem monografii zapwnić sobie kompletność pomysłu na rozwiązanie. Wszystko to bardzo praktyczne, bo nie wydumane, tylko z życia wzięte, można by rzec, żywcem.

Każda z tych działalności, praca naukowa i zawodowa, osobno, mają pewne wady. Najkrócej ujmując naukowej brakuje "z życia wzięcia", a zawodowej brakuje czasu na wgryzanie się do korzeni. Bo trzeba zachować umiar między badaniem, a wynikiem, klient nie może płacić za dodatkowe przyjemności prawnika - jamnika, ktory wkopuje się w ziemię bez wzgledu na czas i środki, żeby dorwać krecika satysfakcji z wiedzy.

Ale de dwie aktywności razem, czyli kiedy są przeplatane w życiu prawnika, tworzą doskonały duet. Dlatego, że się wzajemnie karmią, dostarczają paliwa i materiału. Praca naukowa wykonana kiedyś tam, procentuje dla klienta. Praca zawodowa dostarcza naukowej pomysłów i rozwiązań z pierwszej linii frontu. Ich łączenie daje wartość wyższą, niż warta jest każda z osobna.

Warunkiem dostępu do takiego luksusu jest to, że można zaplanować, ile prowadzi się spraw, ilu klientów się obsługuje, a ile czasu trawi się zdarzenia i książki, w bibliotece. 

Ergo: Taki luksus nie dla sędziów. Oni nie mogą wybrać, ile prowadzą spraw. Nie mogą więcej poczytać, pomysleć, pouczyć się, powyobrażać sobie, kosztem ilości pozycji w repertorium, ktore zalegają i które są do załatwienia.

Ze szkodą dla stron.

Jakie jest rozwiązanie pozwalające sędziom na ten luksus, o ktorym piszę. Ktory, o czym jeszcze nie wspomnialam, gdyby przysługiwal sędziom, automatycznie przysługiwałby stronom, w postaci bombonierek pięknych, czystych, doskonalych jakościowo - wyroków.

Ja widzę konieczność połączenia kilku lementów, żeby tak się stało:

1. Dopasować ilość sędziów do ilości spraw, na podstawie wyliczeń, iloma sprawami może zając się sędzia, żeby mógł w sprawie pogrzebać przynajmniej na te 20 centymetrow w głąb, a nie tylko głaskać ją po wierzchu;

2. Część spraw (zależnie od wagi) przekazać quazi - sądom w pierwszej instancji, w których zasiadaliby ludzie z przygotowaniem mediatora. Nie, nie chodzi o mediacje. Chodzi o sąd wykształconych negocjatorów i mediatorów. 

3. Zapewnić sędziemu stała ekipę dwoch asystentów i jednego protokolanta.

Spełnienie pkt. 2 może spowodować zmniejszenie potrzeb z pkt. 1. Spełnienie pkt 2 może spwodować także zmniejszenie potrzeb z pkt. 3. Spełnienie pkt. 3 może spwodować zmniejszenie potrzeb z pkt. 1. Efekt synergii.

Klienci sądów tak by chcieli.

A sędziowie?

wtorek, 28 stycznia 2020

Niezawisły od orzecznictwa?


Sędzia ma być wierny Konstytucji, ustawie i sumieniu. Czy sędzia powinien być wierny także orzecznictwu?

Z jednej strony korzystanie z orzecznictwa mieści się w tym warunku niezawisłości, jakim jest wiedza wynikająca z oczytania i studiowania („wolność od ignorancji”, „wolność do otwartości intelektualnej i dociekliwości”).

Ale jest i quazi „negatywna” motywacja: awans sędziowski zależy m.in. od skuteczności orzekania, rozumianej jako utrzymywanie się orzeczeń w ramach nadzoru instancyjnego. Pytanie, czy sędzia nieprzekonany do określonej wykładni, który poddaje się jednak orzecznictwu z uwagi na tę zależność, jest niezawisły czy nie? Można powiedzieć: konformista. Ale można też powiedzieć: to jest rozwiązanie systemowe. Hierarchia orzekania istnieje, wskutek założenia wieloinstancyjności i jest to założenie systemowe, a poddawanie się orzecznictwu wyższej instancji jest celowe i zamierzone przez system. Nadzór judykacyjny nie może być i nie jest traktowany jako nacisk czy wpływ zagrażający niezawisłości, ponieważ jest mechanizmem samokontrolującego się systemu. 

Poza tym trudno uznać za „wpływ”, w sensie naruszenia niezawisłości, sytuację, w której sędzia, w trakcie zapoznawania się z orzecznictwem, zmienia swoją decyzję wobec konsekwentnego orzecznictwa innych sądów. „Przy wszystkich luzach wyboru decyzji, jakie ustawa pozostawiać może sędziemu (…) pewna jednolitość orzecznictwa jest warunkiem nieodzownym należytego funkcjonowania społeczeństwa i stąd stanowi ona co najmniej instrumentalną wartość, która w jakiejś mierze może równoważyć wypadki rozstrzygnięć w pełni zgodnych ze stosowanym prawem, ale rozstrzygnięć, które w danym wypadku uznajemy za niesłuszne”. (1)

Jednakowoż istnieją skutki uboczne poszukiwania w orzecznictwie: „skutkiem takiego mechanizmu jest funkcjonowanie swoiście pojętego prawa precedensowego. Tym bardziej wątpliwego, że obecne środki techniczne dają możliwość korzystania z obszernego orzecznictwa wątpliwej jakości choćby z tego powodu, że jest ono na ten użytek w różny sposób selekcjonowane” (2)

W odwoływaniu się do orzecznictwa należy – podobnie jak przy stosowaniu prawa w ogóle – zachować pewien standard. Pojęcie standardu, w kontekście stosowania prawa, charakteryzuje Ewa Łętowska, mówiąc, że „standard to pojęcie, które odnosi się do wzorca zachowania. (…) System prawa składa się zarówno z przepisów, jak i ukształtowanego standardu”. (3) Tłumaczy, że „może być na przykład prawo, które ma bardzo piękne potencjalne możliwości, ale na skutek powtarzalnej, źle ukształtowanej praktyki, standard ochrony przyznawanej przez to prawo jest znacznie niższe niż to, co w tym prawie tkwi”. (4)

Odwoływanie się do orzecznictwa też może odbywać się w różnym – niskim lub wysokim – standardzie. „Orzecznictwo to trzeba jednak zbierać i analizować, aby wiedzieć, jaki jest aktualny standard, a nie cytować pierwsze z brzegu, może przypadkowe, może marginalne lub przestarzałe orzeczenie”. (5)

W jednym z wywiadów, które przeprowadziłam z sędziami, (6) Sędzia wskazuje tu na wpływ środków informatycznych na proces decyzyjny i jego przebieg: „Publikowanie orzeczeń może być ryzykowne – w jaki sposób sędziowie z nich korzystają? Proces myślowy może być powierzchowny, może dojść do kopiowania orzeczeń. Portale orzeczeń mogą służyć wielu rzeczom: oportunizm, lenistwo, koniunkturalizm, sprawdzanie swojego sposobu myślenia, bez odwzorowywania. (…) Do ujednolicania orzecznictwa jest Sąd Najwyższy. Pytanie prawne, a nie inne orzeczenie. Nie precedens, ale prawo stanowione”. (7)

Zadałam sędziom pytanie o to, czy porównują rozstrzygane sprawy z innymi, wcześniej prowadzonymi. Odpowiadając na to pytanie, odnieśli się zarówno do doświadczenia ze swoimi sprawami, jak i do korzystania z orzecznictwa innych sądów:

„Trzeba trzymać się orzecznictwa, ponieważ chodzi o pewność strony i pełnomocników. Niedobrze, jak jeden skład sędziowski orzeka tak, a drugi inaczej.  Przykładowo, kilka osób złożyło pozew, uzyskało korzystny wyrok i oddalono apelację ich oponenta. Pozostali, będący w podobnej sytuacji, poszli za ich przykładem i sąd rejonowy orzekł tak samo, jak poprzednio, ale apelacja nie podzieliła tego stanowiska, więc ta druga grupa ludzi odeszła z kwitkiem i jeszcze poniosła koszty. Nie może być tak, że jeden skład orzeka w taki sposób, a drugi inaczej, w tych samych okolicznościach. Dlatego staram się iść za orzecznictwem Sądu Najwyższego, no, chyba, że to się tak kłóci z moim poczuciem sprawiedliwości, że się nie da”. (8)

„O ile szczegółów spraw nie pamiętam, to takie generalne swoje podejście się pamięta”. (9)

„Jak się raz podejmie decyzję, to później już z reguły nie ma ani czasu, ani chęci na ponowną refleksję. Naprawdę musi być dobry pełnomocnik, który zmusi sędziego do ponownej refleksji nad problemem, o którym sędzia już kiedyś myślał”. (10)

„Zapomina się o załatwionej sprawie, ale pamięta się doświadczenie. Bez sięgania do wcześniejszych spraw”. (11)

„Pod względem stanu prawnego porównuje się. Pamięta się orzeczenia Sądu Najwyższego lub własne. Pamięta się, jakie elementy stanu faktycznego potrzeba wyłuskać dla potrzeb orzeczenia, które wiem, że będzie miało w tej sprawie zastosowanie”. (12)

„Mam osobne akta wewnętrzne i złote myśli”. (13)

„Działam jak naukowiec, czytam orzeczenia. Wiedza pomaga. Daje luz”. (14)

„Przykładowo, skąd się bierze kwoty zadośćuczynienia? To są już wypracowane w orzecznictwie SN kryteria, które się bierze pod uwagę przy zasądzaniu zadośćuczynienia: w pierwszej kolejności stopień i trwałość doznanego uszczerbku na zdrowiu, zakres uszkodzeń ciała, zakres cierpień o charakterze fizycznym, psychicznym, długotrwałość, intensywność, proces rehabilitacji, zmiany czy konsekwencje uszkodzeń i zmiany w życiu takiego człowieka, dotychczasowy tryb życia, wiek poszkodowanego. Tych kryteriów jest masa, które trzeba wziąć pod uwagę, z tym iż wychodzę z założenia, że to zadośćuczynienie powinno stanowić taką odczuwalną wartość, ono nie może być symboliczne. Innymi słowy, jeśli ktoś domaga się zadośćuczynienia i te okoliczności, które zostaną ustalone, co do zasady dają podstawę do zasądzenia, to nie widzę powodu, żeby jakoś tam to miarkować, zmniejszać, chyba że ktoś ewidentnie nie doznał w istocie żadnej krzywdy, a próbuje się tą metodą wzbogacić. Tu znowu rola sądu II instancji jest bardzo ograniczona, dlatego że sąd okręgowy może zmienić wysokość zadośćuczynienia tylko wtedy, kiedy jest rażąco niskie lub rażąco wysokie. To jest kompetencja sądu pierwszej instancji, co do zasady”. (15)

„Myśli się: ja bym to zrobiła inaczej i zastanawiam się, czy w związku z tym nie uwzględnić apelacji. Pewnie, że stykamy się tutaj z takimi sprawami, z jakimi mieliśmy do czynienia przed sądem pierwszej instancji. To w jakiś sposób rzutuje, to jest nasze doświadczenie, to jest nasza metodyka pracy. To, że się jest w sądzie II instancji, nie znaczy, że człowiek nie ma jakichś poglądów, czy nie rozpoznawał w I instancji podobnych spraw. Wręcz przeciwnie. Pewnie, że się człowiek do tego odwołuje. (…) To, że przechodzimy do II instancji, (…) to jest jakaś kontynuacja”. (16)

Jednocześnie od dobrego standardu odbiega sytuacja, w której sędzia nie korzysta z orzecznictwa, ponieważ nie ma czasu go studiować: (17)

„Z warsztatem polegającym na znajomości doktryny i orzecznictwa bywa różnie. Taka sytuacja, że siadam, czytam całość orzeczeń, sprawdzam, czy coś ciekawego, nowego się nie pojawiło, że mogę poczytać komentarz – to jak problem jest bardzo poważny. To odosobnione sytuacje. Dopóki problem nie jest poważny, to do orzecznictwa nie ma czasu sięgać. Patrzę na przepis, i jest tak i tak – to orzekam tak i tak”. (18)

Ten sam sędzia dodaje jednak: „Jeśli strona powołuje się na sensowne argumenty i to ma ręce i nogi, to nie jest możliwe, żebym ja, nawet przy tym natłoku spraw, nie przeczytała wszystkiego, co mi się uda znaleźć na ten temat. Poza tym orzecznictwo SN jest przecież przełamywane. I zdarzają się orzeczenia w jedną i drugą stronę. Na szczęście SN zbiera się w sobie i wydaje uchwałę podsumowującą”. (19)

Cytowane wypowiedzi świadczą o tym, że po pierwsze, sędziowie widzą sens w trzymaniu się orzecznictwa, zwłaszcza Sądu Najwyższego, jednak do granic, w ramach których ich osobiste i wewnętrzne przekonanie im na to pozwala.

Po drugie, pamiętają nie tyle poszczególne sprawy, co raczej swoje doświadczenie z danym zagadnieniem prawnym i swoje podejście do określonej kwestii prawnej. Przyznają, że trudno następnie zmienić to podejście, jeśli strony nie zaprezentują mocnej argumentacji. Jednocześnie pamiętają o tym, że o zastosowaniu konkretnego rozwiązania decydują ostatecznie fakty danej sprawy. Stosunek sędziów do orzecznictwa innych sądów można oddać słowami malarzy, którzy określają swój stosunek do malarstwa innych malarzy.

Gdy mowa o opieraniu się na orzecznictwie innych sądów jako inspiracji, zacytuję słowa Henri Matisse’a: „Moją sztukę zawdzięczam wszystkim malarzom”.

Kiedy mowa o docenieniu cudzego orzecznictwa, przy zachowaniu jednak swojej odrębności, można to także oddać słowami Henri Matisse’a: „Gdybym nie malował tak, jak maluję, malowałbym jak Picasso”.

Natomiast kiedy mowa o krytycznym podejściu, w eleganckiej, lecz wymownej formie, użyję słów Picassa, gdy krytycznie oceniał obrazy Braque’a wywieszone na wystawie, komentując je przewrotnie jedynie słowami: „Dobrze powieszone”. 

Podsumowując, nie można stwierdzić, że sędzia powinien być „wierny” orzecznictwu, natomiast należy zaznaczyć, że powinien wypracować standard korzystania z orzecznictwa taki, aby korzystanie to stanowiło sposób inspiracji, a nie używanie „gotowców”. (20)


(1) Z. Ziembiński, O pojmowaniu sprawiedliwości, Lublin 1992, s. 128.
(2) Z. Czarnik, Prawotwórcza rola sądu a dyskrecjonalność sędziowska, [w:] Dyskrecjonalna władza sędziego, zagadnienia teorii i praktyki, red. M. Dębiński, R. Pelewicz, T. Rakoczy, Tarnobrzeg 2012, http://tarnobrzeg.so.gov.pl/sites/default/files/Dyskrecjonalna%20władza%20sędziego%2C%20 Tarnobrzeg%202012_0.pdf.
(3) (4) (5) E. Łętowska, Rzeźbienie państwa prawa 20 lat później, w rozmowie z Krzysztofem Sobczakiem, Lex Wolters Kluwer business, s. 12 i 13
(6) wywiady prowadzone w 2013 r. z blisko setką sędziów sądu rejonowego i okręgowego, wydziały cywilne, gospodarczej i wizytacyjne
(7) Wywiad 84, SSO
(8) Wywiad 4, SSR
(9) Wywiad 5, SSO
(10) Wywiad 5, SSO
(11) Wywiad 9, SSR
(12) Wywiad 10, SSR
(13) Wywiad 1, SSO
(14) Wywiad 1, SSO
(15) Wywiad 85, SSO
(16) Wywiad 85, SSO
(17) Ilość pracy przypadająca na sędziego, czy to w sensie liczby spraw, czy w sensie liczby zadań wykonywanych w ramach „obsługi sprawy”, odpowiada za obniżenie standardu. Sędziowie wskazują w wywiadach, że chcieliby i czują, że powinni poświęcić sprawom więcej czasu, jednak, wskutek liczby spraw lub rodzaju zadań, jest to niemożliwe.
(18) Wywiad 4, SSR
(19) Wywiad 4, SSR
(20) Wątki zaczerpnięte z: A.Damasiewicz, "Niezawisłość sędziego cywilisty w kontekście stabilności prawa" [w:]  „Stabilność prawa w kontekście wartości, instytucji i funkcjonowania systemu prawnego” ed. Naukowa Tadeusz Biernat, Oficyna Wydawnicza AFM, 2016 r., s. 141-171. W tej publikacji także: o wolności sędziego od naciskow i wpływów, od własnych preferencji, od arbitralności, od emocji, od ignorancji i nie wiedzy oraz temat „…A kto będzie pilnował strażników”. Cała publikacja dostępna w repozytorium Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, w języku polskim (całość książki wraz z artykułem) i angielskim (cytowany artykuł).



poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Niezawisłość sędziego - .słów kilka jeszcze

Tym razem zainspirował mnie komentarz do poprzedniego posta:
 
"Trochę martwi mnie sformułowanie:
 
<[...] sędzia powinien polegać na swoim przekonaniu, ale niekoniecznie odzwierciedlać w orzeczeniach swoje poglądy>.
 
To może bardzo zaszkodzić zdrowiu psychicznemu :-)"
 
Faktycznie. Popełniłam błąd polegający na tym, że użyłam synonimicznych słów, nie wyjaśniając, że w pierwszym przypadku chodzi o przekonanie sędziego co do obiektywnej słuszności orzeczenia, a w drugim o jego światopogląd.
 
Dlatego zmieniłam to sformułowanie.
 
Zdanie, które brzmiało tak:
 
"Innymi słowy, sędzia powinien polegać na swoim przekonaniu, ale niekoniecznie odzwierciedlać w orzeczeniach swoje poglądy".
 
Na zdanie, które brzmi tak:

"Innymi słowy, sędzia powinien polegać na swoim przekonaniu, co do obiektywnej słuszności rozstrzygnięcia. Natomiast niekoniecznie powinien odzwierciedlać w orzeczeniach swój światopogląd, czyli swoje prywatne zdanie na temat tego, na przykład, czy kobiety powinny łączyć karierę zawodową z wychowywaniem dzieci albo czy mężczyźni mający małe dzieci powinni zawieszać uprawianie ryzykownego hobby, jak zdobywanie ośmiotysięczników".

Uważam, że dla każdej osoby zajmującej się zawodowo interpretacją (np. przepisów) ciekawe są "przykłady z życia wzięte", na to, jak intencja autora myśli, może być, przez niego samego, zniekształcona, wskutek błędnego lub wieloznacznego sformułowania.

 
To jest ciekawe w szczegolności w kontekście stosowania wykładni językowej, jako jedynej, z uzasadnieniem, że ustawodawca wyraził wprost i jasno, i miał na myśli dokładnie to, co jest czarno na białym napisane.   
 
 

piątek, 25 lipca 2014

O granicach cz 2

W związku z faktem ograniczeń wynikających z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jedynie cytuję fragmenty mojej glosy do uchwały SN z dnia 26 października 2011 r., I KZP 8/11. Prawdopodobnie większość sędziów i innych profesjonalnych prawników, ma dostęp do LEX-a, więc w razie chęci zapoznania się z całością, tam odsyłam. Teza glosowanego orzeczenia brzmi:
Kary porządkowe określone w art. 49 § 1 ustawy (…) Prawo o ustroju sądów powszechnych (…) mogą być stosowane tylko wobec osób obecnych w czasie i miejscu wykonywania czynności sądowych, gdy osoby te bądź to naruszają powagę, spokój lub porządek tych czynności, bądź to ubliżają sądowi, innemu organowi państwowemu lub osobom biorącym udział w tej czynności, niezależnie od tego, w jakiej formie to czynią. Kar tych nie stosuje się natomiast do czynów co prawda naruszających dobra chronione przepisem art. 49 § 1 wskazanej wyżej ustawy, dokonanych jednak poza miejscem i czasem rozprawy, posiedzenia lub innej czynności sądowej, w tym w szczególności w formie pisma złożonego do sądu”.
 
W glosie (krytycznej…) podnoszę, że:
Nie jest jasne, dlaczego uchybienie sądowi ustnie ma być sankcjonowane w trybie porządkowym, a pisemnie – w trybie postępowania karnego, przy uproszczonym założeniu, że słowa wypowiedziane i napisane są te same. Ubliżanie na sali rozpraw może mieć taką samą treść i ciężar gatunkowy, jak ubliżanie dokonane drogą pisemną poprzez wysłanie pisma do sądu.
W praktyce trudno sobie wyobrazić, by sąd uruchamiał machinę postępowania karnego za każdym razem, kiedy określone zachowanie nie zdarzy się na sali sądowej. „Jeżeli ustawodawca nadmiernym rygoryzmem sankcji (brak «widełek», brak kary innej niż izolacyjna) skrępuje sędziemu ręce, ograniczając go w wyborze adekwatnej kary, determinowanej ciężarem winy i cechami sprawcy – to sądy będą uciekały od orzekania" (1). Autor tego stwierdzenia wskazuje, że to nie przypadek, iż nie dochodzi do skazania w przypadkach nawet ewidentnych zniewag, gdzie sąd nie ma wyboru i nie może orzec grzywny, lecz tylko karę pozbawienia wolności. Wynika to właśnie ze wskazanej rozbieżności między sankcjonowanym zachowaniem a widełkami kary.
Na istotną kwestię zwraca uwagę A. Nowak w glosie do jednego z postanowień SN. Zgadza się, że omawiany przepis (art. 49 ust. 1 u.p.s.p.) ma zagwarantować doraźną ochronę powagi sądu i dóbr osobistych innych osób, jednak wskazuje, iż „o ile w postępowaniu karnym regułą jest bezpośredni udział podsądnych w procesie, w przypadku postępowania cywilnego częstokroć mamy do czynienia z rozstrzygnięciem spraw pominięciem ich bezpośredniej styczności z sądem. W ostatnim z wymienionych postępowań, w praktyce prym dowodowy wiodą dokumenty, ewentualne przesłuchanie stron – wymagające stawiennictwa osobistego – ma charakter subsydiarny. Nie sposób akceptować, by sąd pozostawał obojętny na pozamerytoryczne treści uwłaczające mu, jak i innym osobom uczestniczącym w procesie. Eliminowaniu tego typu zachowań służyć ma właśnie art. 49 u.p.s.p. Odsyłanie w tym zakresie sądów na drogę odłożonej w czasie sankcji przewidzianej przez prawo karne mijałoby się z celem przepisu [...] sprzyjając eskalacji zachowań niewłaściwych oraz dalszej destrukcji procesu za milczącym zezwoleniem gospodarza procesu, którym jest sąd" (2).
W pełni zgadzam się z najprostszym, a także znajdującym uzasadnienie zarówno w wykładni językowej, systemowej, jak i celowościowej stwierdzeniem T. Erecińśkiego, J. Gudowskiego i J. Iwuskiego, że „ogólna formuła «ubliżenie sądowi» bez uściślenia, o jaki sposób ubliżenia chodzi obejmuje wszystkie formy (przejawy) tego zachowania się, a więc także ubliżenie na piśmie" (3).
Za „szeroką" wykładnią art. 49 ust. 1 p.u.s.p. ma przemawiać m.in. fakt, że wykładnia celowościowa, zgodnie z którą istota unormowań składających się na „policję sesyjną" sprowadza się do doraźnego utrzymania powagi sądu, wydaje się słuszna, jednak konkuruje z nią wykładnia celowościowa, zgodnie z którą postępowanie sądowe, zwłaszcza w sprawach cywilnych, w dużej mierze skupia się na czynnościach sądu wykonywanych poza salą sądową, w „zaciszu" gabinetu sędziowskiego. W tej sytuacji nie ma podstaw, by ochroną objąć tylko tę część czynności, które są wykonywane publicznie, skoro trudno było by przyjąć, że godność urzędu sprowadza się wyłącznie do ochrony w ramach sali sądowej. Skoro postępowanie sądowe powinno się toczyć w atmosferze spokoju, powagi, a także szacunku dla urzędu sędziego, to trudno będzie utrzymać tę powagę, w sytuacji gdy zakulisowo płynie potok obelg względem sędziego lub sądu. Jakiego rodzaju to potrafią być sformułowania i jak trudno byłoby przejść nad nimi do porządku dziennego, można sprawdzić choćby w uzasadnieniu postanowienia SN z dnia 28 czerwca 2004 r., I PZ 115/03, OSNP 2005, nr 2, poz. 23. W sprawie, której dotyczyło to orzeczenie, pewnea osoba kierowała pisma procesowe do sadu używając:
 
obraźliwych i znieważających słów w rodzaju: <analfabeta prawomocnego rozstrzygnięcia>, <przedszkolaki... w Sądzie Okręgowym w Kielcach>, straty <wymyślone przez pijanych chyba sędziów>, <niezrozumienie przez ten sam pijany zespół sędziów różnicy między umową o pracę a zleceniem na wykonanie dodatkowych robót>, <pomylenie pozwanego w wyroku kasacyjnym czy sygnatury akt w postanowieniu z dnia 11 kwietnia 2002 r.> jako wynik <zmowy, fałszu, korupcji, pijaństwa>".
Ponadto, istnienie regulacji karnoprawnych, które są możliwe do zastosowania, w sytuacji gdy nie można stosować kar porządkowych, nie jest wystarczającym uzasadnieniem dla wyłączenia możliwości zastosowania kar porządkowych w określonym zakresie, jakościowo jednakowym z tym, który jest objęty karami porządkowymi, ponieważ to właśnie prowadzi do zaostrzenia represji z jednej strony, a jednocześnie wobec nieadekwatności kar do zachowań, do unikania stosowania represyjnych przepisów, czyli w rezultacie do bezkarności zachowań godzących w dobra osobiste podmiotów znajdujących się w określonej sytuacji i w powagę sądu. Zdaniem TK (4) oparte na represji budowanie autorytetu organów władzy publicznej i funkcjonariuszy publicznych obraca się ostatecznie przeciwko wartościom, którym zastosowanie represji ma służyć. Z drugiej strony z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wynika, że sądom przysługuje respekt i szacunek wynikający wyłącznie z samego faktu powierzenia im sprawowania wymiaru sprawiedliwości (5). Artykuł 10 ust. 1 EKPCz gwarantuje swobodę wyrażania opinii (ust. 2 określa granice tej swobody). Edward Skałka (6) odbywał karę pozbawienia wolności i kiedy otrzymał od sędziego penitencjarnego odpowiedź na swoje wystąpienia, skierował skargę na tego sędziego, określając sędziów jako błaznów, kretynów, analfabetów, durniów, spotęgowanych kretynów i innymi inwektywami. Na podstawie art. 236 d.k.k. został skazany na osiem miesięcy pozbawienia wolności. Trybunał stwierdził, że praca sądów musi cieszyć się zaufaniem publicznym i powinna być chroniona przed nieuzasadnionymi atakami. Nie jest wolna od krytyki, ale istnieje rozróżnienie między krytyką a obrazą. Wskazał jednocześnie, że zastosowana kara była nieproporcjonalna do celu – autor listu powinien zostać ukarany, jednak orzeczona kara była niewspółmiernie surowa. Trybunał podkreśla, że nie można posługiwać się zniewagą jako formą wyrażania swoich opinii i za zakazane sposoby naruszenia autorytetu wymiaru sprawiedliwości uznaje wypowiedzi, zawierające obraźliwe i zniesławiające ataki, niezależnie od wypowiadania ich na sali sadowej, w pismach procesowych, listach przesłanym przeciwnikom procesowym czy władzom sądowym lub mediom (7).
Podsumowując, uważam, że choć sędzia powinien w pierwszej kolejności działać samym autorytetem i powagą urzędu, niekiedy jest to niemożliwe i jedyna skuteczna rada na chamstwo w sądzie, to nieuchronna, szybka dolegliwa kara. (np. finansowa, krótko-aresztowa lub inna spełniająca te kryteria).
.....
 
I dlatego mam dylemat dotyczący sytuacji, którą opisałam przed chwilą w poprzednim poście.

 

 

___________
(1) Bellerofon czyli o sprawiedliwości nierychliwej, Europejski przegląd sądowy, listopad 2009, s. 58, autor oznaczony jako „Acus"
(2) A. Nowak, Glosa do postanowienia SN z dnia 28 czerwca 2004 r., I PZ 115/03, MoP 2006, nr 8, s. 448
(3) T. Ereciński, J. Gudowski i J. Iwulski (w:) J. Gudowski (red.), Komentarz do prawa o ustroju sądów powszechnych i ustawy o Krajowej Radzie sadownictwa, Warszawa 2002, s. 133
(4) wyrok TK z dnia 11 października 2006 r., P 3/06, OTK-A 2006, nr 9, poz. 121
(5) J. Misztal-Konecka, Szacunek dla sądów – należny czy zasłużony? Rozważania nad obowiązkiem poszanowania władzy sądowniczej w dwóch orzeczeniach ETPCz w sprawach polskich, Kwartalnik Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury 2013, zeszyt 3 (9), s. 47
(6) wyrok ETPCz z dnia 27 maja 2003 r., 43425/98
(7) por. J. Misztal-Konecka, Szacunek dla sądów..., s. 54 i powołane tam orzecznictwo ETPCz
 

czwartek, 5 czerwca 2014

Deszyfrowanie według Lema

Tekst, który podlega wykładni i interpretacji, można porównać do szyfru, który trzeba zdekodować. Pomińmy chwilowo spory dotyczące tego, jak głęboko sięgać po sens i w jakim kierunku szukać. Posłużę się metaforą, korzystając z fragmentu powieści Stanisława Lema, na temat szyfru. Ten tekst ilustruje meandry deszyfrowania znaku, bez względu na to, czy nim jest zdanie potoczne czy przepis prawa.
 
„Podszedł do drzwiczek  ścianie. Z ręki, która się w nich ukazała (…) wyjął papierową wstążkę i podał mi ją:

„Zagrożenie manewrem uskrzydlającym – stop – kierować posiłki w sektor VII – 19 431- stop – za kwatermistrza siódmej grupy operacyjnej Ganzmirst płk dypl. – stop”.

Podniosłem głowę, odkładając strzęp taśmy. (…)
- Co to jest? – spytał (…)
- Jakaś zaszyfrowana depesza.
- Nie, to szyfr, który trzeba dopiero rozłamać.
- Przecież to jakaś tajna wiadomość?
- Nie – ponownie zaprzeczył głową. – Kamuflowanie szyfrów pod postacią wiadomości niewinnych, w rodzaju jakichś ta prywatnych listów czy wierszy, należy do przeszłości, panie. (…) Pokażę panu teraz ten sam tekst, przepuszczony przez DESZ-a – tak nazywamy naszą maszynę. Znów zbliżył się do drzwiczek, wyszarpnął z białych palców taśmę i wrócił z nią do stołu:

"Baremisozyturia inpeklancybilistyczna matetosi się by kancepudroliwać ambrendafigianturelię niedokocywracipośmajną” – odczytałem i spojrzałem na niego nie kryjąc zdumienia.
 
- To ma być rozszyfrowane?

 Uśmiechnął się pobłażliwie.

 - To drugi etap – wyjaśnił. – Szyfr został skonstruowany tak, by rozłamanie go dało stek nonsensów. Miło to przekonać nas ostatecznie, że właściwa treść pierwotna depeszy nie była szyfrem, czyli że wiadomość leży na powierzchni i jest taka jaką pan poprzednio odczytał. (…)
- W istocie natomiast?... (…)
- Zaraz pan zobaczy. Przyniosę teraz tekst przepuszczony ponownie przez maszynę.
 
Papierowa taśma spłynęła z dłoni w kwadratowych drzwiczkach. (…) Wziąłem taśmę, która mi podał. (…)

„Abruptywnie kancelerować derwiszów odnoszących barbimuchowe śmiętopały przez turmańsk celeratywny wnikliwość wskazana”.

- ...
- Rozłamany szyfr jest dalej szyfrem. Pod okiem fachowca złuszczy z siebie osłonę po osłonie. Jest niewyczerpalny. Nie ma kresu ani dna. Można zagłębiać się w jego warstwach coraz trudniej dostępnych, coraz głębszych, ale to wędrówka nieskończona”.

 

S. Lem, „Pamiętnik znaleziony w wannie”, Wydawnictwo Literackie Krakow, 1961 r., s. 76, 77, 81

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Gdyby ustawy stosowały się same, sądy byłyby zbyteczne


„Gdyby ustawy stosowały się same, sądy byłyby zbyteczne” (1)

 
Stawiam tezę, że prawo, rozumiane przez pryzmat wymiaru sprawiedliwości, to zjawisko społeczne, a nie zbiór obowiązujących aktów prawnych. Dlatego przedstawiam prawo jako czteroetapowy proces, w wykonaniu władzy ustawodawczej i sądowniczej, ułożony w koło, ponieważ czwarty Etap w pewnym sensie prowadzi do pierwszego:


Etap pierwszy to ustanowienie prawa;
Etap drugi to wykładnia prawa;
Etap trzeci to dostosowanie prawa (do warunków społecznych);
Etap czwarty to zmiana prawa (i ten etap prowadzi de facto do pierwszego, polegającego na ustanawianiu – zmianie – prawa);

 
Etap pierwszy i czwarty należą do władzy ustawodawczej, a Etap drugi należy do władzy sądowniczej. Spór może dotyczyć Etapu trzeciego: jaka jest granica między dostosowywaniem prawa do kontekstu społecznego, które to zadanie należy do sędziego, a zmianą prawa, które to zadanie należy do ustawodawcy.

 
„Można wyodrębnić dwie zasadnicze sytuacje (…) prawa (…): funkcjonowanie przepisów prawnych w granicach dopuszczalnej wykładni oraz stan krytyczny uzasadniający konieczność podjęcia inicjatywy ustawodawczej w celu zmiany nieadekwatnego stanu prawnego, którego niedostatków nie można usunąć w drodze wykładni”. (5)

 
Konieczność dostosowywania prawa przez sędziego wynika stąd, że nie sposób uregulować każdej sytuacji mogącej potencjalnie wystąpić w rzeczywistości.

 
„Współczesny ustawodawca przeważnie odstępuje od posługiwania się kazuistyką, natomiast przepisom prawnym nadaje charakter norm ogólnych, bardziej otwartych na wykładnię. (…) Przyjmuje się, że ustawodawca reguluje id quo plerumque fit (to, co zdarza się zazwyczaj)”. (6)

 
To oznacza, moim zdaniem, że ustawodawca pozostawia w treści przepisów zamierzoną lukę prawną, dotyczącą tego, co „nie zdarza się zazwyczaj”. Luka jest zamierzona w tym sensie, że ustawodawca z rozmysłem pozostawia ją do zapełnienia sędziom. Wynika to z racjonalizmu i konieczności.

 
„Prawo jest czymś uboższym niż system stosunków społecznych. Nie jest zadaniem ustawodawcy dla każdego mogącego powstać stosunku życiowego (społecznego) ustanawianie normy szczególnej. (…) Norma prawna wyrażona w ustawie odznacza się mniejszym lub większym stopniem  generalności. Między normą ustanowioną w akcie prawnym, a normą zastosowaną istnieje przestrzeń wypełniana wartościami ocenami filozoficznymi, moralnymi itd. Wiele aktów prawnych (…) charakteryzuje się sformułowaniami ramowymi i klauzulami generalnymi. Podłoże socjologiczne – do którego odnoszą się normy (…) w chwili ich stanowienia – ulega ewolucji. Ustawa zatem w swoich elementach formalnych i materialnych przechodzi przez okres młodości (krystalizacji), dojrzały okres stabilizacji znaczenia normy prawnej oraz okres starzenia się, charakteryzujący się wzrastającym napięciem między formą, a treścią przepisu prawnego. Współczynnik aktywności sędziego i jego twórczej roli wzrasta w miarę zwiększania się napięcia między formą, a treścią przepisu prawnego”. (7)

 
 
Mechanicystyczne podejście do funkcji sędziego, któremu nie wolno było dokonywać wykładni prawa, a jedynie je „stosować”, (2) nie sprawdziło się. „W poprzednich epokach, w wielu systemach prawnych obowiązywał pogląd głoszący zakaz dokonywania wykładni przez sądy. (3) Nowoczesne podejście znalazło wyraz w Kodeksie Napoleona zabraniającym odmowy orzekania pod pozorem, że prawo nie jest jasne”. (4)


Wykładnia i interpretacja odgrywają w tym procesie zasadniczą rolę.
Ponieważ posługuję się tymi dwoma pojęciami wyjaśniam, jak rozumiem wykładnię i czy może ona być utożsamiana z interpretacją.

 
„W języku polskim posługujemy się dwoma, co najmniej synonimicznymi, terminami określającymi procesy związane z prawniczą egzegezą, a mianowicie terminem „interpretacja” oraz „wykładnia”. Wydaje się, że pojęcie wykładni jest zakresowo nieco węższe, bardziej związane z kontekstem lingwistycznym, a w przypadku prawa z aspektem formalno – dogmatycznym, czy też z operatywną wykładnią tekstu prawnego. Natomiast pojęcie interpretacji prawniczej jest bardziej neutralne i można go odnieść do szerszego, bardziej filozoficznego, kontekstu rozważań dotyczących problemów wykładni lub uzasadniania prawa”. (8)

 
Zgadzam się z takim ujęciem płaszczyzny rozróżnienia wykładni i interpretacji.

 
Widzę dwie możliwości stosowania tych pojęć:
Po pierwsze można traktować wykładnię i interpretację jako synonimy, pozostając przy częstszym korzystaniu w kontekście prawa, z terminu „wykładnia”. Jednocześnie trzeba rozróżniać wykładnię językową, która odnosi się do tekstu, od wykładni celowościowej, systemowej, historycznej, które odnoszą się do kontekstu.

 
Po drugie można traktować wykładnię, jako termin odnoszący się do tekstu, a interpretację jako termin odnoszący się do kontekstu.

 
Nie wnikając tutaj w „za” i „przeciw” każdej z opcji, podkreślam, że obok ustalenia stanu faktycznego (w czym sędzia odgrywa większą lub mniejszą rolę, zależnie od kontradyktoryjności lub inkwizycyjności danego trybu postępowania), zasadniczą rolą sędziego jest wykładnia prawa w jego kontekście społecznym. I to bez względu na to, czy takie „zobaczenie” przepisu w kontekście społecznym określi się „wykładnią celowościową”, „wykładnią funkcjonalną”, „wykładnią historyczną” czy „interpretacją prawa”.

 
Moim zdaniem sędziowie są interpretatorami ustaw w „najszlachetniejszym” tego słowa znaczeniu.


 

_________

  
(1)   K. Piasecki, „Organizacja wymiaru sprawiedliwości w Polsce”, Zakamycze 2005 r., s. 61
(2)   Użyłam cudzysłowia, ponieważ obecnie trudno sobie wyobrazić stosowanie prawa bez dokonywania jego wykładni, nawet, gdyby to była wykładnia czysto językowa
(3)   E Waśkowski, „Teoria wykładni prawa cywilnego  s. 37 i n.
(4)   K. Piasecki, „Organizacja…” op. cit. s. 63
(5)   K. Piasecki, „Organizacja…”, op. cit. s. 60 – 61
(6)   K. Piasecki, „Organizacja…”, op. cit. s. 58
(7)   K. Piasecki, „Organizacja…”, op. cit. s. 58
(8)   J. Stelmach [w:] R. Sarkowicz, J. Stelmach, „Teoria prawa”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków, 1996 r., wyd. I. s. 62 - 63