Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Funkcja orzecznicza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Funkcja orzecznicza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Gdyby ustawy stosowały się same, sądy byłyby zbyteczne


„Gdyby ustawy stosowały się same, sądy byłyby zbyteczne” (1)

 
Stawiam tezę, że prawo, rozumiane przez pryzmat wymiaru sprawiedliwości, to zjawisko społeczne, a nie zbiór obowiązujących aktów prawnych. Dlatego przedstawiam prawo jako czteroetapowy proces, w wykonaniu władzy ustawodawczej i sądowniczej, ułożony w koło, ponieważ czwarty Etap w pewnym sensie prowadzi do pierwszego:


Etap pierwszy to ustanowienie prawa;
Etap drugi to wykładnia prawa;
Etap trzeci to dostosowanie prawa (do warunków społecznych);
Etap czwarty to zmiana prawa (i ten etap prowadzi de facto do pierwszego, polegającego na ustanawianiu – zmianie – prawa);

 
Etap pierwszy i czwarty należą do władzy ustawodawczej, a Etap drugi należy do władzy sądowniczej. Spór może dotyczyć Etapu trzeciego: jaka jest granica między dostosowywaniem prawa do kontekstu społecznego, które to zadanie należy do sędziego, a zmianą prawa, które to zadanie należy do ustawodawcy.

 
„Można wyodrębnić dwie zasadnicze sytuacje (…) prawa (…): funkcjonowanie przepisów prawnych w granicach dopuszczalnej wykładni oraz stan krytyczny uzasadniający konieczność podjęcia inicjatywy ustawodawczej w celu zmiany nieadekwatnego stanu prawnego, którego niedostatków nie można usunąć w drodze wykładni”. (5)

 
Konieczność dostosowywania prawa przez sędziego wynika stąd, że nie sposób uregulować każdej sytuacji mogącej potencjalnie wystąpić w rzeczywistości.

 
„Współczesny ustawodawca przeważnie odstępuje od posługiwania się kazuistyką, natomiast przepisom prawnym nadaje charakter norm ogólnych, bardziej otwartych na wykładnię. (…) Przyjmuje się, że ustawodawca reguluje id quo plerumque fit (to, co zdarza się zazwyczaj)”. (6)

 
To oznacza, moim zdaniem, że ustawodawca pozostawia w treści przepisów zamierzoną lukę prawną, dotyczącą tego, co „nie zdarza się zazwyczaj”. Luka jest zamierzona w tym sensie, że ustawodawca z rozmysłem pozostawia ją do zapełnienia sędziom. Wynika to z racjonalizmu i konieczności.

 
„Prawo jest czymś uboższym niż system stosunków społecznych. Nie jest zadaniem ustawodawcy dla każdego mogącego powstać stosunku życiowego (społecznego) ustanawianie normy szczególnej. (…) Norma prawna wyrażona w ustawie odznacza się mniejszym lub większym stopniem  generalności. Między normą ustanowioną w akcie prawnym, a normą zastosowaną istnieje przestrzeń wypełniana wartościami ocenami filozoficznymi, moralnymi itd. Wiele aktów prawnych (…) charakteryzuje się sformułowaniami ramowymi i klauzulami generalnymi. Podłoże socjologiczne – do którego odnoszą się normy (…) w chwili ich stanowienia – ulega ewolucji. Ustawa zatem w swoich elementach formalnych i materialnych przechodzi przez okres młodości (krystalizacji), dojrzały okres stabilizacji znaczenia normy prawnej oraz okres starzenia się, charakteryzujący się wzrastającym napięciem między formą, a treścią przepisu prawnego. Współczynnik aktywności sędziego i jego twórczej roli wzrasta w miarę zwiększania się napięcia między formą, a treścią przepisu prawnego”. (7)

 
 
Mechanicystyczne podejście do funkcji sędziego, któremu nie wolno było dokonywać wykładni prawa, a jedynie je „stosować”, (2) nie sprawdziło się. „W poprzednich epokach, w wielu systemach prawnych obowiązywał pogląd głoszący zakaz dokonywania wykładni przez sądy. (3) Nowoczesne podejście znalazło wyraz w Kodeksie Napoleona zabraniającym odmowy orzekania pod pozorem, że prawo nie jest jasne”. (4)


Wykładnia i interpretacja odgrywają w tym procesie zasadniczą rolę.
Ponieważ posługuję się tymi dwoma pojęciami wyjaśniam, jak rozumiem wykładnię i czy może ona być utożsamiana z interpretacją.

 
„W języku polskim posługujemy się dwoma, co najmniej synonimicznymi, terminami określającymi procesy związane z prawniczą egzegezą, a mianowicie terminem „interpretacja” oraz „wykładnia”. Wydaje się, że pojęcie wykładni jest zakresowo nieco węższe, bardziej związane z kontekstem lingwistycznym, a w przypadku prawa z aspektem formalno – dogmatycznym, czy też z operatywną wykładnią tekstu prawnego. Natomiast pojęcie interpretacji prawniczej jest bardziej neutralne i można go odnieść do szerszego, bardziej filozoficznego, kontekstu rozważań dotyczących problemów wykładni lub uzasadniania prawa”. (8)

 
Zgadzam się z takim ujęciem płaszczyzny rozróżnienia wykładni i interpretacji.

 
Widzę dwie możliwości stosowania tych pojęć:
Po pierwsze można traktować wykładnię i interpretację jako synonimy, pozostając przy częstszym korzystaniu w kontekście prawa, z terminu „wykładnia”. Jednocześnie trzeba rozróżniać wykładnię językową, która odnosi się do tekstu, od wykładni celowościowej, systemowej, historycznej, które odnoszą się do kontekstu.

 
Po drugie można traktować wykładnię, jako termin odnoszący się do tekstu, a interpretację jako termin odnoszący się do kontekstu.

 
Nie wnikając tutaj w „za” i „przeciw” każdej z opcji, podkreślam, że obok ustalenia stanu faktycznego (w czym sędzia odgrywa większą lub mniejszą rolę, zależnie od kontradyktoryjności lub inkwizycyjności danego trybu postępowania), zasadniczą rolą sędziego jest wykładnia prawa w jego kontekście społecznym. I to bez względu na to, czy takie „zobaczenie” przepisu w kontekście społecznym określi się „wykładnią celowościową”, „wykładnią funkcjonalną”, „wykładnią historyczną” czy „interpretacją prawa”.

 
Moim zdaniem sędziowie są interpretatorami ustaw w „najszlachetniejszym” tego słowa znaczeniu.


 

_________

  
(1)   K. Piasecki, „Organizacja wymiaru sprawiedliwości w Polsce”, Zakamycze 2005 r., s. 61
(2)   Użyłam cudzysłowia, ponieważ obecnie trudno sobie wyobrazić stosowanie prawa bez dokonywania jego wykładni, nawet, gdyby to była wykładnia czysto językowa
(3)   E Waśkowski, „Teoria wykładni prawa cywilnego  s. 37 i n.
(4)   K. Piasecki, „Organizacja…” op. cit. s. 63
(5)   K. Piasecki, „Organizacja…”, op. cit. s. 60 – 61
(6)   K. Piasecki, „Organizacja…”, op. cit. s. 58
(7)   K. Piasecki, „Organizacja…”, op. cit. s. 58
(8)   J. Stelmach [w:] R. Sarkowicz, J. Stelmach, „Teoria prawa”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków, 1996 r., wyd. I. s. 62 - 63

sobota, 31 maja 2014

Oczy wymiaru sprawiedliwości


Wywiad, który przeprowadziłam kilka dni temu, z jednym z sędziów, miał szczególne znaczenie. Wielu sędziów na poważnie zaangażowało się w prowadzone przeze mnie rozmowy. Jednak to akurat ten wywiad miał wymiar także symboliczny. Trwał kilka godzin. To była jedna ze znaczących inwestycji sędziego w wymiar sprawiedliwości. Chcę, stopniowo, wykazać, jak znacząca.

Wywiad ten sięgnął tak głęboko w wymiar sprawiedliwości, że aż się boję, do jakich wniosków poprowadzi. Jeden z nich już się wyłonił. Nasunął się w czasie operacji chirurgicznej na wymiarze sprawiedliwości: Temida ma oczy zawiązane, ale prawdopodobnie nie w tym kierunku, co trzeba.

Temida ma oczy zasłonięte nie w tym kierunku, którego oczekiwało by społeczeństwo i sami sędziowie. Nie w tym kierunku, o którym opowiada Konstytucja. Coś tu jest mocno nie dostrzegane.

Zarówno przez tych, którzy udają, że nie widzą, mimo, że patrzą.

Jak i tych, którzy nie widzą, bo nawet nie próbują patrzeć.

Czy wymiar sprawiedliwości cierpi, ponieważ oczy jego architektów są szeroko zamknięte?

piątek, 23 maja 2014

Zdziwiłbyś się, wiedząc co musi robić sędzia

Gdyby zapytać przeciętnego przechodnia, na czym polega praca sędziego, to zazwyczaj odpowie:
"Na orzekaniu w różnych sprawach, kiedy ludzie się spierają"; "Na rozstrzyganiu sprawy w sytuacjach konfliktu między stronami". To słuszna intuicja. Można by powiedzieć, że ludzie mają niezłą "intuicję konstytucyjną":
 
Sądzenie to wiążące rozstrzyganie sporów o prawo, w których przynajmniej jedną ze stron jest jednostka lub inny podmiot podobny (1)
 
Skoro Konstytucja i społeczeństwo są zgodne co do tego, na czym polega sądzenie, to dlaczego sądzenie stanowi 30 - 40 % pracy sędziego?
 
Tak.
Z wywiadów z sędziami wynika, że tyle czasu pochłania rzeczywiste rozstrzyganie sporów i uzasadnianie orzeczeń.

Resztę czasu pochłaniają:
 
1. Zarządzecznia dotyczące kwestii technicznych, typu przesłanie akt do archiwów, zatwierdzenia wypłaty wynagrodzenia biegłemu itd.

SĘDZIOWIE, którzy to czytacie: dodajcie proszę listę zarządzeń, do ktorych nie trzeba mieć kompetencji sędziego, a ktore musicie wydawać, zabierając sobie czas, ktory mogłby być przeznaczony na analizę faktów w sprawie i analizę prawną zagadnień prawnych związanych ze sprawą;
 
2. Sprawdzanie, czy prawidlowo doręczono pocztę (w skrajnym przypadku, z jakim się spotkalam, sędzia musiał przebadać grubo ponad 100 zwrotek pod względem prawidłowości doręczenia / próby doręczenia poczty adresatowi)
 
3. Zajmowanie się, po zakończeniu sprawy, kwestią np. tego, czy biegły otrzymał swoje wynagrodzenie; 
 
4. Badanie brakow formlanych pism skladanych do sądu (i oczywiście wzywanie do ich uzupełnienia);
 
To poczatek listy. Uzupełnię ją jeszcze, z pomocą sędziów. Bo oprocz nich nikt nie wie i nie zdaje sobie sprawy, ile czynności technicznych lub pomocniczych musi wykonać sędzia, zamiast sądzić.
 
No dobrze, kto w takim razie powinien wykonywać te czynnosci? Powinny być podzielone między asystentów sędziów oraz personel pomocniczy (sekretarze, sekretariaty). Czy to jest dodatkowy koszt? Niekoniecznie. O tym będzie w oddzielnym watku dotyczącym asystentow i korpusu pomocniczego.
 
Wracając do sedna, wkladam dwa kije w mrowisko i zadaję dwa pytania. 
 
1. Czy zgodne z Konstytucją jest obciążanie sędziów pracą związaną z obsługą poczty i techniczno-organizacyjnym obsługiwaniem rozztrzyganej sprawy? 
 
2. Czy obywatel czułby się pokrzywdzony, gdyby zarządzenie dotyczace np. wyznaczenia rozprawy bylo podpisane przez sekretarza sędziego, a nie samego sędziego?



------------ 
(1)
por. wyroki TK:
z 13 marca 2012 r., P 39/10
z 1 grudnia 2008 r., P 54/07,  
oraz
L. Garlicki, Polskie prawo konstytucyjne. Zarys wykładu, Warszawa 2011, s. 336;
Z. Czeszejko-Sochacki, O wymiarze sprawiedliwości w świetle Konstytucji, międzynarodowych standardów i praktyki, „Państwo i Prawo” 1999, nr 9, s. 3