Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rola sędziego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rola sędziego. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 lutego 2026

Dwa gabinety sędziego

Wyobraźmy sobie dwie sytuacje. W poszukiwaniu różnic między nimi.

Pierwsza:

Sędzia otwiera drzwi do gabinetu w sądzie. Wie, że stoją tam dwie szafy pełne akt. Widzi kilka stert na bocznym stoliku, jedna na podłodze. Ma w referacie przysłowiowych dwieście spraw.

Sytuacja druga:

Sędzia otwiera drzwi do gabinetu w sądzie. Wie, że stoją tam dwie szafy. Łącznie około 50 spraw, z czego cztery do rozważenia na dziś, leżą na bocznym stoliku.

To są dwa stany funkcjonowania zawodowego. Poznawczo (praca głowy sędziego) i organizacyjnie (organizacja referatu). Jaka jest psychologiczna i organizacyjna różnica?

To nie „więcej pracy kontra mniej pracy”. To jest różnica między kontrolą nad zadaniami, a  zarządzaniem chronicznym kryzysem.

Kontrola działa, jeśli liczba spraw mieści się w głowie. Sędzia pamięta sprawy bez czytania akt od zera. Rozprawa jest kontynuacją myśli. Praca polega na analizie sprawy, a nie na ciągłej rekonstrukcji faktów. Działa stale mechanizm domkniętej pętli zadaniowej. Czyli sprawa trafia do sędziego, który podejmuje decyzje procesowe, dzięki nim uzyskuje wgląd w sprawę, zamyka sprawę wyrokiem.

W sytuacji przeciążenia poznawczego, dochodzi do utraty zdolności śledzenia kontekstu. Sędzia nie pamięta spraw, rozprawa zaczyna się od rekonstrukcji faktów, akta są czytane nie dla analizy, tylko dla przypomnienia, rozprawa nie jest kontynuacją tylko restartem. W miejsce podejmowania decyzji pojawia się ciągła pogoń za odtwarzaniem kontekstu.

Sędzia pracuje w trybie stresu poznawczego wynikającego z permanentnego stanu zaległości. To ma swoje konsekwencje: nie ma poczucia zakończenia zadania i mózg utrzymuje stale aktywne niedokończone zadania. Pętle stale otwarte.

Objawy to mniej krytyczne podejście do wniosków dowodowych, irytacja związana z rozszerzeniem materiału, preferowanie formalnych rozstrzygnięć, większa surowość proceduralna. W miejsce namysłu, włącza się mechanizm obronny mózgu, polegający na ograniczaniu napływu danych. Sędzia nie zarządza sprawą, tylko napływem informacji.

W przeciążonym referacie panuje inna logika działania. Rozprawy planuje się pod statystykę, preferowane są czynności szybko zamykające, zmniejsza się skłonność do konfrontacji świadków, rośnie znaczenie oddaleń wniosków dowodowych albo przeciwnie, dowody nie podlegają racjonalnej selekcji.

W referacie bieżącym jednostką pracy jest sprawa. W referacie przeciążonym jednostką pracy staje się termin rozprawy. Sędzia przestaje „rozpoznawać sprawy”, a zaczyna „obsługiwać wokandy”. To automatycznie obniża indywidualizację rozstrzygnięć, głębokość analizy dowodowej, gotowość do niestandardowych decyzji procesowych.

Różnica między dwoma gabinetami sędziego, o których była mowa na początku, polega na tym, że zamiast decydowania jest „filtrowanie”; zamiast rozstrzygania, jest „zamykanie”, a zamiast myślenia prawnego, jest „zarządzanie obciążeniem”. To jest różnica między rozpoznawaniem spraw, a redukcją zaległości. W pierwszym przypadku sędzia realizuje funkcję wymiaru sprawiedliwości, w drugim, funkcje stabilizacyjną organizacji.

Ilość spraw wpływa na skuteczność sędziego, niezależnie od cech jego charakteru.

Czy sędziom jest przykro z tego powodu?

środa, 17 sierpnia 2022

Czasożercy Sędziego

Paradoks, ale prawda: Jak się ma mało czasu, to się go dużo traci. 

Sędziowie mają za mało czasu – konkretnie za dużo spraw na głowę, przy braku zespołu do ich wspólnej obsługi – więc go dużo tracą.

Jak?

Kiedy ma się zbyt wiele spraw na głowie, priorytetem są najpilniejsze. Zgodnie z matrycą Eisenhovera sprawy dzielą się tak:

1

Pilne i Ważne

 

2

Niepilne i Ważne

3

Pilne i Nieważne

4

Niepilne i Nieważne

 

Kolejność załatwiania spraw powinna być taka: najpierw sprawy ważne (pilne, potem niepilne), jako trzecie pilne, choć nieważne, a czwarta rubryka mogłaby być z czystym sumieniem skreślona. W praktyce Pilne i Nieważne z 3 pozycji przeciskają się na drugą, przed Niepilne i Ważne. 

Co z tego wynika dla sędziego?

Jako przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości obciążony różnymi obowiązkami terminowymi, skupia się na sprawach pilnych. Pilne i Ważne, jak przygotowanie wyroku po zamknięciu rozprawy czy napisanie uzasadnienia. Pilne i Nieważne, czyli takie, które z punktu widzenia sprawiedliwości nie mają znaczenia, stanowią natomiast niezbędną techniczną obsługę sprawy i powinien je wykonywać ktoś z zespołu obsługującego sprawę. Zespołu złożonego z co najmniej asystenta,  protokolanta i „udziału” w  zasobach sekretariatu. Ale w ich braku - wykonuje te czynności sędzia. Dlatego piszę o nich jako „nieważnych” - dla prawidłowości obsługi sprawy są istotne. Ale w pracy samego sędziego nie powinny zajmować ani minuty, bo się marnuje „zasób orzekający”, jakim jest sędzia.

Ponieważ dla zadań z 1 i 3 poświęca się niemal cały czas, to brakuje go na zadania z 2. Czyli „Niepilne i Ważne”. Co się mieści w tej rubryce?

O, choćby to:

Art.  2054.  [Wyznaczenie posiedzenia przygotowawczego w postępowaniu cywilnym]

§  1. Po złożeniu odpowiedzi na pozew, a także gdy odpowiedź na pozew nie została złożona, ale wyrok zaoczny nie został wydany, przewodniczący wyznacza posiedzenie przygotowawcze i wzywa na nie strony.

Art.  2055.  [Przedmiot i przebieg posiedzenia przygotowawczego; plan rozprawy]

§  1. Posiedzenie przygotowawcze służy rozwiązaniu sporu bez potrzeby prowadzenia dalszych posiedzeń, zwłaszcza rozprawy. Jeżeli nie uda się rozwiązać sporu, na posiedzeniu przygotowawczym sporządza się z udziałem stron plan rozprawy.

Art.  2059.  [Plan rozprawy]

§  1. Plan rozprawy zawiera rozstrzygnięcia co do wniosków dowodowych stron, zastępując w tym zakresie postanowienie dowodowe. Przepisy art. 236 i art. 2432 stosuje się odpowiednio.

§  2. W miarę potrzeby plan rozprawy może zawierać:

1) dokładne określenie przedmiotów żądań stron, w tym rozmiar dochodzonych świadczeń wraz z należnościami ubocznymi;

2) dokładnie określone zarzuty, w tym formalne;

3) ustalenie, które fakty i oceny prawne pozostają między stronami sporne;

4) terminy posiedzeń i innych czynności w sprawie;

5) kolejność i termin przeprowadzenia dowodów oraz roztrząsania wyników postępowania dowodowego;

6) termin zamknięcia rozprawy lub ogłoszenia wyroku;

7) rozstrzygnięcia innych zagadnień, o ile są niezbędne do prowadzenia postępowania.

§  3.  W planie rozprawy można się odwoływać do pism procesowych stron.

 

Jak wyglądają te przepisy?

Jak recepta na proces na filmach amerykańskich?

Że niby co: od razu rozpisujemy całą sprawę i załatwione?

Że to nie może w Polsce zadziałać?

Mogłoby.

To byłoby Ważne zadanie sędziego, bo niezły instrument sprawnego wymiaru sprawiedliwości.

Dlaczego?

Bo koncentracja materiału i  jego skomentowanie od ręki, przyspiesza proces decyzyjny.

Bo strony muszą reagować na bieżąco. Nie zdążą przygotować się do kłamania.

Bo prawnicy stron nie mają czasu na pisanie elaboratów w pismach procesowych. A te, które już napisały, zostają skomentowane od ręki. (art. 205(9) § 3)

Bo prawnik strony i strona muszę mieć od razu przygotowaną całą sprawę, z małymi wyjątkami;

No to dlaczego sędzia nie używa tego narzędzia?

Bo są wszystkie pilne sprawy. Które powodują, że choć to zadanie jest Ważne, to staje się Niepilne.

Bo w sytuacji takiego posiedzenia i przygotowywania planu rozprawy, sędzia jest jak dyrygent. Musi znać dotychczasowy materiał. Musi też działać, jak szachista: na podstawie zdarzeń tego posiedzenia, podejmować decyzje natychmiast, mając na uwadze to, że powinien myśleć na kilka kroków do przodu, jeśli nawet nie do końca rozgrywki (art. 205(9) pkt 6).

To wymaga czasu na przygotowanie się. A tymczasem na przygotowanie się jest wyznaczony konkretny termin:

Art.  2054.  [Wyznaczenie posiedzenia przygotowawczego w postępowaniu cywilnym]

§  2. Przewodniczący i sąd są obowiązani podejmować czynności tak, by termin pierwszego posiedzenia przygotowawczego przypadł nie później niż dwa miesiące po dniu złożenia odpowiedzi na pozew albo ostatniego pisma przygotowawczego złożonego w wykonaniu zarządzenia przewodniczącego, a jeżeli odpowiedź na pozew albo pismo przygotowawcze nie zostaną złożone - nie później niż dwa miesiące po upływie terminu do złożenia tych pism. 

Pierwsza przeszkoda polega na tym, że w ciągu tych dwóch miesięcy sąd nie zdąży przygotować się do roli dyrygenta i na poziomie szachisty, ponieważ przygniatają go do ziemi zadania z 1 i 3 rubryki: Pilne i Ważne oraz Pilne i Nieważne.

Druga przeszkoda polega na tym, że takie posiedzenie wymaga konfrontacji ze stronami i szybkich decyzji, a zarządzanie wymiany pism, zawsze kiedy nie ma się czasu na ich czytanie w danej chwili, jest łatwiejsze, szybsze na dany moment. Jeśli sędzia chce się nadal jakoś przesuwać po tej cienkiej linie rozwiniętej nad przepaścią, jaką jest organizacja pracy nad referatem kilkakrotnie przekraczającym możliwości obsługi przez jednego czy półtora człowieka.

Jaki jest skutek unikania instrumentu planu rozprawy z udziałem stron? Pisma stron, a częściej ich prawników, które są przygotowywane w ciszy gabinetów, gdzie nie trzeba się skonfrontować ani z dowodami, ani ze stronami, ani z aktywnym sądem, liczą się w dziesiątki stron. Jednocześnie znacząca część pism, zwłaszcza przygotowywanych przez radców pranych i adwokatów, składa się z dekoracji:

„Podkreślić należy, że powód kategorycznie zaprzecza i za niedopuszczalne uznaje twierdzenie pozwanego, zawarte w piśmie procesowym z dnia 30 czerwca 2022 r., powtarzane jedynie jako nieskuteczny element linii obrony i stanowiące daleko idące nadużycie, że powód jakoby w dniu spotkania 25 lutego 2022 roku, czy w jakiejkolwiek innej dacie lub miejscu, opluł pozwanego”.

Zamiast:

„Powód nigdy nie opluł pozwanego”

Pismo, zawierające dwadzieścia takich akapitów, sędzia musi przeczytać. I zmęczyć się, przedzierając się przez wszystkie te baloniki, serpentynki i konfetti, w drodze do drzwi. Na posiedzeniu przygotowawczym taki tekst sędzia może uciąć:

„Proszę krótko, powód opluł pozwanego - tak czy nie?”

Jaka konkluzja?

Ano taka, że sędzia, pochłonięty zadaniami 1 i 3, nie ma czasu na zadania 2, a więc ważne, jak widać, ale wymagające przygotowania się w czasie, kiedy ścigają go „starsze sprawy”. No a jak już dana sprawa stanie się „starsza”, to jest grubo po czasie, kiedy można było sporządzić plan rozprawy. I trzeba usiąść i przebrnąć przez tomy akt, w których trzy czwarte twierdzeń z pism jest nie na temat albo bez rzetelnych dowodów, połowa materiału dowodowego zbędna, a spomiędzy kartek wypadają straszydła:

„Azaliż zawżdy gdyż,

Niedopuszczalnym jest iż”


 


piątek, 12 sierpnia 2022

To musi być w środku

Zagadka. Czego to definicja: „Wolność od własnych preferencji, wolność od arbitralności, wolność od emocjonowania się (ale nie od emocji), wolność od ignorancji i szczególna otwartość intelektualna”. Kto zgadł? Tak. To definicja wewnętrznej niezawisłości sędziego. Z  akcentem na „wewnętrznej”. O „zewnętrznej” dyskutuje się sporo. Tymczasem niekiedy ktoś zauważy, że „fetyszyzuje się instytucjonalne mechanizmy gwarantujące niezawisłość”, przy jednoczesnym zapominaniu niezawisłości wewnętrznej. (1) 

Słysząc o fetyszyzowaniu instytucjonalnych gwarancji niezawisłości sędziego, niektórzy sędziowie czy konstytucjonaliści, podskoczyli na krześle, wstrząśnięci. Dlatego chcę uspokoić – te gwarancje są ważne. Jednak możliwe jest istnienie niezawisłości bez zewnętrznych gwarancji. „Może ona być rezultatem odpowiednio wysokiej kultury wykonywania zawodu, w którą wpisana jest gotowość do odpierania wszelkich pozaprawnych nacisków, odpowiedzialności sędziów rozumiejących misję i charakter swojego urzędu, oraz sprzyjającego klimatu społecznego, w którym próby wpłynięcia na sędziów spotkają się z negatywną reakcją opinii publicznej i mediów, które jednocześnie żywią wobec sądów przekonanie, że te w sposób niezależny i niezawisły pełnią swoją funkcję. Ocena ta jest wzmacniana gotowością samego środowiska sędziowskiego do pozbywania się ze swego grona tych, którzy nie potrafią pełnić służby w sposób odpowiadający tym wysokim standardom”. (2)

Sam sędzia. Sam jeden, nie Konstytucja, będzie musiał uporać się z każdą formą nacisku, i z wewnątrz i z zewnątrz.

Honoriusz Daumier – malarz i grafik – otrzymał list od pewnego wydawcy: „Jestem w posiadaniu zbioru skandalicznych historyjek, których jest pan głównym bohaterem. Zobowiązuję się nie publikować tego zbioru, jeśli otrzymam sto luidorów”. Odpowiedź brzmiała: „Chętnie doślę panu jeszcze kilka anegdot, które wzbogacą pańską kolekcję, tak, aby osiągnęła wartość pięciuset luidorów”. (3)

A teraz do konkretów.

Weźmy pierwszy składnik definicji niezawisłości wewnętrznej: „wolność od własnych preferencji”.

Czy można „być <za> a nawet <przeciw>”? Okazuje się, że słynny cytat nie jest taki paradoksalny. Podam przykład.  Pewien człowiek mówi do mnie: „Czy pani, jako urzędnik może wydać decyzję, w której pisze jedno, a potem idzie na obiad z kolegą i mówi drugie?”. Ano, może. W decyzji administracyjnej reprezentuje organ administracyjny i stosuję prawo. W pogawędce na obiedzie reprezentuję siebie i dysponuję wolnością przekonań. Można powiedzieć, że ów obiad oddziela człowieka w roli urzędnika od człowieka w roli siebie samego.

Michał de Montagne, gdy został merem miasta Bordeaux, miał oświadczyć swoim wyborcom: „Pan mer i pan Michał Montagne, będą to zawsze dwie osoby”. (4)

Wolność od własnych preferencji nie ma nic wspólnego z wyzbywaniem się własnych poglądów i odrywaniem się od własnego doświadczenia.

Wolność od własnych preferencji, wbrew intuicji językowej, nie oznacza pozbawienia się czegoś, lecz dodatnie sobie czegoś. Czego? Uwarunkowań społecznych, gospodarczych, kulturowych danego kręgu cywilizacyjnego. (5)

Trybunał Konstytucyjny (6) wskazał, że kwalifikacje zawodowe sędziego obejmują nie tylko znajomość prawa, ale m.in. także znajomość aktualnych, podstawowych problemów społecznych, gospodarczych i politycznych, rozwoju stosunków społecznych, a także ustalonych zwyczajów społecznych oraz zasad współżycia społecznego, rozumienia pojęcia interesu społecznego lub interesu społeczno-gospodarczego jako przesłanek wykładni funkcjonalnej.

Nasuwa się pytanie, jak ma się zachować sędzia, kiedy społeczeństwo jest podzielone w jakiejś kwestii. Czy jego rolą jest poszukiwanie kompromisu, poddanie się woli większości czy dokonanie własnej oceny, z oderwaniem się od ocen społecznych? W takim przypadku konieczna jest zgoda na powierzenie sędziemu dokonywania tej oceny, ponieważ nie istnieje powszechność ocen i nie jest możliwa absolutna obiektywizacja ocen. (7)

Obiektywizm wynika z w ł a s n e g o  p r z e k o n a n i a   o tym, że coś jest obiektywne, a jednocześnie separuje się od w ł a s n y c h   p o g l ą d ó w  na różne kwestie. Biorąc pod uwagę pluralizm moralny oraz fakt, że sędzia nie powadzi badań i nie dysponuje wynikami badań na temat wartości akceptowanych w społeczeństwie, musi odwołać się do obrazu tych wartości społecznych we własnych oczach. (8)

 

O pozostałych składnikach niezawisłości wewnętrznej powiedzą kolejne posty. 

To będzie o: 

wolności od arbitralności, 

wolności od emocjonowania się (ale nie od emocji), 

wolności od ignorancji


(1) Ch.H. Franklin, Behavioral factors affecting judical independence [w:] Judical independence at the crossroads: An Interdisciplinary approach, (red.) S. B. Burbank, B. Friedman, Londyn 2002 r., s. 149-152 [za:] D. Skrzypiński, Władza sądownicza w procesie transformacji polskiego systemu politycznego. Studium politologiczne, Wrocław 2009 r., s .57

(2) D. Skrzypiński, Władza sądownicza w procesie transformacji polskiego systemu politycznego. Studium politologiczne, Wrocław 2009 r., s 118

(3) Wojciech Wiercioch, „Księga anegdot świata”, Chorzów 2007, s. 158

(4) Wojciech Wiercioch, „Księga anegdot świata”, Chorzów 2007, s. 173.

(5) por. K. Gonera, Niezależność i niezawisłość sędziowska jako podstawa państwa prawa. Wewnętrzna (intelektualna) niezależność sędziego [w:] Niezależność sądownictwa i zawodów prawniczych jako fundamenty państwa prawa. Wyzwania współczesności, (red. nauk.) T. Wardyński, M. Niziołek, s. 90

(6) orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 24 października 2007 r. w ujęciu B. Bladowskiego [w:] B. Bladowski, Metodyka pracy sędziego cywilisty, s. 40

(7) por. E. Rott-Pietrzyk, “Klauzula generalna rozsadku w prawie prywatnym” s. 291

(8) post cytuje fragmenty i inspirowany jest moim felietonem pt „Gwarancją niezawisłości jest mądrość, a nie Konstytucja”, który ukazał się w „Dzienniku Gazecie Prawnej” z 24 maja 2016 r., nr 99, w dodatku „Prawnik”, s. 4-5, dostępny w całości pod adresem Sądownictwo: Gwarancją niezawisłości jest mądrość, a nie konstytucja - GazetaPrawna.pl (sprawdzone 12 sierpnia 2022 r.)

sobota, 1 stycznia 2022

Twierdzenie o zmianach

Trzy ramowe tematy na kolejne lata?:

 

1.    Reforma i wina

2.    Sztuczki i antidotum

3.    Zarządzanie i profesjonalizm

 

REFORMA I WINA

Kto z prawników pamięta, jak mieliśmy na pierwszym roku studiów, logikę? Niektórzy wspominają ją jako świetną zabawę, inni jako zmorę. Ewentualnie wtedy uważaliśmy, że to zmora, a z perspektywy czasu uznajemy, że to była świetna zabawa i na dodatek bardzo przydatna w pracy zawodowej prawnika. Pamięta się podstawowe pojęcia. Weźmy DESYGNAT -  to przedmiot odpowiadający znakowi, nazwie w języku. Desygnatem nazwy MYSZ, jest zwierzątko o określonych cechach gatunkowych. Warto sobie postawić pytanie, co jest desygnatem nazwy REFORMA,  w wymiarze sprawiedliwości. Jak się to ustali, to wszystko inne, co tym desygnatem nie jest, a jednak jest nazywane reformą, wymaga zastosowania cudzysłowu przy używaniu tej nazwy. Cudzysłów może być zastosowany w tym przypadku dla wyodrębnienia wyrazów użytych ironicznie. (1) Aktualna jest dyskusja o reformie i „reformie” wymiaru sprawiedliwości. O tym będzie mowa w tym segmencie. Jego drugim elementem jest wina. Chodzi o to, kto zawinił, że potrzebna jest reforma i kto zawinił zaistnieniu „reformy”.    

SZTUCZKI I ANTIDOTUM

Sądy nie mają czasu wnikać w sprawę tak bardzo, jakby chcieli sędziowie. (2) To jest wykorzystywane przez ślizgaczy, manipulantów, osoby perfidne i prawników, którzy stali się iluzjonistami. Górą bywają sztuczki. Sąd bywa bezradny, ponieważ aby wykryć sztuczkę i zapobiec jej skutkom, a następnie wymierzyć sprawiedliwość, potrzeba czasu i na pozyskanie wiedzy o manipulacjach i na namysł, którego sąd najczęściej nie ma. Przyczyny tego stanu rzeczy są zasygnalizowane w segmencie „Reforma i wina”. A w segmencie „Sztuczki i antidotum” ujawnia się szczegóły sztuczek i możliwe antidotum, jeśli sąd będzie na to stać czasowo. Jeśli nie będzie sądu na to stać – to zbankrutuje sprawiedliwość.

ZARZĄDZANIE I PROFESJONALIZM

Czynię założenie, że sędziowie są merytorycznie kompetentni. Choć mam świadomość, że nie może być, statystycznie, w 100 % prawdziwe. Wychodząc z założenia, że sędziowie są kompetentni merytorycznie, stawiam tezę, że problemem dla wymiaru sprawiedliwości jest czas, a konkretnie jego brak. Jak sobie z tym radzić, w kontekście zarządzania swoją praca, jako sędziego i w kontekście profesjonalizmu? O tym nakreślę kilka tez w tym segmencie.

 

(1)   PWN - Słownik języka polskiego (strona odwiedzona 01.01.2022 r.)

(2)   Zob. wywiad przeprowadzony ze mną przez Panią Aleksandrę Patryk Decyzje sędziów cywilistów - wywiad z dr Agnieszką Damasiewicz (prawo.pl)

 

sobota, 17 marca 2018

Bez upraszczania poproszę


Jestem w skomplikowanej sytuacji. Od urodzenia mam inklinacje do umieszczania się w oku cyklonu. Może to wynika stąd, że od zera wychowywałam się z czarnym, jak smoła, kotem, Sebastianem. Sąsiadka tłumaczyła mojej Mamie i Babci, że kot nie może ze mną spać w łóżeczku, bo mi przegryzie gardło. Nie wiem, co powiedzą profesjonaliści od chowania dzieci, ale ja jestem wdzięczna Mamie i Babci, że całe najmłodsze dzieciństwo, towarzyszył mi ten wielki, czarny kot. Lubię myśleć, że miał na mnie wpływ. Że przygotował mnie na to, żeby być zawsze w dziwnej sytuacji.

Nie popieram żadnej partii, stowarzyszenia ani innej zbiorowości. Z jednego tylko powodu: wszelkie zbiorowości wymagają, aby podzielać ich zdanie we wszystkim. Ja nie umiem. Chcę oceniać konkretną ideę, człowieka, projekt. I robię to. Przykładowo: weźmy coś takiego jak „dyscyplina partyjna” w głosowaniu w parlamencie. Forma legalna, powszechnie akceptowalna, zrozumiała pod względem psychologicznym oraz zarządczym i nie mam nic przeciwko niej, jako takiej. Jednak dla mnie byłaby zabójcza. Mój umysł by umarł.

Myślę, że w głębokim PRL-u taka osoba jak ja, byłaby szybko uciszona, w jakiejś bramie. Dlatego jestem wdzięczna losowi, że rzucił mnie w czasy demokratycznej Polski, gdzie mogę wypowiadać głośno swoje poglądy. Nie mam żadnych aspiracji do tego, żeby „głosić prawdę”. Nie twierdzę, że moja racja jest prawdą. Moja racja jest moim poglądem na rzeczywistość.

Mogę nie mieć racji. Lecz jednocześnie – mogę mieć rację. Więc warto posłuchać i ocenić mój pogląd – beze mnie, bez oceny mnie. Mnie proszę zostawić w spokoju. Moje poglądy są samodzielne, niezależne i można rozprawiać się z nimi. Przyjmijmy, że mają zdolność prawną i legitymację bierną do bycia osądzanymi. Od kiedy je wypuszczam na wolność, stają się samodzielnymi, jak urodzone dzieci swoich rodziców.

Jestem w oku cyklonu. Ponieważ nie zgadzam się z diagnozą Ministra Sprawiedliwości na temat sądów. Jednocześnie jestem urzędnikiem. I to w administracji rządowej. Co daje z jednej strony pewien komfort: klientem urzędnika jest wyłącznie interes publiczny. Bez względu na to, jaka partia rządzi, i jaki akurat minister sobie trwa i przemija. I to mi się składa w całość, z moją niezależnością jako naukowca. Polubiłam w urzędzie tę sytuację: kiedy moim klientem, jako prawnika, nie jest konkretna osoba z jej interesami, ale klient wyidealizowany: interes publiczny. Mogłam porzucić argumentowanie na rzecz konkretnej osoby i jej interesów, na rzecz gapienia się w Konstytucję i wykładania ustaw w jej świetle.

Sędziowie, czy wy przypadkiem nie macie takiego właśnie zawodu? Który każe patrzeć szeroko otwartymi oczyma i umysłami w Konstytucję a potem stosować ustawy, mając ją stale w tyle głowy? Podświadomie Wam zazdrościłam tego. Niezależności, niezawisłości i możliwości stosowania ustaw w świetle Konstytucji. Teraz już nie muszę: sama tak mam, jako urzędnik. Złościcie się, kiedy się Was porównuje do urzędników. Nie trzeba. Urzędnik jest (powinien być!) takim samym żołnierzem Konstytucji, jak Wy. A że w praktyce niejeden nie jest? No, sorry, wśród Was tez są przecież jednostki słabsze, merytorycznie lub kręgosłupowo, karierowicze, a może nawet łapówkarze. No i co z tego? Wygryźcie ich, jak na nich traficie i bądźcie w tej samej komfortowej sytuacji, w której widzę siebie ja: osób niezależnych i niezawisłych.

Z drugiej strony, bycie urzędnikiem w administracji rządowej, z jednoczesnym niezgadzaniem się z diagnozą jakiegokolwiek ministra na jakikolwiek temat jest ryzykowne. Nawet jeśli opinia w tych sprawach nie ma nic wspólnego z wykonywanymi obowiązkami. Można się narazić na gniew; jednak zadaję sobie pytanie, na które odpowiedź będzie rozstrzygająca: czy będąc urzędnikiem, służę  administracji rządowej jako Państwu, czy administracji rządowej w konkretnym kształcie osobowym? Wybieram Państwo. To oznacza, że szanując wizję członków rządu (każdego rządu) na temat Państwa, mogę mieć swoją, zwłaszcza, jeśli to dotyczy dziedziny, na którą nie mam wpływu, w ramach realizacji swoich zadań urzędniczych.

Mam świadomość, że pisząc to narażam się: ktoś, ktokolwiek z ulicy, być może będzie mnie chciał złamać. Wpłynąć. W jakiejkolwiek sprawie. Nawet dla sportu. Lub, naukowo podchodząc, żeby obalić moją tezę o własnej niezależności. Czy liczę się z tym? Tak. Czy złamią mnie? Nie wiem. Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. To po co ryzykuję? Bo mam czterdzieści trzy lata. Nikomu się dotąd nie udało się mnie nakłonić do uczynienia czegokolwiek sprzecznego ze mną samą. Zabawne twierdzenie, prawda? Zwłaszcza, że jestem prawnikiem, głownie negocjatorem i szłam na setki kompromisów. No tak. Ale negocjacje to mój zawód. Negocjacje, to gra. Wszyscy biorący w niej udział, zgadzają się na to. Ja zaś mówię tu dziś o niezłomności w kwestiach fundamentalnych: czyli w kwestii integralności człowieka z samym sobą.

Owszem, cenię milczenie i znaczniki, których używa dyplomacja. To piękna i pociągająca dziedzina sztuki. Ja jednak zdecydowałam się na uprawianie innej sztuki: przetrwania, mimo tego, że się mówi, co się myśli. No to życzcie mi powodzenia. Także wtedy, kiedy mój pogląd będzie sprzeczny z Waszym. 

piątek, 8 sierpnia 2014

To sędzia musi się zająć paczkowanym lodem

Kiedy w 2004 r. huragan Charley pustoszył Florydę, stacje benzynowe podniosły cenę lodu w paczkach z 2 do 10 $. Domowe agregaty prądotwórcze podrożały z 250 do 2000 $. W USA Today ukazał się artykuł „Po huraganie nadciągają sępy”. Stanowy prokurator generalny Charlie Crist powiedział, że dla niego zdumiewająca jest chciwość, wiodąca do korzystania na czyimś nieszczęściu spowodowanym huraganem. Otrzymał zresztą wiele skarg dotyczących zwiększenia cen w związku z huraganem, ponieważ na Florydzie obowiązuje zakaz śrubowania cen. Jednak egzekwowanie tego zakazu i nakładanie kar spotkało się z kolei z krytyką ekonomistów. Wskazywali, że o ile w średniowiecznej filozofii wymianą dóbr miała rządzić „cena sprawiedliwa” określana tradycją lub rzeczywistą wartością rzeczy, o tyle w społeczeństwach rynkowych nic takiego nie istnieje, bo o cenie decyduje popyt i podaż. Ekonomista Thomas Sowell dowodził, że zarzut śrubowania cen pojawia się, jak ceny znacząco odbiegają od tych, do których się ludzie przyzwyczaili. A to nie powinno być, jego zdaniem, argumentem na rzecz określania tych cen „niesprawiedliwymi”, w sensie moralnym. Inny komentator wskazywał, że nie można określić chciwością żądania takiej ceny, którą nabywca jest skłonny zapłacić. Michael Sandel wskazuje, że tak naprawdę dyskusja o wyśrubowanych cenach i zabraniających ich regulacjach, jest rozmową o sprawiedliwości. A sposoby myślenia o sprawiedliwości są różne, bo skupiają się w tym przypadku wokół trzech idei:[1]
idei maksymalizacji dobrobytu,
idei poszanowania wolności i
idei krzewienia cnoty obywatelskiej
 
Zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy zakazu śrubowania cen sięgają do tych trzech idei.
Ci, którzy akceptują śrubowanie cen i nie chcą zakazu, mówią, że każdy ma prawo dążyć do maksymalizacji zysku i dobrobytu. Poza tym śrubowanie cen w takiej sytuacji jest dobre, ponieważ wysokie ceny pozwolą przybyć usługodawcom i sprzedawcom z innych stron, by jak najszybciej usunąć skutki huraganu.
Ci, którzy nie akceptują śrubowania cen i chcą zakazu wskazują, że wykorzystywanie sytuacji kryzysowej dla zysku nie może przynieść dobrobytu tak samo jako nie prowadzi do niego nagradzanie lub co najmniej przyzwalanie na czerpanie korzyści z chciwości.
 
Ci, którzy akceptują śrubowanie, że ludzie są wolni i jeśli ustalają ceny w ten sposób, że chętni kupują za określoną cenę jakieś rzeczy, które sprzedają inni, to trzeba na to pozwolić, w imię idei wolności.
Ci, którzy nie akceptują śrubowania wskazują, że kupowanie towarów lub płacenie za hotele w ucieczce przed huraganem, nie jest przejawem dokonania wolnego wyboru, lecz raczej przejawem wykorzystywania cudzej przymusowej sytuacji.
  
Ci, którzy akceptują śrubowanie mówią, że nie sposób jest regulować kwestie cnót (np. tępienia chciwości) prawnie, ponieważ ta sfera powinna zostać prawnie neutralna. W przeciwnym razie powstanie nierozwiązywalny spór o to, co jest cnotą wartą nagrody, a co wadą wartą kary.
Ci, którzy nie akceptują śrubowania wskazują, że kształtowanie pewnych cnót w społeczeństwie lub co najmniej nie zezwalanie na nagradzanie wad, stanowi warunek dobrego społeczeństwa i rolą państwa jest takie kształtować, chroniąc społeczeństwo np. przed przejawami skrajnej chciwości.
  
Sandel podkreśla jednocześnie, że dyskusje „zwykłych ludzi” nie odwołują nawet do tych trzech idei. „Poparcie opinii publicznej dla zakazu śrubowania cen płynie raczej z głębokiego odruchu, a nie z koncepcji dobrobytu czy wolności. Ludzi oburzają „sępy” (…) Takie odczucia często bywają ignorowane, jako atawistyczne emocje, które nie powinny mieć wpływu na politykę i prawo. (…) Oburzenie na tych, którzy śrubują ceny, to coś więcej niż bezmyślny gniew. Wskazuje ono na pewien argument, który warto potraktować poważnie. Oburzenie to szczególna odmiana gniewu, który płynie z przekonania, że ludzie otrzymują rzeczy, na które nie zasłużyli. Tego rodzaju oburzenie wynika z poczucia niesprawiedliwości”.[2] W porządku – ale jakie są dalsze konsekwencje? Sandel kontynuuje: „Ale kto miałby decydować o tym, co jest cnotą, a co wadą? W końcu obywatele pluralistycznych społeczeństw mają rożne poglądy na ten temat. I czy nie jest ryzykowne narzucać określone opinie na temat cnoty aktami prawnymi? (…) Oburza nas (…) chciwość, która karmi się ludzkim cierpieniem, powinna naszym zdaniem zostać ukarana, a nie nagrodzona. Mimo to czujemy pewien dyskomfort, kiedy opinie na temat cnót stają się prawem”.[3]
Czy ten dylemat jest w ogóle rozwiązywalny? Sandel pokazuje, jakie rozwiązania proponowano dotychczas: „Ten dylemat prowadzi nas do jednego z podstawowych pytań filozofii politycznej: czy sprawiedliwe społeczeństwo stara się dążyć do krzewienia cnoty wśród swych obywateli? Czy też prawo powinno być neutralne wobec konkurencyjnych koncepcji cnoty, tak, żeby obywatele mogli wybrać, jak chcą żyć? Według podręcznikowego ujęcia tego problemu odpowiedź na powyższe pytanie odróżnia starożytną myśl od nowożytnej. (…) Arystoteles uczy, że sprawiedliwie jest dać ludziom to, na co zasługują. A żeby ustalić, kto na co zasługuje, musimy rozstrzygnąć, które cnoty są warte nagród. (…) Arystoteles utrzymuje, że aby stworzyć sprawiedliwe przepisy, trzeba najpierw określić, jaki sposób życia jest najwłaściwszy.. Jego zdaniem prawo nie może pozostawać neutralne w tym zakresie. W odróżnieniu od niego nowożytni filozofowie polityczni – począwszy od Immanuela Kanta w XVIII wieku po Johna Rawlsa w XX wieku – przekonują, że zasady sprawiedliwości leżące u podstaw naszych praw nie powinny opierać się na żadnej konkretnej koncepcji cnoty”.[4]
  
Wydawać by się mogło, że problem „zakazu śrubowania cen” nie jest problemem sędziego, jako uosobienia wymiaru sprawiedliwości, lecz ustawodawcy. Ten ostatni zajmuje się kwestiami sprawiedliwości materialnej i rozstrzygnięcia w tym zakresie ujmowane są w ramy polityki państwa w danej kwestii wymagającej rozstrzygnięcia oraz przekuwane w przepisy prawne (albo nie przekuwane, jeśli ustawodawca dojdzie do wniosku, że dana sfera nie powinna być przedmiotem regulacji prawnej).
Jednak ustawodawca dzieli się, niekiedy, tą władzą decydowania, z wymiarem sprawiedliwości czyli de facto z sędziami. Dokonuje tego posługując się klauzulami generalnymi lub pojęciami niedookreślonymi. W chwili stanowienia przepisów, jako norm abstrakcyjnych nie mają swojej „na amen” ustalonej treści, ponieważ treść będzie je wypełniała w miarę rozwoju (ewentualnie „zwoju”) społeczeństwa i stosowanie do sytuacji konkretnych, nie abstrakcyjnych. Tym samym wskazany dylemat ceny paczki lodu lub agregatu prądowego, na pozór nie interesujący sędziego, staje się interesujący w chwili, gdy weźmie się pod uwagę jakie przepisy obowiązują: zakaz śrubowania cen (lub jego brak) czy przepisy pozwalające (lub jak kto woli – zmuszające) do podjęcia decyzji „politycznych”, a filozoficznie ujmując decyzji dotyczących sprawiedliwości materialnej.
 
W Polskim prawie cywilnym istnieje grupa takich przepisów, które można zastosować do paczkowanego lodu i agregatów. I na pewno nie mają one charakteru „zakazu śrubowania cen” jako regulacji pozwalającej zastosować jakiś algorytm. To są przepisy, które, wolą ustawodawcy, składają w ręce sędziego decydowanie o tym, co jest sprawiedliwie (w sensie sprawiedliwości materialnej, nie proceduralnej, której gwarantowanie przez sędziów jest na porządku dziennym, jako jedna z ich podstawowych ról).
Pierwszy przepis, który przychodzi do głowy w takiej sytuacji, to przepis regulujący kwestię wyzysku, art. 388 k.c.:
 
Art. 388 § 1. Jeżeli jedna ze stron, wyzyskując przymusowe położenie, niedołęstwo lub niedoświadczenie drugiej strony, w zamian za swoje świadczenie przyjmuje albo zastrzega dla siebie lub dla osoby trzeciej świadczenie, którego wartość w chwili zawarcia umowy przewyższa w rażącym stopniu wartość jej własnego świadczenia, druga strona może żądać zmniejszenia swego świadczenia lub zwiększenia należnego jej świadczenia, a w wypadku gdy jedno i drugie byłoby nadmiernie utrudnione, może ona żądać unieważnienia umowy.
§ 2. Uprawnienia powyższe wygasają z upływem lat dwóch od dnia zawarcia umowy.
 
Oprócz niego do wykorzystania są przepisy o wadach oświadczenia woli czyli art. 84-88 k.c., o nieważności czynności prawnej sprzecznej z zasadami współżycia społecznego czyli art. 58 § 2 k.c., o miarkowaniu kary umownej czyli art. 484 § 2 k.c., o niwelowaniu dysproporcji w korzyściach w przypadku eksploatacji utworów czyli art. 44 Pr. aut. czy regulacji z zakresu ochrony konsumentów, czyli np. art. 3851. § 1 k.c.[5]
  
No i okazuje się, że polityczny problem sprawiedliwości w sprawie paczkowanego lodu i agregatów prądowych, staje się wyzwaniem dla sędziego, który musi podjąć decyzję na temat tego, co jej sprawiedliwe. Podejmuje tę decyzję, trzymając się ram – jednak ram wymagających szerokiej oceny społecznej i węższej własnej oceny zgodnej z poczuciem  sprawiedliwości. Czyli ram nakreślonych tylko ołóweczkiem – i słusznie - przez ustawodawcę.
Sprawiedliwość to jedna z czterech (moim zdaniem jest ich cztery) ról sędziego (pozostałe trzy; rola władzy, rola służby i rola fachowca). I tak powinno być. Jest tylko jedno „ale”, które ubiorę w formę pytania. Rozważenie przesłanek wskazanych w cytowanych przepisach, wymaga przemyślenia, poczytania, zbadania nie tylko siebie i własnego poczucia sprawiedliwości, ale skonfrontowania go także ze społecznym widzeniem sprawiedliwości. Czy sędzia ma na to czas?
 
Czy sędzia w ramach obecnej organizacji wymiaru sprawiedliwości, ma czas być sprawiedliwy?
Przeprowadzam wywiady z sędziami. I myślę, że znam odpowiedź na postawione pytanie. Podzielę się nią w jednym z następnych postów.




[1] Powyższa historia pochodzi z książki Michaela J. Sandela „Sprawiedliwość. Jak postępować słusznie”, Kurhaus, Warszawa 2013 r.
[2] Michael J. Sandel, „Sprawiedliwość. Jak postępować słusznie”, Kurhaus, Warszawa 2013 r., s. 13
[3] Ibidem s. 15
[4] Ibidem s. 15
[5] Art. 58 § 2 k.c. Nieważna jest czynność prawna sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.
 
Art. 82 k.c. Nieważne jest oświadczenie woli złożone przez osobę, która z jakichkolwiek powodów znajdowała się w stanie wyłączającym świadome albo swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli. Dotyczy to w szczególności choroby psychicznej, niedorozwoju umysłowego albo innego, chociażby nawet przemijającego, zaburzenia czynności psychicznych.informacje o jednostce
orzeczenia sądówtezy z piśmiennictwakomentarzemonografiewzory i zestawieniaorzeczenia sądówtezy z piśmiennictwakomentarzemonografiewzory i zestawieni 
Art. 84 § 1 k.c. W razie błędu co do treści czynności prawnej można uchylić się od skutków prawnych swego oświadczenia woli. Jeżeli jednak oświadczenie woli było złożone innej osobie, uchylenie się od jego skutków prawnych dopuszczalne jest tylko wtedy, gdy błąd został wywołany przez tę osobę, chociażby bez jej winy, albo gdy wiedziała ona o błędzie lub mogła z łatwością błąd zauważyć; ograniczenie to nie dotyczy czynności prawnej nieodpłatnej.
§ 2. Można powoływać się tylko na błąd uzasadniający przypuszczenie, że gdyby składający oświadczenie woli nie działał pod wpływem błędu i oceniał sprawę rozsądnie, nie złożyłby oświadczenia tej treści (błąd istotny).
informacje o jednostce
orzeczenia sądóorzeczenia administracjtezy z piśmiennictwakomentarzemonografiewzory i zestawieniao jednostceorzeczenia sądówtezy z piśmiennictwakomentarzemonografArt. 86 § 1 k.c. Jeżeli błąd wywołała druga strona podstępnie, uchylenie się od skutków prawnych oświadczenia woli złożonego pod wpływem błędu może nastąpić także wtedy, gdy błąd nie był istotny, jak również wtedy, gdy nie dotyczył treści czynności prawnej.
§ 2. Podstęp osoby trzeciej jest jednoznaczny z podstępem strony, jeżeli ta o podstępie wiedziała i nie zawiadomiła o nim drugiej strony albo jeżeli czynność prawna była nieodpłatna.
informacje o jednostce
orzeczenia sądówtezy z piśmiennictwakomentarzemonografie Art. 87 k.c. Kto złożył oświadczenie woli pod wpływem bezprawnej groźby drugiej strony lub osoby trzeciej, ten może uchylić się od skutków prawnych swego oświadczenia, jeżeli z okoliczności wynika, że mógł się obawiać, iż jemu samemu lub innej osobie grozi poważne niebezpieczeństwo osobiste lub majątkowe.
tezy z piśmiennictwakomentarzemonografiewzory i zestawienia Art. 484 § 1 k.c. W razie niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania kara umowna należy się wierzycielowi w zastrzeżonej na ten wypadek wysokości bez względu na wysokość poniesionej szkody. Żądanie odszkodowania przenoszącego wysokość zastrzeżonej kary nie jest dopuszczalne, chyba że strony inaczej postanowiły.
§ 2. Jeżeli zobowiązanie zostało w znacznej części wykonane, dłużnik może żądać zmniejszenia kary umownej; to samo dotyczy wypadku, gdy kara umowna jest rażąco wygórowana.
 
Art. 44 Pr. aut. W razie rażącej dysproporcji między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami nabywcy autorskich praw majątkowych lub licencjobiorcy, twórca może żądać stosownego podwyższenia wynagrodzenia przez sąd.
 
Art. 3851. § 1 k.c. Postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nieuzgodnione indywidualnie nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy (niedozwolone postanowienia umowne). Nie dotyczy to postanowień określających główne świadczenia stron, w tym cenę lub wynagrodzenie, jeżeli zostały sformułowane w sposób jednoznaczny.