Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autorytet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autorytet. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 sierpnia 2022

To musi być w środku

Zagadka. Czego to definicja: „Wolność od własnych preferencji, wolność od arbitralności, wolność od emocjonowania się (ale nie od emocji), wolność od ignorancji i szczególna otwartość intelektualna”. Kto zgadł? Tak. To definicja wewnętrznej niezawisłości sędziego. Z  akcentem na „wewnętrznej”. O „zewnętrznej” dyskutuje się sporo. Tymczasem niekiedy ktoś zauważy, że „fetyszyzuje się instytucjonalne mechanizmy gwarantujące niezawisłość”, przy jednoczesnym zapominaniu niezawisłości wewnętrznej. (1) 

Słysząc o fetyszyzowaniu instytucjonalnych gwarancji niezawisłości sędziego, niektórzy sędziowie czy konstytucjonaliści, podskoczyli na krześle, wstrząśnięci. Dlatego chcę uspokoić – te gwarancje są ważne. Jednak możliwe jest istnienie niezawisłości bez zewnętrznych gwarancji. „Może ona być rezultatem odpowiednio wysokiej kultury wykonywania zawodu, w którą wpisana jest gotowość do odpierania wszelkich pozaprawnych nacisków, odpowiedzialności sędziów rozumiejących misję i charakter swojego urzędu, oraz sprzyjającego klimatu społecznego, w którym próby wpłynięcia na sędziów spotkają się z negatywną reakcją opinii publicznej i mediów, które jednocześnie żywią wobec sądów przekonanie, że te w sposób niezależny i niezawisły pełnią swoją funkcję. Ocena ta jest wzmacniana gotowością samego środowiska sędziowskiego do pozbywania się ze swego grona tych, którzy nie potrafią pełnić służby w sposób odpowiadający tym wysokim standardom”. (2)

Sam sędzia. Sam jeden, nie Konstytucja, będzie musiał uporać się z każdą formą nacisku, i z wewnątrz i z zewnątrz.

Honoriusz Daumier – malarz i grafik – otrzymał list od pewnego wydawcy: „Jestem w posiadaniu zbioru skandalicznych historyjek, których jest pan głównym bohaterem. Zobowiązuję się nie publikować tego zbioru, jeśli otrzymam sto luidorów”. Odpowiedź brzmiała: „Chętnie doślę panu jeszcze kilka anegdot, które wzbogacą pańską kolekcję, tak, aby osiągnęła wartość pięciuset luidorów”. (3)

A teraz do konkretów.

Weźmy pierwszy składnik definicji niezawisłości wewnętrznej: „wolność od własnych preferencji”.

Czy można „być <za> a nawet <przeciw>”? Okazuje się, że słynny cytat nie jest taki paradoksalny. Podam przykład.  Pewien człowiek mówi do mnie: „Czy pani, jako urzędnik może wydać decyzję, w której pisze jedno, a potem idzie na obiad z kolegą i mówi drugie?”. Ano, może. W decyzji administracyjnej reprezentuje organ administracyjny i stosuję prawo. W pogawędce na obiedzie reprezentuję siebie i dysponuję wolnością przekonań. Można powiedzieć, że ów obiad oddziela człowieka w roli urzędnika od człowieka w roli siebie samego.

Michał de Montagne, gdy został merem miasta Bordeaux, miał oświadczyć swoim wyborcom: „Pan mer i pan Michał Montagne, będą to zawsze dwie osoby”. (4)

Wolność od własnych preferencji nie ma nic wspólnego z wyzbywaniem się własnych poglądów i odrywaniem się od własnego doświadczenia.

Wolność od własnych preferencji, wbrew intuicji językowej, nie oznacza pozbawienia się czegoś, lecz dodatnie sobie czegoś. Czego? Uwarunkowań społecznych, gospodarczych, kulturowych danego kręgu cywilizacyjnego. (5)

Trybunał Konstytucyjny (6) wskazał, że kwalifikacje zawodowe sędziego obejmują nie tylko znajomość prawa, ale m.in. także znajomość aktualnych, podstawowych problemów społecznych, gospodarczych i politycznych, rozwoju stosunków społecznych, a także ustalonych zwyczajów społecznych oraz zasad współżycia społecznego, rozumienia pojęcia interesu społecznego lub interesu społeczno-gospodarczego jako przesłanek wykładni funkcjonalnej.

Nasuwa się pytanie, jak ma się zachować sędzia, kiedy społeczeństwo jest podzielone w jakiejś kwestii. Czy jego rolą jest poszukiwanie kompromisu, poddanie się woli większości czy dokonanie własnej oceny, z oderwaniem się od ocen społecznych? W takim przypadku konieczna jest zgoda na powierzenie sędziemu dokonywania tej oceny, ponieważ nie istnieje powszechność ocen i nie jest możliwa absolutna obiektywizacja ocen. (7)

Obiektywizm wynika z w ł a s n e g o  p r z e k o n a n i a   o tym, że coś jest obiektywne, a jednocześnie separuje się od w ł a s n y c h   p o g l ą d ó w  na różne kwestie. Biorąc pod uwagę pluralizm moralny oraz fakt, że sędzia nie powadzi badań i nie dysponuje wynikami badań na temat wartości akceptowanych w społeczeństwie, musi odwołać się do obrazu tych wartości społecznych we własnych oczach. (8)

 

O pozostałych składnikach niezawisłości wewnętrznej powiedzą kolejne posty. 

To będzie o: 

wolności od arbitralności, 

wolności od emocjonowania się (ale nie od emocji), 

wolności od ignorancji


(1) Ch.H. Franklin, Behavioral factors affecting judical independence [w:] Judical independence at the crossroads: An Interdisciplinary approach, (red.) S. B. Burbank, B. Friedman, Londyn 2002 r., s. 149-152 [za:] D. Skrzypiński, Władza sądownicza w procesie transformacji polskiego systemu politycznego. Studium politologiczne, Wrocław 2009 r., s .57

(2) D. Skrzypiński, Władza sądownicza w procesie transformacji polskiego systemu politycznego. Studium politologiczne, Wrocław 2009 r., s 118

(3) Wojciech Wiercioch, „Księga anegdot świata”, Chorzów 2007, s. 158

(4) Wojciech Wiercioch, „Księga anegdot świata”, Chorzów 2007, s. 173.

(5) por. K. Gonera, Niezależność i niezawisłość sędziowska jako podstawa państwa prawa. Wewnętrzna (intelektualna) niezależność sędziego [w:] Niezależność sądownictwa i zawodów prawniczych jako fundamenty państwa prawa. Wyzwania współczesności, (red. nauk.) T. Wardyński, M. Niziołek, s. 90

(6) orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 24 października 2007 r. w ujęciu B. Bladowskiego [w:] B. Bladowski, Metodyka pracy sędziego cywilisty, s. 40

(7) por. E. Rott-Pietrzyk, “Klauzula generalna rozsadku w prawie prywatnym” s. 291

(8) post cytuje fragmenty i inspirowany jest moim felietonem pt „Gwarancją niezawisłości jest mądrość, a nie Konstytucja”, który ukazał się w „Dzienniku Gazecie Prawnej” z 24 maja 2016 r., nr 99, w dodatku „Prawnik”, s. 4-5, dostępny w całości pod adresem Sądownictwo: Gwarancją niezawisłości jest mądrość, a nie konstytucja - GazetaPrawna.pl (sprawdzone 12 sierpnia 2022 r.)

wtorek, 28 stycznia 2020

Niezawisły od orzecznictwa?


Sędzia ma być wierny Konstytucji, ustawie i sumieniu. Czy sędzia powinien być wierny także orzecznictwu?

Z jednej strony korzystanie z orzecznictwa mieści się w tym warunku niezawisłości, jakim jest wiedza wynikająca z oczytania i studiowania („wolność od ignorancji”, „wolność do otwartości intelektualnej i dociekliwości”).

Ale jest i quazi „negatywna” motywacja: awans sędziowski zależy m.in. od skuteczności orzekania, rozumianej jako utrzymywanie się orzeczeń w ramach nadzoru instancyjnego. Pytanie, czy sędzia nieprzekonany do określonej wykładni, który poddaje się jednak orzecznictwu z uwagi na tę zależność, jest niezawisły czy nie? Można powiedzieć: konformista. Ale można też powiedzieć: to jest rozwiązanie systemowe. Hierarchia orzekania istnieje, wskutek założenia wieloinstancyjności i jest to założenie systemowe, a poddawanie się orzecznictwu wyższej instancji jest celowe i zamierzone przez system. Nadzór judykacyjny nie może być i nie jest traktowany jako nacisk czy wpływ zagrażający niezawisłości, ponieważ jest mechanizmem samokontrolującego się systemu. 

Poza tym trudno uznać za „wpływ”, w sensie naruszenia niezawisłości, sytuację, w której sędzia, w trakcie zapoznawania się z orzecznictwem, zmienia swoją decyzję wobec konsekwentnego orzecznictwa innych sądów. „Przy wszystkich luzach wyboru decyzji, jakie ustawa pozostawiać może sędziemu (…) pewna jednolitość orzecznictwa jest warunkiem nieodzownym należytego funkcjonowania społeczeństwa i stąd stanowi ona co najmniej instrumentalną wartość, która w jakiejś mierze może równoważyć wypadki rozstrzygnięć w pełni zgodnych ze stosowanym prawem, ale rozstrzygnięć, które w danym wypadku uznajemy za niesłuszne”. (1)

Jednakowoż istnieją skutki uboczne poszukiwania w orzecznictwie: „skutkiem takiego mechanizmu jest funkcjonowanie swoiście pojętego prawa precedensowego. Tym bardziej wątpliwego, że obecne środki techniczne dają możliwość korzystania z obszernego orzecznictwa wątpliwej jakości choćby z tego powodu, że jest ono na ten użytek w różny sposób selekcjonowane” (2)

W odwoływaniu się do orzecznictwa należy – podobnie jak przy stosowaniu prawa w ogóle – zachować pewien standard. Pojęcie standardu, w kontekście stosowania prawa, charakteryzuje Ewa Łętowska, mówiąc, że „standard to pojęcie, które odnosi się do wzorca zachowania. (…) System prawa składa się zarówno z przepisów, jak i ukształtowanego standardu”. (3) Tłumaczy, że „może być na przykład prawo, które ma bardzo piękne potencjalne możliwości, ale na skutek powtarzalnej, źle ukształtowanej praktyki, standard ochrony przyznawanej przez to prawo jest znacznie niższe niż to, co w tym prawie tkwi”. (4)

Odwoływanie się do orzecznictwa też może odbywać się w różnym – niskim lub wysokim – standardzie. „Orzecznictwo to trzeba jednak zbierać i analizować, aby wiedzieć, jaki jest aktualny standard, a nie cytować pierwsze z brzegu, może przypadkowe, może marginalne lub przestarzałe orzeczenie”. (5)

W jednym z wywiadów, które przeprowadziłam z sędziami, (6) Sędzia wskazuje tu na wpływ środków informatycznych na proces decyzyjny i jego przebieg: „Publikowanie orzeczeń może być ryzykowne – w jaki sposób sędziowie z nich korzystają? Proces myślowy może być powierzchowny, może dojść do kopiowania orzeczeń. Portale orzeczeń mogą służyć wielu rzeczom: oportunizm, lenistwo, koniunkturalizm, sprawdzanie swojego sposobu myślenia, bez odwzorowywania. (…) Do ujednolicania orzecznictwa jest Sąd Najwyższy. Pytanie prawne, a nie inne orzeczenie. Nie precedens, ale prawo stanowione”. (7)

Zadałam sędziom pytanie o to, czy porównują rozstrzygane sprawy z innymi, wcześniej prowadzonymi. Odpowiadając na to pytanie, odnieśli się zarówno do doświadczenia ze swoimi sprawami, jak i do korzystania z orzecznictwa innych sądów:

„Trzeba trzymać się orzecznictwa, ponieważ chodzi o pewność strony i pełnomocników. Niedobrze, jak jeden skład sędziowski orzeka tak, a drugi inaczej.  Przykładowo, kilka osób złożyło pozew, uzyskało korzystny wyrok i oddalono apelację ich oponenta. Pozostali, będący w podobnej sytuacji, poszli za ich przykładem i sąd rejonowy orzekł tak samo, jak poprzednio, ale apelacja nie podzieliła tego stanowiska, więc ta druga grupa ludzi odeszła z kwitkiem i jeszcze poniosła koszty. Nie może być tak, że jeden skład orzeka w taki sposób, a drugi inaczej, w tych samych okolicznościach. Dlatego staram się iść za orzecznictwem Sądu Najwyższego, no, chyba, że to się tak kłóci z moim poczuciem sprawiedliwości, że się nie da”. (8)

„O ile szczegółów spraw nie pamiętam, to takie generalne swoje podejście się pamięta”. (9)

„Jak się raz podejmie decyzję, to później już z reguły nie ma ani czasu, ani chęci na ponowną refleksję. Naprawdę musi być dobry pełnomocnik, który zmusi sędziego do ponownej refleksji nad problemem, o którym sędzia już kiedyś myślał”. (10)

„Zapomina się o załatwionej sprawie, ale pamięta się doświadczenie. Bez sięgania do wcześniejszych spraw”. (11)

„Pod względem stanu prawnego porównuje się. Pamięta się orzeczenia Sądu Najwyższego lub własne. Pamięta się, jakie elementy stanu faktycznego potrzeba wyłuskać dla potrzeb orzeczenia, które wiem, że będzie miało w tej sprawie zastosowanie”. (12)

„Mam osobne akta wewnętrzne i złote myśli”. (13)

„Działam jak naukowiec, czytam orzeczenia. Wiedza pomaga. Daje luz”. (14)

„Przykładowo, skąd się bierze kwoty zadośćuczynienia? To są już wypracowane w orzecznictwie SN kryteria, które się bierze pod uwagę przy zasądzaniu zadośćuczynienia: w pierwszej kolejności stopień i trwałość doznanego uszczerbku na zdrowiu, zakres uszkodzeń ciała, zakres cierpień o charakterze fizycznym, psychicznym, długotrwałość, intensywność, proces rehabilitacji, zmiany czy konsekwencje uszkodzeń i zmiany w życiu takiego człowieka, dotychczasowy tryb życia, wiek poszkodowanego. Tych kryteriów jest masa, które trzeba wziąć pod uwagę, z tym iż wychodzę z założenia, że to zadośćuczynienie powinno stanowić taką odczuwalną wartość, ono nie może być symboliczne. Innymi słowy, jeśli ktoś domaga się zadośćuczynienia i te okoliczności, które zostaną ustalone, co do zasady dają podstawę do zasądzenia, to nie widzę powodu, żeby jakoś tam to miarkować, zmniejszać, chyba że ktoś ewidentnie nie doznał w istocie żadnej krzywdy, a próbuje się tą metodą wzbogacić. Tu znowu rola sądu II instancji jest bardzo ograniczona, dlatego że sąd okręgowy może zmienić wysokość zadośćuczynienia tylko wtedy, kiedy jest rażąco niskie lub rażąco wysokie. To jest kompetencja sądu pierwszej instancji, co do zasady”. (15)

„Myśli się: ja bym to zrobiła inaczej i zastanawiam się, czy w związku z tym nie uwzględnić apelacji. Pewnie, że stykamy się tutaj z takimi sprawami, z jakimi mieliśmy do czynienia przed sądem pierwszej instancji. To w jakiś sposób rzutuje, to jest nasze doświadczenie, to jest nasza metodyka pracy. To, że się jest w sądzie II instancji, nie znaczy, że człowiek nie ma jakichś poglądów, czy nie rozpoznawał w I instancji podobnych spraw. Wręcz przeciwnie. Pewnie, że się człowiek do tego odwołuje. (…) To, że przechodzimy do II instancji, (…) to jest jakaś kontynuacja”. (16)

Jednocześnie od dobrego standardu odbiega sytuacja, w której sędzia nie korzysta z orzecznictwa, ponieważ nie ma czasu go studiować: (17)

„Z warsztatem polegającym na znajomości doktryny i orzecznictwa bywa różnie. Taka sytuacja, że siadam, czytam całość orzeczeń, sprawdzam, czy coś ciekawego, nowego się nie pojawiło, że mogę poczytać komentarz – to jak problem jest bardzo poważny. To odosobnione sytuacje. Dopóki problem nie jest poważny, to do orzecznictwa nie ma czasu sięgać. Patrzę na przepis, i jest tak i tak – to orzekam tak i tak”. (18)

Ten sam sędzia dodaje jednak: „Jeśli strona powołuje się na sensowne argumenty i to ma ręce i nogi, to nie jest możliwe, żebym ja, nawet przy tym natłoku spraw, nie przeczytała wszystkiego, co mi się uda znaleźć na ten temat. Poza tym orzecznictwo SN jest przecież przełamywane. I zdarzają się orzeczenia w jedną i drugą stronę. Na szczęście SN zbiera się w sobie i wydaje uchwałę podsumowującą”. (19)

Cytowane wypowiedzi świadczą o tym, że po pierwsze, sędziowie widzą sens w trzymaniu się orzecznictwa, zwłaszcza Sądu Najwyższego, jednak do granic, w ramach których ich osobiste i wewnętrzne przekonanie im na to pozwala.

Po drugie, pamiętają nie tyle poszczególne sprawy, co raczej swoje doświadczenie z danym zagadnieniem prawnym i swoje podejście do określonej kwestii prawnej. Przyznają, że trudno następnie zmienić to podejście, jeśli strony nie zaprezentują mocnej argumentacji. Jednocześnie pamiętają o tym, że o zastosowaniu konkretnego rozwiązania decydują ostatecznie fakty danej sprawy. Stosunek sędziów do orzecznictwa innych sądów można oddać słowami malarzy, którzy określają swój stosunek do malarstwa innych malarzy.

Gdy mowa o opieraniu się na orzecznictwie innych sądów jako inspiracji, zacytuję słowa Henri Matisse’a: „Moją sztukę zawdzięczam wszystkim malarzom”.

Kiedy mowa o docenieniu cudzego orzecznictwa, przy zachowaniu jednak swojej odrębności, można to także oddać słowami Henri Matisse’a: „Gdybym nie malował tak, jak maluję, malowałbym jak Picasso”.

Natomiast kiedy mowa o krytycznym podejściu, w eleganckiej, lecz wymownej formie, użyję słów Picassa, gdy krytycznie oceniał obrazy Braque’a wywieszone na wystawie, komentując je przewrotnie jedynie słowami: „Dobrze powieszone”. 

Podsumowując, nie można stwierdzić, że sędzia powinien być „wierny” orzecznictwu, natomiast należy zaznaczyć, że powinien wypracować standard korzystania z orzecznictwa taki, aby korzystanie to stanowiło sposób inspiracji, a nie używanie „gotowców”. (20)


(1) Z. Ziembiński, O pojmowaniu sprawiedliwości, Lublin 1992, s. 128.
(2) Z. Czarnik, Prawotwórcza rola sądu a dyskrecjonalność sędziowska, [w:] Dyskrecjonalna władza sędziego, zagadnienia teorii i praktyki, red. M. Dębiński, R. Pelewicz, T. Rakoczy, Tarnobrzeg 2012, http://tarnobrzeg.so.gov.pl/sites/default/files/Dyskrecjonalna%20władza%20sędziego%2C%20 Tarnobrzeg%202012_0.pdf.
(3) (4) (5) E. Łętowska, Rzeźbienie państwa prawa 20 lat później, w rozmowie z Krzysztofem Sobczakiem, Lex Wolters Kluwer business, s. 12 i 13
(6) wywiady prowadzone w 2013 r. z blisko setką sędziów sądu rejonowego i okręgowego, wydziały cywilne, gospodarczej i wizytacyjne
(7) Wywiad 84, SSO
(8) Wywiad 4, SSR
(9) Wywiad 5, SSO
(10) Wywiad 5, SSO
(11) Wywiad 9, SSR
(12) Wywiad 10, SSR
(13) Wywiad 1, SSO
(14) Wywiad 1, SSO
(15) Wywiad 85, SSO
(16) Wywiad 85, SSO
(17) Ilość pracy przypadająca na sędziego, czy to w sensie liczby spraw, czy w sensie liczby zadań wykonywanych w ramach „obsługi sprawy”, odpowiada za obniżenie standardu. Sędziowie wskazują w wywiadach, że chcieliby i czują, że powinni poświęcić sprawom więcej czasu, jednak, wskutek liczby spraw lub rodzaju zadań, jest to niemożliwe.
(18) Wywiad 4, SSR
(19) Wywiad 4, SSR
(20) Wątki zaczerpnięte z: A.Damasiewicz, "Niezawisłość sędziego cywilisty w kontekście stabilności prawa" [w:]  „Stabilność prawa w kontekście wartości, instytucji i funkcjonowania systemu prawnego” ed. Naukowa Tadeusz Biernat, Oficyna Wydawnicza AFM, 2016 r., s. 141-171. W tej publikacji także: o wolności sędziego od naciskow i wpływów, od własnych preferencji, od arbitralności, od emocji, od ignorancji i nie wiedzy oraz temat „…A kto będzie pilnował strażników”. Cała publikacja dostępna w repozytorium Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, w języku polskim (całość książki wraz z artykułem) i angielskim (cytowany artykuł).



piątek, 25 lipca 2014

O granicach cz 2

W związku z faktem ograniczeń wynikających z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jedynie cytuję fragmenty mojej glosy do uchwały SN z dnia 26 października 2011 r., I KZP 8/11. Prawdopodobnie większość sędziów i innych profesjonalnych prawników, ma dostęp do LEX-a, więc w razie chęci zapoznania się z całością, tam odsyłam. Teza glosowanego orzeczenia brzmi:
„Kary porządkowe określone w art. 49 § 1 ustawy (…) Prawo o ustroju sądów powszechnych (…) mogą być stosowane tylko wobec osób obecnych w czasie i miejscu wykonywania czynności sądowych, gdy osoby te bądź to naruszają powagę, spokój lub porządek tych czynności, bądź to ubliżają sądowi, innemu organowi państwowemu lub osobom biorącym udział w tej czynności, niezależnie od tego, w jakiej formie to czynią. Kar tych nie stosuje się natomiast do czynów co prawda naruszających dobra chronione przepisem art. 49 § 1 wskazanej wyżej ustawy, dokonanych jednak poza miejscem i czasem rozprawy, posiedzenia lub innej czynności sądowej, w tym w szczególności w formie pisma złożonego do sądu”.
 
W glosie (krytycznej…) podnoszę, że:
Nie jest jasne, dlaczego uchybienie sądowi ustnie ma być sankcjonowane w trybie porządkowym, a pisemnie – w trybie postępowania karnego, przy uproszczonym założeniu, że słowa wypowiedziane i napisane są te same. Ubliżanie na sali rozpraw może mieć taką samą treść i ciężar gatunkowy, jak ubliżanie dokonane drogą pisemną poprzez wysłanie pisma do sądu.
W praktyce trudno sobie wyobrazić, by sąd uruchamiał machinę postępowania karnego za każdym razem, kiedy określone zachowanie nie zdarzy się na sali sądowej. „Jeżeli ustawodawca nadmiernym rygoryzmem sankcji (brak «widełek», brak kary innej niż izolacyjna) skrępuje sędziemu ręce, ograniczając go w wyborze adekwatnej kary, determinowanej ciężarem winy i cechami sprawcy – to sądy będą uciekały od orzekania" (1). Autor tego stwierdzenia wskazuje, że to nie przypadek, iż nie dochodzi do skazania w przypadkach nawet ewidentnych zniewag, gdzie sąd nie ma wyboru i nie może orzec grzywny, lecz tylko karę pozbawienia wolności. Wynika to właśnie ze wskazanej rozbieżności między sankcjonowanym zachowaniem a widełkami kary.
Na istotną kwestię zwraca uwagę A. Nowak w glosie do jednego z postanowień SN. Zgadza się, że omawiany przepis (art. 49 ust. 1 u.p.s.p.) ma zagwarantować doraźną ochronę powagi sądu i dóbr osobistych innych osób, jednak wskazuje, iż „o ile w postępowaniu karnym regułą jest bezpośredni udział podsądnych w procesie, w przypadku postępowania cywilnego częstokroć mamy do czynienia z rozstrzygnięciem spraw pominięciem ich bezpośredniej styczności z sądem. W ostatnim z wymienionych postępowań, w praktyce prym dowodowy wiodą dokumenty, ewentualne przesłuchanie stron – wymagające stawiennictwa osobistego – ma charakter subsydiarny. Nie sposób akceptować, by sąd pozostawał obojętny na pozamerytoryczne treści uwłaczające mu, jak i innym osobom uczestniczącym w procesie. Eliminowaniu tego typu zachowań służyć ma właśnie art. 49 u.p.s.p. Odsyłanie w tym zakresie sądów na drogę odłożonej w czasie sankcji przewidzianej przez prawo karne mijałoby się z celem przepisu [...] sprzyjając eskalacji zachowań niewłaściwych oraz dalszej destrukcji procesu za milczącym zezwoleniem gospodarza procesu, którym jest sąd" (2).
W pełni zgadzam się z najprostszym, a także znajdującym uzasadnienie zarówno w wykładni językowej, systemowej, jak i celowościowej stwierdzeniem T. Erecińśkiego, J. Gudowskiego i J. Iwuskiego, że „ogólna formuła «ubliżenie sądowi» bez uściślenia, o jaki sposób ubliżenia chodzi obejmuje wszystkie formy (przejawy) tego zachowania się, a więc także ubliżenie na piśmie" (3).
Za „szeroką" wykładnią art. 49 ust. 1 p.u.s.p. ma przemawiać m.in. fakt, że wykładnia celowościowa, zgodnie z którą istota unormowań składających się na „policję sesyjną" sprowadza się do doraźnego utrzymania powagi sądu, wydaje się słuszna, jednak konkuruje z nią wykładnia celowościowa, zgodnie z którą postępowanie sądowe, zwłaszcza w sprawach cywilnych, w dużej mierze skupia się na czynnościach sądu wykonywanych poza salą sądową, w „zaciszu" gabinetu sędziowskiego. W tej sytuacji nie ma podstaw, by ochroną objąć tylko tę część czynności, które są wykonywane publicznie, skoro trudno było by przyjąć, że godność urzędu sprowadza się wyłącznie do ochrony w ramach sali sądowej. Skoro postępowanie sądowe powinno się toczyć w atmosferze spokoju, powagi, a także szacunku dla urzędu sędziego, to trudno będzie utrzymać tę powagę, w sytuacji gdy zakulisowo płynie potok obelg względem sędziego lub sądu. Jakiego rodzaju to potrafią być sformułowania i jak trudno byłoby przejść nad nimi do porządku dziennego, można sprawdzić choćby w uzasadnieniu postanowienia SN z dnia 28 czerwca 2004 r., I PZ 115/03, OSNP 2005, nr 2, poz. 23. W sprawie, której dotyczyło to orzeczenie, pewnea osoba kierowała pisma procesowe do sadu używając:
 
„obraźliwych i znieważających słów w rodzaju: <analfabeta prawomocnego rozstrzygnięcia>, <przedszkolaki... w Sądzie Okręgowym w Kielcach>, straty <wymyślone przez pijanych chyba sędziów>, <niezrozumienie przez ten sam pijany zespół sędziów różnicy między umową o pracę a zleceniem na wykonanie dodatkowych robót>, <pomylenie pozwanego w wyroku kasacyjnym czy sygnatury akt w postanowieniu z dnia 11 kwietnia 2002 r.> jako wynik <zmowy, fałszu, korupcji, pijaństwa>".
Ponadto, istnienie regulacji karnoprawnych, które są możliwe do zastosowania, w sytuacji gdy nie można stosować kar porządkowych, nie jest wystarczającym uzasadnieniem dla wyłączenia możliwości zastosowania kar porządkowych w określonym zakresie, jakościowo jednakowym z tym, który jest objęty karami porządkowymi, ponieważ to właśnie prowadzi do zaostrzenia represji z jednej strony, a jednocześnie wobec nieadekwatności kar do zachowań, do unikania stosowania represyjnych przepisów, czyli w rezultacie do bezkarności zachowań godzących w dobra osobiste podmiotów znajdujących się w określonej sytuacji i w powagę sądu. Zdaniem TK (4) oparte na represji budowanie autorytetu organów władzy publicznej i funkcjonariuszy publicznych obraca się ostatecznie przeciwko wartościom, którym zastosowanie represji ma służyć. Z drugiej strony z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wynika, że sądom przysługuje respekt i szacunek wynikający wyłącznie z samego faktu powierzenia im sprawowania wymiaru sprawiedliwości (5). Artykuł 10 ust. 1 EKPCz gwarantuje swobodę wyrażania opinii (ust. 2 określa granice tej swobody). Edward Skałka (6) odbywał karę pozbawienia wolności i kiedy otrzymał od sędziego penitencjarnego odpowiedź na swoje wystąpienia, skierował skargę na tego sędziego, określając sędziów jako błaznów, kretynów, analfabetów, durniów, spotęgowanych kretynów i innymi inwektywami. Na podstawie art. 236 d.k.k. został skazany na osiem miesięcy pozbawienia wolności. Trybunał stwierdził, że praca sądów musi cieszyć się zaufaniem publicznym i powinna być chroniona przed nieuzasadnionymi atakami. Nie jest wolna od krytyki, ale istnieje rozróżnienie między krytyką a obrazą. Wskazał jednocześnie, że zastosowana kara była nieproporcjonalna do celu – autor listu powinien zostać ukarany, jednak orzeczona kara była niewspółmiernie surowa. Trybunał podkreśla, że nie można posługiwać się zniewagą jako formą wyrażania swoich opinii i za zakazane sposoby naruszenia autorytetu wymiaru sprawiedliwości uznaje wypowiedzi, zawierające obraźliwe i zniesławiające ataki, niezależnie od wypowiadania ich na sali sadowej, w pismach procesowych, listach przesłanym przeciwnikom procesowym czy władzom sądowym lub mediom (7).
Podsumowując, uważam, że choć sędzia powinien w pierwszej kolejności działać samym autorytetem i powagą urzędu, niekiedy jest to niemożliwe i jedyna skuteczna rada na chamstwo w sądzie, to nieuchronna, szybka dolegliwa kara. (np. finansowa, krótko-aresztowa lub inna spełniająca te kryteria).
.....
 
I dlatego mam dylemat dotyczący sytuacji, którą opisałam przed chwilą w poprzednim poście.

 

 

___________
(1) Bellerofon czyli o sprawiedliwości nierychliwej, Europejski przegląd sądowy, listopad 2009, s. 58, autor oznaczony jako „Acus"
(2) A. Nowak, Glosa do postanowienia SN z dnia 28 czerwca 2004 r., I PZ 115/03, MoP 2006, nr 8, s. 448
(3) T. Ereciński, J. Gudowski i J. Iwulski (w:) J. Gudowski (red.), Komentarz do prawa o ustroju sądów powszechnych i ustawy o Krajowej Radzie sadownictwa, Warszawa 2002, s. 133
(4) wyrok TK z dnia 11 października 2006 r., P 3/06, OTK-A 2006, nr 9, poz. 121
(5) J. Misztal-Konecka, Szacunek dla sądów – należny czy zasłużony? Rozważania nad obowiązkiem poszanowania władzy sądowniczej w dwóch orzeczeniach ETPCz w sprawach polskich, Kwartalnik Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury 2013, zeszyt 3 (9), s. 47
(6) wyrok ETPCz z dnia 27 maja 2003 r., 43425/98
(7) por. J. Misztal-Konecka, Szacunek dla sądów..., s. 54 i powołane tam orzecznictwo ETPCz
 

O granicach

Najpierw odsyłam do pewnego postu o przekraczaniu granic.
 
Zdarzenie tam opisane zainspirowało mnie, by podzielić się z sędziami i innymi prawnikami, moim stanowiskiem dotyczącym chamstwa w pismach kierowanych do sądu (sędziów). 
 
Ale po kolei: najpierw zdarzenie, które było mi natchnieniem do nowych przemyśleń o granicach chamstwa i - co ważniejsze - granicach odporności na chamstwo:
 

sobota, 11 stycznia 2014

Znalazłam furtkę do Tajemniczego Ogrodu. W sądzie.


Wchodzę w drugi etap wywiadów z sędziami. Początkowo sądziłam, że przeprowadzę całą 100-kę „jednym ciągiem”. Nie doceniłam sędziów… Te wywiady otwierają jakieś wrota, które były ukryte jak furtka do Tajemniczego Ogrodu. Te wywiady niosą taką wiedzę, że musiałam przerwać, by moc usiąść i przy kawie lub lampce wina czytać je w swojej bibliotece przypominającej bibliotekę klubową jakiegoś tajemniczego towarzystwa: wszystkie ściany w półkach z książkami, a dookoła okrągłego niskiego stołu z ogromnym blatem, fotele. Światło sączące się spod sufitu jest jak latarnia we mgle – do czytanych książek zaglądają ostro rzucające światło lampy: po jednej dla każdego czytelnika.

Czytam wydrukowane wywiady. Odsłuchane lub z-notowane, pozbawione już imion i nazwisk, właściwie zanonimizowane. Na papierze, bo w mojej głowie nie. Pamiętam chyba wszystkich sędziów. Może nie kojarzę twarzy z nazwiskiem, ale kojarzę osobowości.

I teraz uwaga do dziennikarzy: sędziowie, których spotkałam, to osobowości.

"Polscy sędziowie to osobowości"

Jeszcze nie pora nakreślić obrazu polskiego sędziego, jaki się wyłania z moich badań. Zdradzę jednak, że jestem zaskoczona. Tytuł tego bloga okazał się przewrotnie proroczy. Moje pytanie „Sędziowie czy Herkulesi?” powoli zaczyna zmierzać do niezwyklej odpowiedzi, że „Sędziowie to…”
Jeszcze czas na dokończenie tego zdania.

Weszłam z moją rozprawą habilitacyjną w etap autoweryfikacji, umocowywania empirycznego i redagowania myśli tak, by ich forma w sposób czysty wyrażała to, co mi się objawiło w czasie badań.

Przystępuję do dalszych wywiadów.

Nie mogę się doczekać.

Tego, co Oni wiedzą, nigdzie jeszcze nie napisano.