Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nadużycie prawa do sądu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nadużycie prawa do sądu. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 stycznia 2022

Twierdzenie o zmianach

Trzy ramowe tematy na kolejne lata?:

 

1.    Reforma i wina

2.    Sztuczki i antidotum

3.    Zarządzanie i profesjonalizm

 

REFORMA I WINA

Kto z prawników pamięta, jak mieliśmy na pierwszym roku studiów, logikę? Niektórzy wspominają ją jako świetną zabawę, inni jako zmorę. Ewentualnie wtedy uważaliśmy, że to zmora, a z perspektywy czasu uznajemy, że to była świetna zabawa i na dodatek bardzo przydatna w pracy zawodowej prawnika. Pamięta się podstawowe pojęcia. Weźmy DESYGNAT -  to przedmiot odpowiadający znakowi, nazwie w języku. Desygnatem nazwy MYSZ, jest zwierzątko o określonych cechach gatunkowych. Warto sobie postawić pytanie, co jest desygnatem nazwy REFORMA,  w wymiarze sprawiedliwości. Jak się to ustali, to wszystko inne, co tym desygnatem nie jest, a jednak jest nazywane reformą, wymaga zastosowania cudzysłowu przy używaniu tej nazwy. Cudzysłów może być zastosowany w tym przypadku dla wyodrębnienia wyrazów użytych ironicznie. (1) Aktualna jest dyskusja o reformie i „reformie” wymiaru sprawiedliwości. O tym będzie mowa w tym segmencie. Jego drugim elementem jest wina. Chodzi o to, kto zawinił, że potrzebna jest reforma i kto zawinił zaistnieniu „reformy”.    

SZTUCZKI I ANTIDOTUM

Sądy nie mają czasu wnikać w sprawę tak bardzo, jakby chcieli sędziowie. (2) To jest wykorzystywane przez ślizgaczy, manipulantów, osoby perfidne i prawników, którzy stali się iluzjonistami. Górą bywają sztuczki. Sąd bywa bezradny, ponieważ aby wykryć sztuczkę i zapobiec jej skutkom, a następnie wymierzyć sprawiedliwość, potrzeba czasu i na pozyskanie wiedzy o manipulacjach i na namysł, którego sąd najczęściej nie ma. Przyczyny tego stanu rzeczy są zasygnalizowane w segmencie „Reforma i wina”. A w segmencie „Sztuczki i antidotum” ujawnia się szczegóły sztuczek i możliwe antidotum, jeśli sąd będzie na to stać czasowo. Jeśli nie będzie sądu na to stać – to zbankrutuje sprawiedliwość.

ZARZĄDZANIE I PROFESJONALIZM

Czynię założenie, że sędziowie są merytorycznie kompetentni. Choć mam świadomość, że nie może być, statystycznie, w 100 % prawdziwe. Wychodząc z założenia, że sędziowie są kompetentni merytorycznie, stawiam tezę, że problemem dla wymiaru sprawiedliwości jest czas, a konkretnie jego brak. Jak sobie z tym radzić, w kontekście zarządzania swoją praca, jako sędziego i w kontekście profesjonalizmu? O tym nakreślę kilka tez w tym segmencie.

 

(1)   PWN - Słownik języka polskiego (strona odwiedzona 01.01.2022 r.)

(2)   Zob. wywiad przeprowadzony ze mną przez Panią Aleksandrę Patryk Decyzje sędziów cywilistów - wywiad z dr Agnieszką Damasiewicz (prawo.pl)

 

poniedziałek, 30 marca 2015

Błędologia stosowana czyli źródła błędów w orzeczeniach w sprawach cywilnych (cz.I. z III.)

Autorką neologizmu "błędologia" jest Profesor Ewa Łętowska, dlatego, pozwalając sobie z niego skorzystać, zwaracam Państwu uwagę na jej autorstwo. Jednocześnie podkreślam, iż nie znaczy to, że Profesor Łętowska w jakikolwiek sposób podpisuje się pod moimi tezami - była uprzejma zapoznać mnie i niejako "użyczyć" mi tego trafnego zwrotu, do rozważań na temat procesu decyzyjnego sali sądowej, z czego skwapliwie skorzystałam.

Ten post jest odzwierciedleniem mojego wystąpienia  27 marca br w Katedrze Prawa Własności Intelektualnej na UJ, zatytułowanego:
 
"Błędologia stosowana czyli źródła błędów w orzeczeniach w sprawach cywilnych"
 
Wybrałam trzy zagadnienia, które omówię:

1.   Heurystyki
2.   Torowanie
3.   Wyczerpanie ego

Może to brzmieć dla prawnika jak s-f, a tymczasem ma zasadnicze znaczenie dla sędziego, pełnomocników procesowych, a także dla ustawodawcy krojącego i przykrawającego k.p.c. i p.u.s.p. oraz dla ministra sprawiedliwości mającego ambicje zarządzania systemem.

 
Sięgam do trzech źródeł:

1.   Psychologii, w zakresie teorii decyzji;
2.   Kodeksu postępowania cywilnego zarówno od strony dogmatycznej jak i od strony, którą nazywam psychologiczną warstwą k.p.c.;
3.    Do badań własnych, empirycznych, polegających na wywiadach z sędziami, na temat procesu podejmowania decyzji;

CZĘŚĆ I
HEURYSTYKI
 
1. HEURYSTYKA REPREZENTATYWNOŚCI

Heurystyka to uproszczona reguła wnioskowania, którą posługujemy się nieświadomie.

Jak szłam tu do Państwa, zaczepił mnie pewien człowiek, student, z ankietą jednopytaniową. Pytanie brzmiało tak:

„Stefan jest bardzo nieśmiały i wycofany. Zawsze jest chętny do pomocy, ale nie interesuje się zbytnio ludźmi ani rzeczywistością. Jest człowiekiem porządnym, potulnym, ma potrzebę porządku i jasno określonej struktury. Jest bardzo dbały o szczegóły. Co jest bardziej prawdopodobne – czy to, że Stefan jest bibliotekarzem czy że jest rolnikiem?”

Zastanówcie się, jak odpowiedziałam. Pomyślcie, jakbyście wy odpowiedzieli w takiej sytuacji.
 
Każdemu rzuca się w oczy, że opis tego człowieka pasuje do bibliotekarza.

...Kapkę nazmyślałam. Tego pytania nie postawił mi student. Pytanie to postawili Amos Tverski i Daniel Kahneman w artykule dotyczącym heurystyk i błędów poznawczych, opublikowanym w „Science” w 1974 r., w 5 lat po tym, jak postanowili razem prowadzić badania.

Z tego i następnych badań wynika, że ignorujemy dane bazowe, a więc m.in. fakt, że rolników jest iluśkrotnie więcej, niż bibliotekarzy, co oznacza, że jest odpowiednio większe prawdopodobieństwo, że opisany Stefan to rolnik, a nie bibliotekarz. Ten błąd wynika z tzw. heurystyki reprezentatywności.

Z heurystyką reprezentatywności mamy do czynienia, gdy ktoś mówi: "on nie zajdzie daleko na uczelni, ma za dużo tatuaży". Porównujemy obraz, który widzimy, z określoną reprezentacją, np. typowego wg nas studenta, chuligana, prawnika, sprzedawczyni czy śmieciarza. Ignorujemy wartość bazową, która mówi coś innego niż reprezentatywność.

Inny przykład – z uwagi na realia nie przenoszę go na grunt Polski – siedzi w nowojorskim metrze gość i czyta New York Timesa. Co jest bardziej prawdopodobne – że to doktor nauk czy że to osoba, która nie ukończyła studiów? Reprezentatywność każe stawiać na doktora, choć metrem jeździ więcej osób bez wykształcenia, niż doktorów.

Ludzie ignorują wartość bazową, bo uważają, że nie ma ona nic do rzeczy wobec konkretnych i indywidualnych informacji. Podstawianie wiarygodności w miejsce prawdopodobieństwa niekorzystnie odbija się na trafności przewidywań. I tutaj pojawia się słowo, które spina nam kwestię heurystyki reprezentatywności, z orzekaniem sądowym i tym, co się liczy dla sędziego:

WIARYGODNOŚĆ

Art. 233. § 1 k.p.c.:
Sąd ocenia wiarogodność i moc dowodów według własnego przekonania, na podstawie wszechstronnego rozważenia zebranego materiału.

Czego szuka sędzia?

Wiarygodności dowodów – m.in. świadków – i wiarygodności stanu faktycznego. Do wiarygodności stanu faktycznego wrócę, teraz świadkowie i heurystyka reprezentatywności. Może ona zafałszować rzeczywistość przez fałszowanie wiarygodności. Czyli albo ktoś wyda się wiarygodny, choć kłamie albo wyda się niewiarygodny, choć mówi prawdę.

Jakie są tego konsekwencje?

Stosunkowo groźniejsza jest fałszywie ustalona, na podstawie heurystyki reprezentatywności, wiarygodność, bo wtedy sędzia nie będzie miał powodów drążyć.

Przykładowo, jest bezdomny pijaczek i szanowany profesor. Obtargany bezdomny może wydawać się bardziej skłonny do kłamstwa (za butelkę wódki) niż nobliwy profesor. A przecież nobliwy profesor też może być sklonny do kłamstwa, choćby za inną walutę (milion dolarów). A mimo to heurystyka reprezentatywności spowoduje, iż bardziej skłonni będziemy uznać profesora za bardziej wiarygodnego, niż bezdomnego. Takie same skłonności ma każdy człowiek. Także sędzia.

Słuchając sędziów przekonałam się, że mniej groźne jest, jeśli ktoś, wskutek heurystyki reprezentatywności jawi się jako niewiarygodny. Zacytuję:

„Nie mogę w uzasadnieniu poprzestać na stwierdzeniu, że świadek jest niewiarygodny. Muszę wykazać sprzeczności w jego wypowiedziach lub między nim, a innymi, wiarygodnymi dowodami. Dlatego, jeśli ktoś jest niewiarygodny, to drążę, mocniej go dociskam, żeby tę niespójność wykryć – lub usunąć to wrażenie”. (SSR)

Podsumowując, "reprezentatywny" rezultat, czyli odpowiadający naszym wyobrażeniom na jakiś temat, łaczy się z resztą faktów tak, by stworzyć spójną opowieść.
 
Tworzenie spójnych opowieści to skłonność naszego umysłu.
 
I nie ma tu znaczenia ani ilość faktów, ani ich prawdopodobieństwo.
 
Spójna opowieść, zgodnie ze skłonnością naszego umysłu, powstanie z tylu elementów i takiej jakości, jakie dostaniemy.
 
Tę skłonność wykorzystuje pewna kreatywna zabawka: 

STORY CUBES

W wolnym tłumaczeniu „kostki – opowiastki”.

Polega ona na tym, że mamy pudełko, w którym znajduje się 9 kostek, takich jak do gry planszowej. Przy czym na ściankach kostek nie ma liczby oczek, ale symboliczne obrazki, np. klucz, jabłko, oko, uśmiechnięta twarz, skakanka itd. Zabawa polega na tym, że gracz rzuca wszystkimi 9 kostkami i na podstawie obrazków, jakie wypadną, uszeregowanych jeden za drugim, ma stworzyć opowieść. Za umiejętność tworzenia takich opowieści, bez względu na to, jakie obrazki-fakty otrzymaliśmy do złożenia, odpowiada właśnie skłonność umysłu do tworzenia spojnych opowiesci z dowolnie dobranych danych.
Ta sama skłonność umysłu odpowiada za tworzenie spójnego stanu faktycznego.

2. HEURYSTYKA AFEKTU

Sędzia powiedział tak:

„Ludzie sądzą, że orzeknę tak, a nie inaczej, bo bardziej lubię drugą stronę sporu. To absurd. Po pierwsze ja muszę swoje stanowisko przecież uzasadnić. A ponadto, jak mam 500 spraw na biegu, to naprawdę nie mam czasu ani siły kogoś lubić albo nie”.

Czy ten sędzia ma rację, z psychologicznego punktu widzenia? Do pewnego stopnia tak, do pewnego stopnia nie.

Po pierwsze rzeczywiście bezstronność i rzeczowość jest gwarantowana zbawienną rutyną. Sędzia, podobnie jak lekarz patolog, może się skupić na problemie, właśnie z uwagi na znaczną ilość rozpatrywanych "przypadków" - sytuacji i na charakter pracy.

Ale ja nie o tym teraz, lecz o tym drugim jego zastrzeżeniu:
 
To, czy sędzia uśmiechnie się do jednej ze stron czy nie, nie ma znaczenia i nie jest przejawem sympatii przekładającej się na orzeczenie. Natomiast pewien wpływ na orzeczenie może mieć nieobjawiający się na zewnątrz, uśmiech wewnętrzny, nieuświadamiany sobie przez sędziego. Chodzi o heurystykę afektu.

Jeśli ktoś ma podobne poglądy, robi coś, co pochwalamy, zachowuje się w sposób, jaki pochwalamy, to mamy skłonność do przypisywania mu dobrych cech i intencji. To tzw. efekt halo: jeśli coś się nam w kimś podoba, to rozciągamy ten szczególny „afekt” na resztę tej osoby, jej wypowiedzi, poglądów i zachowań.

Kolejność zauważania cech osoby jest kwestią przypadku, a efekt halo sprawia, że pierwsze wrażenia mają taką wagę, iż dalsze informacje są zmarnowane.

Pierwsze wrażenie generuje całościowy obraz, prostszy i spójniejszy od rzeczywistego – to pokłosie skłonności do budowania spójnych opowieści.

Kahneman zaobserwował pewną sytuację: Otóż miał do oceny po dwie prace każdego studenta. Oceniał obie na raz i przechodził do nastepnych dwóch prac kolejnego studenta. Zastanowiło go, że oceny każdej pary prac są zbliżone. Zaeksperymentował więc i następnym razem oceniał tylko po jednej pracy, odnotowując ocenę tak, by nie widzieć jej, kiedy przyjdzie kolej na drugą turę prac tych samych studentów. Odkrył z zaskoczeniem, że przy tym systemie, oceny w parach prac różniły się znacząco. Uznał, że przy pierwszym sposobie oceniania prac uległ heurystyce afektu: ocena pierwszej pracy danego studenta miała wpływ na ocenianie jego drugiej pracy, czytanej bezpośrednio po tej pierwszej.
Heurystyka afektu.
 
Wielokrotnie zastanawiałam się nad brakiem sankcji generalnej w normie określonej przez art. 3 k.p.c., a konkretnie nad brakiem sankcji za dokonywanie czynności procesowych z naruszeniem dobrych obyczajów:
 
Art. 3 k.p.c.
Strony i uczestnicy postępowania obowiązani są dokonywać czynności procesowych zgodnie z dobrymi obyczajami, dawać wyjaśnienia co do okoliczności sprawy zgodnie z prawdą i bez zatajania czegokolwiek oraz przedstawiać dowody.

Wyjąwszy kilka przepisów szczegółowych, sędzia, choćby widział dokonywanie czynności procesowych przez strony sprzeczne z dobrymi obyczajami, to nie ma do dyspozycji żadnego instrumentu przeciwdziałania. Zastanawiam się, czy "cichym mścicielem" nie będzie tu heurystyka afektu?...
 

3. HEURYSTYKA DOSTĘPNOŚCI

Jeśli poproszę o to, byście przypomnieli sobie 3 przykłady własnej asertywności, a następnie zapytam, czy uważacie się za asertywnych, zapewne odpowiecie, że tak. Jeśli poproszę o przypomnienie sobie 12 przykładów i zapytam o to samo, to zapewne odpowiecie, że nie.

Ludzie tym mniej są pewni dokonanego wyboru (np. oceny faktów) im więcej argumentów mają wyliczyć na jego poparcie. Przykładowo, pozostają pod mniejszym wrażeniem domu, jeśli mają wyliczyć wiele jego zalet.

Czyli heurystyka dostępności polega na tym, że uznamy twierdzenie za prawdziwe lub wiarygodne tym bardziej, im więcej przykładow nam się przypomni czy nasunie...

...ale co z tymi, którzy z trudnością przypomną sobie 3 przykłady i z łatwością przypomną sobie 12? Tu ujawnia się sedno sprawy: nie ilość przykładów decyduje, lecz łatwość przypominania ich sobie.
 
Jaki jest z tego wniosek? Na przkład taki, że heurystykę dostępności można wykorzystać, prosząc adwersarza o liczne przykłady potwierdzające tezę, którą chcemy obalić lub samemu przywołując liczne przykłady za tezą, którą chcemy wykazać.

NIEBEZPIECZEŃSTWA HEURYSTYCZNE W K.P.C.

Art. 228. § 1 k.p.c.
Fakty powszechnie znane nie wymagają dowodu.
Art. 213. § 1 k.p.c.
Fakty powszechnie znane sąd bierze pod uwagę nawet bez powołania się na nie przez strony.
Art. 231 k.p.c.
Sąd może uznać za ustalone fakty mające istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy, jeżeli wniosek taki można wyprowadzić z innych ustalonych faktów (domniemanie faktyczne).
Art. 233. § 1 k.p.c.
Sąd ocenia wiarogodność i moc dowodów według własnego przekonania, na podstawie wszechstronnego rozważenia zebranego materiału.

Dlaczego te przepisy kodeksu określiłam jako niebezpieczeństwa heurystyczne k.p.c.? Bo można te przepisy "z-heurystykować". Na przykład powołując się na - cenne skądinąd źrodło decyzyji sędziowskich - zasady doświadczenia życiowego.

Podsumowując część pierwszą wystąpienia: czy to wszystko znaczy, że heurystyki są złe?

Przeciwnie.
Nie tylko ułatwiają życie decydenta.
One je UMOŻLIWIAJĄ.
Są instrumentami niezbędnymi.
Tyle tylko, że heurystyką, jak każdym narzędziem, na przykład siekierą, trzeba się umieć posługiwać.
 
A o tym napiszę w części III.
 
c.d.n. (1/3)
 
uwaga: wyjątkowo zastrzegam sobie "nieprzedrukowywanie" tego posta. Wynika to stąd, że jest on odzwierciedleniem wystąpienia na żywo, a jednocześnie jest szkicem publikacji w standardzie artykułu naukowego.

Z tych samych względów wskazuję jedynie ogólnie, iż cytując wyniki badań lub przykłady, korzystałam z ksiązki "Pułapki myślenia. O myśleniu wolnym i szybkiem" Daniela Kahnemana (nie dotyczy to przykładu z pijaczkiem i profesorem; zaznaczam także jednak, iż przykład ten jest dziełem wyobraźni i nie ma związku z żadną rzeczywistą sprawą. I mowię to serio, bez mrugania okiem.
 

środa, 9 lipca 2014

Czy art, 207 kpc ogranicza prawo do sądu? cz. 3 i ostatnia


Cytowana przeze mnie w dwóch poprzednich postach autorka, Anna Krzyżanowska (1),  postawiła tezę, w ślad za działaniem sądu rejonowego, który postawił pytanie Trybunałowi Konstytucyjnemu w tej sprawie, że art. 207 k.p.c. w obecnym brzmieniu narusza prawo do sądu, ponieważ pozbawia stronę części podmiotowości w procesie cywilnym. Przypomnę, że chodzi o to, iż W toku sprawy złożenie pism przygotowawczych następuje tylko wtedy, gdy sąd tak postanowi, chyba że pismo obejmuje wyłącznie wniosek o przeprowadzenie dowodu (§ 3) a pismo przygotowawcze złożone z naruszeniem tego przepisu, podlega zwrotowi (§ 7). Warto postawić trzy pytania:

1.   Kiedy dochodzi do ograniczenia prawa do sądu, a kiedy do zapobiegania nadużywaniu prawa do sądu?

2.   Czy przepis, w obecnym brzmieniu, stanowi ograniczenie prawa do sądu?

3.   Czy powinien istnieć przepis stanowiący odpowiednik art. 5 k.c. sankcjonujący nadużycie prawa procesowego?

Nadużycie prawa do sądu KONTRA naruszenie prawa do sądu

Zagadnienie dotyczące konstytucyjności art. 207 k.p.c. (zobacz poprzedni post) ilustruje szerszy problem: czy taki lub inny przepis stanowi naruszenie prawa do sądu czy sposób przeciwdziałania nadużyciu prawa do sądu?

Naruszenia grożą ze strony władzy, nadużycia ze strony uczestników i stron postępowania.

W kontekście (nie)konstytucyjności art. 207 k.p.c. zajmę się jednym aspektem prawa do sądu i jego potencjalnego naruszenia: jak dociekliwie i jak długo sąd ma się zajmować sprawą.

Zgodnie z art. 6 § 1 k.p.c. sąd powinien przeciwdziałać przewlekaniu postępowania, jednak w taki sposób, aby odbyło się to bez szkody dla wyjaśnienia sprawy (2). Z tego wynika, że celem postępowania jest „wyjaśnienie sprawy”. Polega to na tym, że sąd ma obowiązek „zbadania przedstawionych wniosków, argumentów i dowodów, bez uprzedniego przesądzania o ich znaczeniu dla rozstrzygnięcia sprawy” (3). Jednocześnie „prawo do rzetelnego procesu sądowego obejmuje prawo stron procesu do przedstawienia argumentów mających, ich zdaniem, istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy. Jest ono skuteczne tylko w razie faktycznego wysłuchania tych argumentów przez sąd, a więc ich odpowiedniego rozważenia” (4), a zgodnie z art. 217 § 1 k.p.c. strona może aż do zamknięcia rozprawy przytaczać okoliczności faktyczne i dowody na uzasadnienie swoich wniosków lub dla odparcia wniosków i twierdzeń strony przeciwnej.

Z drugiej jednak strony, zarówno uczestnicy jak i strony postępowania obowiązani są dokonywać czynności procesowych zgodnie z dobrymi obyczajami, dawać wyjaśnienia co do okoliczności sprawy zgodnie z prawdą i bez zatajania czegokolwiek oraz przedstawiać dowody (art. 3 k.p.c.) oraz są obowiązani są przytaczać wszystkie okoliczności faktyczne i dowody bez zwłoki, aby postępowanie mogło być przeprowadzone sprawnie i szybko (art. 6 § 2 k.p.c.).

I sąd ma tego pilnować, ponieważ jest zobowiązany przeciwdziałać przewlekaniu postępowania (art. 6 § 2 k.p.c.). W tym celu sąd pomija spóźnione twierdzenia i dowody, chyba że strona uprawdopodobni, że nie zgłosiła ich we właściwym czasie bez swojej winy lub że uwzględnienie spóźnionych twierdzeń i dowodów nie spowoduje zwłoki w rozpoznaniu sprawy albo że występują inne wyjątkowe okoliczności. Sąd pomija także twierdzenia i dowody, jeżeli są powoływane jedynie dla zwłoki lub okoliczności sporne zostały już dostatecznie wyjaśnione. (art. 217 § 2 i 3 k.p.c.).

Zaprezentowana regulacja, złożona z art. 3, 6 i 217 k.p.c. jest spójna.

Problem powstaje w sytuacji, kiedy strony nie rozumieją zasad kontradyktoryjności postępowania, lub utożsamiają prawo do sądu z prawem do żądania pomocy (prośbą o pomoc). Wynika to prawdopodobnie stąd, że strony nie rozróżniają funkcji wymiaru sprawiedliwości (zwłaszcza w zakresie postępowania procesowego) od funkcji organów administracji publicznej. Zgodnie z założeniami procedury administracyjnej i Kodeksem postępowania administracyjnego, organy administracji publicznej w toku postępowania stoją na straży praworządności, z urzędu lub na wniosek stron podejmują wszelkie czynności niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz do załatwienia sprawy, mają na względzie interes społeczny i słuszny interes obywateli.  organ administracji publicznej (por. art. 7 i wynikające z tej zasady dalsze przepisy k.p.a.).

Prawo do sądu nie jest tym samym co prawo proszenia o pomoc: pojęcie „prośby o pomoc” jest szersze niż pojęcie „wniosku o załatwienie sprawy” w rozumieniu art. 45 Konstytucji. Jednak, jeśli taka prośba, nie mieszcząca się w granicach prawa do sądu, przybiera formę pisma procesowego, to zaczyna się problem. W tym zakresie pomocna jest regulacja art. 5 k.p.c., zgodnie z którą w razie uzasadnionej potrzeby sąd może udzielić stronom i uczestnikom postępowania występującym w sprawie bez adwokata, radcy prawnego, rzecznika patentowego lub radcy Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa niezbędnych pouczeń co do czynności procesowych. W szczególności dotyczy to treści art. 3, 6 i 217 k.p.c.

Inna sprawa, że strona lub uczestnik, w tym reprezentowani przez profesjonalnych pełnomocników, mogą z rozmysłem nie stosować się do tych przepisów, mając na celu właśnie przewleczenie sprawy. Nie ma w polskim prawie procesowym regulacji, która w ujęciu ogólnym dotyczyłaby problemu nadużywania przez strony i uczestników postępowania ich uprawnień procesowych. Co więcej, pojawiają się wypowiedzi, zgodnie z którymi taka regulacja nie jest możliwa do wprowadzenia.

Zagadnienie nadużycia praw procesowych „jest częściowo tylko uwzględnione w niektórych regulacjach szczegółowych” (5). Często jest to po prostu sankcjonowanie nie podjęcia ciężaru nałożonego na strony przez art. 3 k.p.c.. Poza tym sankcje za poszczególne rodzaje naruszeń tego przepisu, rozproszone w kodeksie postępowania cywilnego:

a)   obowiązek zwrotu kosztów wywołanych ich niesumiennym lub oczywiście niewłaściwym postępowaniem (art. 103 § 1 k.p.c.);

b)   skazanie na grzywnę (art. 120 § 3 i 4 k.p.c.)

c)   pominięcie spóźnionych dowodów (art. 207 i 217 k.p.c.)

d)   uznanie za przyznane faktów (art. 230 k.p.c.)

e)   niekorzystna ocena dowodów (art. 233 § 1 k.p.c.)

f)    negatywna ocena odmowy przedstawienia dowodu przez stronę (art. 233 § 2 k.p.c.)

g)   skazanie na grzywnę strony, która w zlej wierze lub lekkomyślnie zgłosiła zarzuty (art. 252 i 253 oraz 255 k.p.c.)

h)   pominięcie przez sąd drugiej instancji nowych faktów i dowodów, jeżeli strona mogła je powołać w postępowaniu przed sądem pierwszej instancji, chyba że potrzeba powołania się na nie wynikła później (art. 381 k.p.c.)

i)     zastosowanie środków przymusu w wypadku niezłożenia wykazu lub odmowy odpowiedzi (art. 916 kpc).

W ustawie nowelizującej art. 207 k.p.c. wskazuje się, że nie jest to pełne rozwiązanie problemu nadużywania uprawnień procesowych, jednak uznano, że na obecnym etapie rozwiązanie dalej idące nie byłyby możliwe” (6). Natomiast przyjęto rozwiązanie, zgodnie z którym ciężar wspierania postępowania jest ujęty normatywnie i istnieją „rozwiązania upoważniające sąd – w ramach ściśle zakreślonej władzy dyskrecjonalnej – do pominięcia spóźnionych przytoczeń prezentowanych przez strony i uczestników postępowania” (7). Ponadto, „przy realizacji skupienia materiału procesowego i przyśpieszenia postępowania sąd ma istotne możliwości, wynikające (…) z tzw. formalnego i materialnego kierownictwa procesem (…). To na sądzie spoczywa w dużej mierze odpowiedzialność za należyte gromadzenie materiału procesowego”. Wyrazem tego jest art. 6 § 1 k.p.c., który nakłada na sąd  obowiązek przeciwdziałania przewlekaniu postępowania i dążenia do tego, aby rozstrzygnięcie nastąpiło na pierwszym posiedzeniu, jeżeli jest to możliwe bez szkody dla wyjaśnienia sprawy.

Odnośnie do opcji generalnego uregulowania kwestii nadużycia praw procesowych, jest kilka możliwości:

a)   wprowadzić regulację analogiczną do tej z art. 5 k.c.

b)   nic nie robić

c)   nie uwzględniać tych dowodów, które są zdobyte z naruszeniem przepisów (lub dobrych obyczajów);

Nie widzę przeszkód dla wprowadzenia do k.p.c. odpowiednika art. 5 k.c.

Po pierwsze należy pamiętać, że prawo do sądu nie jest prawem instrumentalnym, jedynie umożliwiającym realizację praw autonomicznych, lecz jest prawem autonomicznym. W takiej sytuacji może powstać sytuacja jego nadużycia jak samodzielnie funkcjonującego prawa.

Po drugie nie należy bać się takiego rozwiązania, ponieważ ma dotyczyć sytuacji skrajnych, tak samo zresztą jak regulacja art. 5 k.c. Czy ktoś słyszał, by sądy nadużywały art. 5 k.c.? Przeciwnie, korzystają z niego bardzo ostrożnie.

Wyobraźmy sobie, że osoba o bardzo niskich dochodach „nudzi się”. Wybrała sobie kogoś przypadkowego i wnosi przeciwko niemu pozwy o roszczenia, pierwsze z brzegu, jakiej jej przyszły do głowy. Jest zwolniona z kosztów sądowych. Utrzymuje się z zasiłków. Co do wyegzekwowania od niej kosztów przyznanych drugiej stronie – komornicy są bezsilni. Jaka jest rola wymiaru sprawiedliwości w takiej sprawie i jak powinny być ukształtowane instytucje kodeksu postępowania cywilnego, aby przeciwdziałać takiej sytuacji?

Weźmy inną sytuację. Taka „nudząca się” osoba może także w inny sposób sparaliżować wymiar sprawiedliwości w określonym sądzie. Zaopatrzy się w książkę telefoniczną (za darmo lub kupi za parę złotych). W kafejce internetowej przygotuje pozew na stronę (ca. 2 złote za użycie internetu). Wydrukuje 500 sztuk (45 zł czyli 500x0,09 zł). Naniesie nazwiska i adresy osób wybranych z książki telefonicznej i złoży pozwy w sądzie, na dzienniku podawczym (żeby nie wydawać na znaczki). Załóżmy, że wzięcia na cel jeden wydział sądu rejonowego, gdzie pracuje 10 sędziów. Do tego wydziału trafia ryza pozwów. Każdy sędzia dostanie średnio 50 pozwów. I się zacznie.

„Obsługa” tych spraw oczywiście wywołuje skutki dla innych stron w innych sprawach: sędzia ma nierozciągliwą ilość czasu, więc albo pozostałym poświęci mniej czasu albo będą dłużej czekać na rozstrzygnięcie. Można poważnie rozważać, czy działanie „nudzącego się” nie stanowi nadużycia prawa do sądu, w tym przez sam fakt ograniczenia prawa do sądu innych osób.

Podkreśla się, że art. 3 k.p.c. statuuje zakaz tzw. kłamstwa procesowego i wymaganie kompletności wyjaśnień stron. Niekiedy twierdzi się, że przepis ten określa obowiązek lojalności. Nie zgodzę się z tym, ponieważ w procesie zwykle powstaje problem nielojalności i to on jest podstawą wniesienia pozwu, stąd trudno liczyć na to, by strony, w dochodzeniu rozstrzygnięcia sporu bazującego na nielojalności, zachowywały się lojalnie. Wskazywanie okoliczności niekorzystnych dla siebie, to także fikcja, w tym kontekście oraz w kontekście postępowania kontradyktoryjnego. Taka jest jedna z najwyższych cen istnienia systemu kontradyktoryjnego; prowadzi on do sytuacji, w której zanika tendencja do uczciwego zachowania oraz załamują się relacje międzyludzkie”. (8) Dlatego muszą istnieć instytucje w procedurze cywilnej, które pozwalają zapobiegać nadużywaniu prawa do sądu.

Zapewne nie umknęło uwagi czytelników, że pisząc na temat konstytucyjności art. 207 k.p.c., ani razu nie wspomniałam o tym przepisie (nie licząc wymienianki przepisów sankcjonujących). Dlaczego? Uważam, że art. 207 k.p.c. nie wyłącza prawa do bycia wysłuchanym. Ubiera to prawo – a więc prawo do sądu - w pewne rygory.

Jak wskazuje cytowany w artykule (9) prawnik, Andrzej Olaś, zgodnie z zasadą proporcjonalności wynikającą z art. 31 ust. 3 konstytucji ograniczenie prawa musi być proporcjonalne do osiąganych za jego pomocą celów. Proporcjonalność zakłada niezbędność podjętych środków i ich skuteczność. Jego zdaniem, zależnie od spełnienia się tych przesłanek, TK może uznać niekonstytucyjność art. 207 par. 3 i 4 k.p.c.

Moim zdaniem konstytucyjna zasada proporcjonalności nie została naruszona. Natomiast została naruszona prakseologiczna (10) zasada niezbędności. Całkowicie zbędne, a nawet szkodliwe (choć nie niekonstytucyjne) są paragrafy od 5 do 7 artykułu 207 k.c. Zobaczymy:
 


 

Art. 207 § 5. Zarządzając doręczenie pozwu, odpowiedzi na pozew lub złożenie dalszych pism przygotowawczych, przewodniczący albo sąd, jeżeli postanowił o złożeniu pism przygotowawczych w toku sprawy, pouczają strony o treści § 6.

§ 6. Sąd pomija spóźnione twierdzenia i dowody, chyba że strona uprawdopodobni, że nie zgłosiła ich w pozwie, odpowiedzi na pozew lub dalszym piśmie przygotowawczym bez swojej winy lub że uwzględnienie spóźnionych twierdzeń i dowodów nie spowoduje zwłoki w rozpoznaniu sprawy albo że występują inne wyjątkowe okoliczności.

§ 7. Odpowiedź na pozew złożona z naruszeniem § 2 podlega zwrotowi; zwrotowi podlega także pismo przygotowawcze złożone z naruszeniem § 3.

 

 
Najistotniejszy tutaj art. 207 § 6 k.p.c. jest powtórzeniem art. 217 § 2 k.p.c. (zbędny). Najbardziej kontrowersyjny art. 207 § 7 k.p.c. jest bezużyteczny (z powodów wskazanych w poprzednim poście; po krotce: po pierwsze można go ominąć, a po drugie nie tylko strony i profesjonalni pełnomocnicy, ale także sędziowie uważają go za nadmiernie formalny i zbyt zautomatyzowany, a w konsekwencji nieużyteczny dla postępowania, (zbędny po raz drugi). Art. 207 § 5 k.p.c. jest tylko konsekwencją dwóch cytowanych paragrafów, więc jak i one – zbędny, (zbędny po raz trzeci).

Podsumowując, art. 207 k.p.c. we wskazanym zakresie jest zgodny z Konstytucją, tylko całkowicie zbędny w sensie prakseologicznym. Poslużę się na koniec słowami TK:

Jeśli chodzi o formalną i materialną realizację prawa do sądu, to bez należytego w sensie prakseologicznym funkcjonowania sądów na długo aktualne pozostanie rozróżnienie poczynione przez TK pomiędzy formalną realizacją prawa do sądu, rozumianą jako stworzenie w sensie ogólnym dostępu do drogi sądowej i materialną (rzeczywistą) realizacją tego prawa polegającą na faktycznej możliwości dochodzenia przez uprawnionych ochrony ich interesów przed sądem wyposażonym w kompetencję rozpoznania sprawy ze skutkiem zapewniającym realizację ich roszczeń (11). „Istniejąca niesprawność systemu sądownictwa powszechnego sprawia, że na gruncie prawa polskiego można zasadnie mówić o realizacji prawa do sądu jedynie w pierwszym z podanych wyżej sensów” (12).

 

____________

(1) Anna Krzyżanowska, artykuł „Kodeks ogranicza prawo do sądu”, opublikowany 27 czerwca br na portalu www.prawnik.pl, pochodzący z Dziennika Gazety Prawnej;
(2)           Art. 6. § 1 k.p.c. Sąd powinien przeciwdziałać przewlekaniu postępowania i dążyć do tego, aby rozstrzygnięcie nastąpiło na pierwszym posiedzeniu, jeżeli jest to możliwe bez szkody dla wyjaśnienia sprawy;
(3)           A. Nowicki, Komentarz do art.6 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności [w:] Nowicki Marek Antoni, Wokół Konwencji Europejskiej. Komentarz do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, LEX/el 2010 r;
(4)           Tamże;
(5)           pkt III.2. uzasadnienia do ustawy z 16 września 2011 r., o zmianie ustawy Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw, Dz.U. 2011 nr 233, poz. 1381, zmieniającej ustawę z dniem 3 maja 2012 r.;
(6)           Tamże ;
(7)           pkt III.3 w/w uzasadnienia;
(8)           Tannen Deborah, „Cywilizacja kłótni”, Zysk i S – ka, wyd. I, 2003 r., s. 208;
(9)           Anna Krzyżanowska, cytowany wyżej artykuł „Kodeks ogranicza prawo do sądu”;
(10)        Prakseologia, określana „gramatyką czynu” to nauka o skuteczności działania;
(11)        uchwała z 25.01.1995 r., W 14/94, OTK 1995, nr 1, poz. 19;
(12)        J. Sadomski (sędzia) [w:] J. Sadomski, K. Zaradkiewicz, „Wybrane zagadnienia reformy wymiaru sprawiedliwości”. Głos w dyskusji, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości;