To już 10 lat. A nadal aktualne!
link:
Czy każdy sędzia powinien być szachistą?
agnieszka damasiewicz
Paradoks, ale prawda: Jak się ma mało czasu, to się
go dużo traci.
Sędziowie mają za mało czasu – konkretnie za dużo spraw na głowę, przy braku zespołu do ich wspólnej obsługi
– więc go dużo tracą.
Jak?
Kiedy ma się zbyt wiele spraw na głowie, priorytetem są najpilniejsze. Zgodnie z matrycą
Eisenhovera sprawy dzielą się tak:
|
1 |
Pilne i Ważne |
2 |
Niepilne i Ważne |
|
3 |
Pilne i Nieważne |
4 |
Niepilne i Nieważne |
Kolejność załatwiania spraw powinna
być taka: najpierw sprawy ważne (pilne, potem niepilne), jako trzecie pilne, choć nieważne, a czwarta rubryka mogłaby być z czystym
sumieniem skreślona. W praktyce Pilne i Nieważne z 3 pozycji przeciskają się na drugą, przed
Niepilne i Ważne.
Co z tego wynika dla sędziego?
Jako przedstawiciel wymiaru
sprawiedliwości obciążony różnymi obowiązkami terminowymi, skupia się na
sprawach pilnych. Pilne i Ważne, jak przygotowanie wyroku po zamknięciu
rozprawy czy napisanie uzasadnienia. Pilne i Nieważne, czyli takie, które z
punktu widzenia sprawiedliwości nie mają znaczenia, stanowią natomiast
niezbędną techniczną obsługę sprawy i powinien je wykonywać ktoś z zespołu
obsługującego sprawę. Zespołu złożonego z co najmniej
asystenta, protokolanta i „udziału” w zasobach sekretariatu. Ale w ich
braku - wykonuje te czynności sędzia. Dlatego piszę o nich jako
„nieważnych” - dla prawidłowości obsługi sprawy są istotne. Ale w pracy samego
sędziego nie powinny zajmować ani minuty, bo się marnuje „zasób orzekający”,
jakim jest sędzia.
Ponieważ dla zadań z 1 i 3 poświęca się
niemal cały czas, to brakuje go na zadania z 2. Czyli „Niepilne i Ważne”. Co
się mieści w tej rubryce?
O, choćby to:
Art. 2054. [Wyznaczenie
posiedzenia przygotowawczego w postępowaniu cywilnym]
§ 1. Po złożeniu odpowiedzi na pozew, a także gdy odpowiedź na pozew nie została
złożona, ale wyrok zaoczny nie został wydany, przewodniczący wyznacza
posiedzenie przygotowawcze i wzywa na nie strony.
Art. 2055. [Przedmiot
i przebieg posiedzenia przygotowawczego; plan rozprawy]
§ 1. Posiedzenie przygotowawcze służy rozwiązaniu sporu bez potrzeby prowadzenia
dalszych posiedzeń, zwłaszcza rozprawy. Jeżeli nie uda się rozwiązać sporu, na
posiedzeniu przygotowawczym sporządza się z udziałem stron plan rozprawy.
Art. 2059. [Plan
rozprawy]
§ 1. Plan rozprawy zawiera rozstrzygnięcia co do wniosków dowodowych stron,
zastępując w tym zakresie postanowienie dowodowe. Przepisy art. 236 i art. 2432 stosuje
się odpowiednio.
§ 2. W miarę potrzeby plan rozprawy może zawierać:
1) dokładne określenie
przedmiotów żądań stron, w tym rozmiar dochodzonych świadczeń wraz z
należnościami ubocznymi;
2) dokładnie określone
zarzuty, w tym formalne;
3) ustalenie, które
fakty i oceny prawne pozostają między stronami sporne;
4) terminy posiedzeń i
innych czynności w sprawie;
5) kolejność i termin
przeprowadzenia dowodów oraz roztrząsania wyników postępowania dowodowego;
6) termin zamknięcia
rozprawy lub ogłoszenia wyroku;
7) rozstrzygnięcia
innych zagadnień, o ile są niezbędne do prowadzenia postępowania.
§ 3. W planie rozprawy można się odwoływać do pism procesowych stron.
Jak wyglądają te przepisy?
Jak recepta na proces na filmach
amerykańskich?
Że niby co: od razu rozpisujemy całą
sprawę i załatwione?
Że to nie może w Polsce zadziałać?
Mogłoby.
To byłoby Ważne zadanie
sędziego, bo niezły instrument sprawnego wymiaru sprawiedliwości.
Dlaczego?
Bo koncentracja materiału i jego skomentowanie od ręki, przyspiesza proces decyzyjny.
Bo strony muszą reagować na bieżąco. Nie zdążą przygotować się do kłamania.
Bo prawnicy stron nie mają czasu na pisanie elaboratów w pismach procesowych. A te, które już napisały, zostają skomentowane od ręki. (art. 205(9) § 3)
Bo prawnik strony i strona muszę mieć od razu przygotowaną całą sprawę, z małymi wyjątkami;
No to dlaczego sędzia nie używa tego narzędzia?
Bo są wszystkie pilne sprawy. Które powodują, że choć to zadanie jest Ważne, to staje się Niepilne.
Bo w sytuacji takiego posiedzenia i
przygotowywania planu rozprawy, sędzia jest jak dyrygent. Musi znać
dotychczasowy materiał. Musi też działać, jak szachista: na podstawie zdarzeń
tego posiedzenia, podejmować decyzje natychmiast, mając na uwadze to, że
powinien myśleć na kilka kroków do przodu, jeśli nawet nie do końca rozgrywki
(art. 205(9) pkt 6).
To wymaga czasu na przygotowanie się. A
tymczasem na przygotowanie się jest wyznaczony konkretny termin:
Art. 2054. [Wyznaczenie
posiedzenia przygotowawczego w postępowaniu cywilnym]
§ 2. Przewodniczący i sąd są obowiązani podejmować czynności tak, by termin pierwszego posiedzenia przygotowawczego przypadł nie później niż dwa miesiące po dniu złożenia odpowiedzi na pozew albo ostatniego pisma przygotowawczego złożonego w wykonaniu zarządzenia przewodniczącego, a jeżeli odpowiedź na pozew albo pismo przygotowawcze nie zostaną złożone - nie później niż dwa miesiące po upływie terminu do złożenia tych pism.
Pierwsza przeszkoda polega na tym, że w ciągu tych
dwóch miesięcy sąd nie zdąży przygotować się do roli dyrygenta i na poziomie
szachisty, ponieważ przygniatają go do ziemi zadania z 1 i 3 rubryki: Pilne i
Ważne oraz Pilne i Nieważne.
Druga przeszkoda polega na tym, że takie
posiedzenie wymaga konfrontacji ze stronami i szybkich decyzji, a zarządzanie
wymiany pism, zawsze kiedy nie ma się czasu na ich czytanie w danej chwili,
jest łatwiejsze, szybsze na dany moment. Jeśli sędzia chce się nadal jakoś
przesuwać po tej cienkiej linie rozwiniętej nad przepaścią, jaką jest
organizacja pracy nad referatem kilkakrotnie przekraczającym możliwości obsługi
przez jednego czy półtora człowieka.
Jaki jest skutek unikania instrumentu
planu rozprawy z udziałem stron? Pisma stron, a częściej ich prawników, które
są przygotowywane w ciszy gabinetów, gdzie nie trzeba się skonfrontować ani z
dowodami, ani ze stronami, ani z aktywnym sądem, liczą się w dziesiątki stron.
Jednocześnie znacząca część pism, zwłaszcza przygotowywanych przez radców
pranych i adwokatów, składa się z dekoracji:
„Podkreślić należy, że powód kategorycznie
zaprzecza i za niedopuszczalne uznaje twierdzenie pozwanego, zawarte w piśmie
procesowym z dnia 30 czerwca 2022 r., powtarzane jedynie jako nieskuteczny
element linii obrony i stanowiące daleko idące nadużycie, że powód jakoby w
dniu spotkania 25 lutego 2022 roku, czy w jakiejkolwiek innej dacie lub
miejscu, opluł pozwanego”.
Zamiast:
„Powód nigdy nie opluł pozwanego”
Pismo, zawierające dwadzieścia takich
akapitów, sędzia musi przeczytać. I zmęczyć się, przedzierając się przez
wszystkie te baloniki, serpentynki i konfetti, w drodze do drzwi. Na
posiedzeniu przygotowawczym taki tekst sędzia może uciąć:
„Proszę krótko, powód opluł pozwanego -
tak czy nie?”
Jaka konkluzja?
Ano taka, że sędzia, pochłonięty zadaniami
1 i 3, nie ma czasu na zadania 2, a więc ważne, jak widać, ale wymagające
przygotowania się w czasie, kiedy ścigają go „starsze sprawy”. No a jak już
dana sprawa stanie się „starsza”, to jest grubo po czasie, kiedy można było
sporządzić plan rozprawy. I trzeba usiąść i przebrnąć przez tomy akt, w których
trzy czwarte twierdzeń z pism jest nie na temat albo bez rzetelnych dowodów,
połowa materiału dowodowego zbędna, a spomiędzy kartek wypadają straszydła:
„Azaliż zawżdy gdyż,
Niedopuszczalnym jest iż”
Zagadka. Czego to definicja: „Wolność od
własnych preferencji, wolność od arbitralności, wolność od emocjonowania się
(ale nie od emocji), wolność od ignorancji i szczególna otwartość
intelektualna”. Kto zgadł? Tak. To definicja wewnętrznej niezawisłości
sędziego. Z akcentem na „wewnętrznej”. O „zewnętrznej” dyskutuje się
sporo. Tymczasem niekiedy ktoś zauważy, że „fetyszyzuje się instytucjonalne
mechanizmy gwarantujące niezawisłość”, przy jednoczesnym zapominaniu
niezawisłości wewnętrznej. (1)
Słysząc o fetyszyzowaniu instytucjonalnych
gwarancji niezawisłości sędziego, niektórzy sędziowie czy konstytucjonaliści,
podskoczyli na krześle, wstrząśnięci. Dlatego chcę uspokoić – te gwarancje są
ważne. Jednak możliwe jest istnienie niezawisłości bez zewnętrznych gwarancji.
„Może ona być rezultatem odpowiednio wysokiej kultury wykonywania zawodu, w
którą wpisana jest gotowość do odpierania wszelkich pozaprawnych nacisków,
odpowiedzialności sędziów rozumiejących misję i charakter swojego urzędu, oraz
sprzyjającego klimatu społecznego, w którym próby wpłynięcia na sędziów
spotkają się z negatywną reakcją opinii publicznej i mediów, które jednocześnie
żywią wobec sądów przekonanie, że te w sposób niezależny i niezawisły pełnią
swoją funkcję. Ocena ta jest wzmacniana gotowością samego środowiska
sędziowskiego do pozbywania się ze swego grona tych, którzy nie potrafią pełnić
służby w sposób odpowiadający tym wysokim standardom”. (2)
Sam sędzia. Sam jeden, nie Konstytucja, będzie musiał uporać się z każdą
formą nacisku, i z wewnątrz i z zewnątrz.
Honoriusz Daumier – malarz i grafik – otrzymał list od pewnego wydawcy:
„Jestem w posiadaniu zbioru skandalicznych historyjek, których jest pan głównym
bohaterem. Zobowiązuję się nie publikować tego zbioru, jeśli otrzymam sto
luidorów”. Odpowiedź brzmiała: „Chętnie doślę panu jeszcze kilka anegdot, które
wzbogacą pańską kolekcję, tak, aby osiągnęła wartość pięciuset luidorów”. (3)
A teraz do konkretów.
Weźmy pierwszy składnik definicji niezawisłości wewnętrznej: „wolność od
własnych preferencji”.
Czy można „być <za> a nawet <przeciw>”? Okazuje się, że słynny
cytat nie jest taki paradoksalny. Podam przykład. Pewien człowiek mówi do
mnie: „Czy pani, jako urzędnik może wydać decyzję, w której pisze jedno, a
potem idzie na obiad z kolegą i mówi drugie?”. Ano, może. W decyzji administracyjnej
reprezentuje organ administracyjny i stosuję prawo. W pogawędce na obiedzie
reprezentuję siebie i dysponuję wolnością przekonań. Można powiedzieć, że ów
obiad oddziela człowieka w roli urzędnika od człowieka w roli siebie samego.
Michał de Montagne, gdy został merem miasta Bordeaux, miał oświadczyć swoim
wyborcom: „Pan mer i pan Michał Montagne, będą to zawsze dwie osoby”. (4)
Wolność od własnych preferencji nie ma nic wspólnego z wyzbywaniem się
własnych poglądów i odrywaniem się od własnego doświadczenia.
Wolność od własnych preferencji, wbrew intuicji językowej, nie oznacza
pozbawienia się czegoś, lecz dodatnie sobie czegoś. Czego? Uwarunkowań
społecznych, gospodarczych, kulturowych danego kręgu cywilizacyjnego. (5)
Trybunał Konstytucyjny (6) wskazał, że kwalifikacje zawodowe sędziego
obejmują nie tylko znajomość prawa, ale m.in. także znajomość aktualnych,
podstawowych problemów społecznych, gospodarczych i politycznych, rozwoju
stosunków społecznych, a także ustalonych zwyczajów społecznych oraz zasad
współżycia społecznego, rozumienia pojęcia interesu społecznego lub interesu
społeczno-gospodarczego jako przesłanek wykładni funkcjonalnej.
Nasuwa się pytanie, jak ma się zachować sędzia, kiedy społeczeństwo jest
podzielone w jakiejś kwestii. Czy jego rolą jest poszukiwanie kompromisu,
poddanie się woli większości czy dokonanie własnej oceny, z oderwaniem się od
ocen społecznych? W takim przypadku konieczna jest zgoda na powierzenie
sędziemu dokonywania tej oceny, ponieważ nie istnieje powszechność ocen i nie
jest możliwa absolutna obiektywizacja ocen. (7)
Obiektywizm wynika z w ł a s n e g o p r z e k o n a n i
a o tym, że coś jest obiektywne, a jednocześnie separuje się od w ł
a s n y c h p o g l ą d ó w na różne kwestie. Biorąc pod
uwagę pluralizm moralny oraz fakt, że sędzia nie powadzi badań i nie dysponuje
wynikami badań na temat wartości akceptowanych w społeczeństwie, musi odwołać
się do obrazu tych wartości społecznych we własnych oczach. (8)
O pozostałych składnikach niezawisłości wewnętrznej powiedzą kolejne
posty.
To będzie o:
wolności od arbitralności,
wolności od emocjonowania się (ale nie od emocji),
wolności od ignorancji
(1) Ch.H. Franklin, Behavioral factors affecting judical independence [w:] Judical independence at the crossroads: An Interdisciplinary approach, (red.) S. B. Burbank, B. Friedman, Londyn 2002 r., s. 149-152 [za:] D. Skrzypiński, Władza sądownicza w procesie transformacji polskiego systemu politycznego. Studium politologiczne, Wrocław 2009 r., s .57
(2) D. Skrzypiński, Władza sądownicza w procesie transformacji polskiego systemu politycznego. Studium politologiczne, Wrocław 2009 r., s 118
(3) Wojciech Wiercioch, „Księga anegdot świata”, Chorzów 2007, s. 158
(4) Wojciech Wiercioch, „Księga anegdot świata”, Chorzów 2007, s. 173.
(5) por. K. Gonera, Niezależność i niezawisłość sędziowska jako podstawa państwa prawa. Wewnętrzna (intelektualna) niezależność sędziego [w:] Niezależność sądownictwa i zawodów prawniczych jako fundamenty państwa prawa. Wyzwania współczesności, (red. nauk.) T. Wardyński, M. Niziołek, s. 90
(6) orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 24 października 2007 r. w ujęciu B. Bladowskiego [w:] B. Bladowski, Metodyka pracy sędziego cywilisty, s. 40
(7) por. E. Rott-Pietrzyk, “Klauzula generalna rozsadku w prawie prywatnym” s. 291
(8) post cytuje fragmenty i inspirowany jest moim felietonem pt „Gwarancją niezawisłości jest mądrość, a nie Konstytucja”, który ukazał się w „Dzienniku Gazecie Prawnej” z 24 maja 2016 r., nr 99, w dodatku „Prawnik”, s. 4-5, dostępny w całości pod adresem Sądownictwo: Gwarancją niezawisłości jest mądrość, a nie konstytucja - GazetaPrawna.pl (sprawdzone 12 sierpnia 2022 r.)
Pani Aleksandra Patryk** przeprowadziła ze mną wywiad. Zadała szereg ciekawych pytań. Za jej zgodą poniżej udostępniam link - tekst opublikowany w otwartej licencji.
Decyzje sędziów cywilistów - wywiad z dr Agnieszką Damasiewicz (prawo.pl)
Agnieszka Damasiewicz
**
dr
Aleksanda Patryk - Laureatka I nagrody w konkursie na najlepszą pracę kuratorów
sądowych i asystentów sędziów "Sądownictwo rodzinne w praktyce
orzeczniczej" pod honorowym patronatem I Prezesa SN oraz Ministra
Sprawiedliwości (2015 r.). Brała udział w programie TLI "Critical Thinking
and Advocacy in a Free Society" oraz w konkursie TLI National Mock
Trial Competition (2017-2018 r.). Ukończyła kursy: Human Rights Law na
Université catholique de Louvain oraz Academic and Business Writing na
University of California, Berkeley, na platformie Edx.org.doktor nauk prawnych;
adiunkt na Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego; radca
prawny. Ukończyła studia prawnicze na Wydziale Prawa i Administracji
Uniwersytetu Jagiellońskiego. Odbyła aplikację sądową i złożyła egzamin
sędziowski. Stopień doktora nauk prawnych (z wyróżnieniem) uzyskała na
Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego po obronie rozprawy
doktorskiej na temat "Ochrona osób bliskich spadkodawcy w prawie
brytyjskim". Autorka i współautorka publikacji z zakresu prawa cywilnego i
postępowania cywilnego.
Trzy ramowe tematy na kolejne lata?:
1.
Reforma i wina
2.
Sztuczki i antidotum
3.
Zarządzanie i profesjonalizm
REFORMA I WINA
Kto z
prawników pamięta, jak mieliśmy na pierwszym roku studiów, logikę? Niektórzy
wspominają ją jako świetną zabawę, inni jako zmorę. Ewentualnie wtedy
uważaliśmy, że to zmora, a z perspektywy czasu uznajemy, że to była świetna
zabawa i na dodatek bardzo przydatna w pracy zawodowej prawnika. Pamięta się
podstawowe pojęcia. Weźmy DESYGNAT - to przedmiot odpowiadający
znakowi, nazwie w języku. Desygnatem nazwy MYSZ, jest zwierzątko o określonych
cechach gatunkowych. Warto sobie postawić pytanie, co jest desygnatem nazwy
REFORMA, w wymiarze sprawiedliwości. Jak się to ustali, to wszystko
inne, co tym desygnatem nie jest, a jednak jest nazywane reformą, wymaga
zastosowania cudzysłowu przy używaniu tej nazwy. Cudzysłów może być zastosowany
w tym przypadku dla wyodrębnienia wyrazów użytych ironicznie. (1) Aktualna jest
dyskusja o reformie i „reformie” wymiaru sprawiedliwości. O tym będzie mowa w
tym segmencie. Jego drugim elementem jest wina. Chodzi o to, kto zawinił, że
potrzebna jest reforma i kto zawinił zaistnieniu „reformy”.
SZTUCZKI I ANTIDOTUM
Sądy nie
mają czasu wnikać w sprawę tak bardzo, jakby chcieli sędziowie. (2) To jest
wykorzystywane przez ślizgaczy, manipulantów, osoby perfidne i prawników,
którzy stali się iluzjonistami. Górą bywają sztuczki. Sąd bywa bezradny,
ponieważ aby wykryć sztuczkę i zapobiec jej skutkom, a następnie wymierzyć
sprawiedliwość, potrzeba czasu i na pozyskanie wiedzy o manipulacjach i na
namysł, którego sąd najczęściej nie ma. Przyczyny tego stanu rzeczy są
zasygnalizowane w segmencie „Reforma i wina”. A w segmencie „Sztuczki i
antidotum” ujawnia się szczegóły sztuczek i możliwe antidotum, jeśli sąd będzie
na to stać czasowo. Jeśli nie będzie sądu na to stać – to zbankrutuje
sprawiedliwość.
ZARZĄDZANIE I PROFESJONALIZM
Czynię założenie, że sędziowie są
merytorycznie kompetentni. Choć mam świadomość, że nie może być, statystycznie,
w 100 % prawdziwe. Wychodząc z założenia, że sędziowie są kompetentni
merytorycznie, stawiam tezę, że problemem dla wymiaru sprawiedliwości jest
czas, a konkretnie jego brak. Jak sobie z tym radzić, w kontekście zarządzania
swoją praca, jako sędziego i w kontekście profesjonalizmu? O tym nakreślę kilka
tez w tym segmencie.
(1)
PWN
- Słownik języka polskiego (strona odwiedzona 01.01.2022 r.)
(2)
Zob. wywiad przeprowadzony ze mną przez Panią
Aleksandrę Patryk Decyzje
sędziów cywilistów - wywiad z dr Agnieszką Damasiewicz (prawo.pl)
To oksymoron ze słownika wymiaru sprawiedliwości.
Oksymoron, z greckiego dosłownie „ostrotępy”, czyli zestawienie słów o sprzecznym znaczeniu. „Przewlekła sprawiedliwość” to innymi słowy właśnie „gorący lód”, „ciemna jasność”, „żywy trup”.
Sąd Najwyższy ocenił, że o zasadności skargi na przewlekłość nie może decydować sam tylko ogólny czas trwania postępowania w danej sprawie, lecz konieczne jest wskazanie konkretnych czynności procesowych, których sąd nie podjął lub które przeprowadził wadliwie w toku kontrolowanego pod względem terminowości postępowania [1].
Teza słuszna.
Niestety fakty w sprawie i oceny zawarte w uzasadnieniu przypominają stwierdzenie, że „operacja się udała, ale pacjent umarł”.
Analiza akt wykazała, że sędzia ani sąd nie zawinił. Jednak zapomniano że przesłanką stwierdzenia zasadności skargi jest naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. „Nieuzasadnioną zwłoką” jest trwanie postępowania dłużej niż to konieczne dla wyjaśnienia istotnych dla rozstrzygnięcia okoliczności faktycznych i prawnych. Nie z winy sędziego czy sądu, tylko w ogóle. A więc winnym może być też system wymiaru sprawiedliwości.
Niekiedy sądy, oceniając, czy doszło do przewlekłości postępowania, odnoszą się nie do kryteriów ustawowych, czyli terminowości działań, ich prawidłowości, w kontekście charakteru sprawy i zachowania skarżącego, lecz do możliwości systemu: „Upływ nieco ponad pięciu miesięcy od wniesienia apelacji bez wyznaczenia terminu jej rozpoznania nie może być oceniony jako nieuzasadniona zwłoka Sądu Apelacyjnego w rozpoznaniu sprawy. Pięciomiesięczny okres oczekiwania na wyznaczenie rozprawy apelacyjnej mieści się bowiem jeszcze w pojęciu rozsądnego terminu, w którym sprawa może oczekiwać na jej rozpoznanie pośród innych wniesionych do sądu spraw”. [2].
Tymczasem nie można in abstracto, bez uwarunkowań konkretnej sprawy, podać „rozsądnego terminu” załatwienia sprawy. „Czas rozpoznania danej sprawy ma być adekwatny do stopnia jej skomplikowania pod względem faktycznym i prawnym, a to wyklucza jakiekolwiek odgórne założenia co do okresu powodującego przewlekłość postępowania”. [3]
Podobnie odwołanie się do „średniego” czasu trwania spraw jest nieuzasadnione, ponieważ stanowi on okres będący wypadkową wielu spraw, nieodnoszący się do okoliczności konkretnej sprawy. Taka „średnia” odwołuje się do czasu trwania spraw obliczonego w relacji do możliwości organizacyjno-kadrowych sądu, co nie znajduje podstawy w ustawie ani, w szczególności, w Konstytucji, w świetle art. 45. Prezesi sądów, którym zarzucano przewlekłość postępowania, wskazywali na fakt przeciążenia sądów. Miało to stanowić obiektywną i niezależną od sądu przyczynę przewlekłości postępowania. [4] Tymczasem w orzecznictwie strasburskim dobitnie podkreślono, w odpowiedzi na nawiązanie rządu polskiego do szczególnych trudności, z którymi borykał się sąd z powodu „przeładowania sprawami”, że państwa będące stronami Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności mają obowiązek, wypływający z art. 6 ust. 1 Konwencji, organizowania swoich systemów sądowych w sposób pozwalający sądom na sprostanie wymogom konwencji, łącznie z obowiązkiem rozstrzygania spraw w rozsądnym terminie. [5]
Zresztą i Sąd Najwyższy przyjął że wzrost liczby spraw określonej kategorii, który powoduje niemożność ich rozpoznania w rozsądnym terminie w konkretnym sądzie, nie usprawiedliwia władz państwowych, jeżeli nie ma charakteru nagłego, nieprzewidywalnego i przejściowego, a nie zostały podjęte przedsięwzięcia (legislacyjne, organizacyjne, finansowe), które pozwoliłyby na rozpoznanie spraw bez nieuzasadnionej zwłoki. [6]
Wracając do tego postanowienia, co to „operacja się udała, ale pacjent umarł”, sąd w skrócie tak opisał przebieg sprawy, jednocześnie wartościując czas trwania czynności przez określenia typu: „w ciągu niecałych [...]”; „nieco ponad [...]”.
„W ciągu niecałych 2 miesięcy od wpływu akt wraz ze skutecznie wniesioną apelacją wysłano zawiadomienia o terminie rozprawy”;
„Termin rozprawy był wyznaczony na nieco ponad 3 miesiące od wpływu akt z apelacją”;
Druga rozprawa została odroczona wskutek złożenia w terminie ok. 3 tygodni przed datą wniosku o wyłączenie sędziów rozpoznających apelację. Wniosek został rozpoznany w miesiąc po jego złożeniu (a w tydzień po terminie drugiej, odroczonej już, rozprawy).
„Kolejna rozprawa została wyznaczona po rozpoznaniu wniosku, w terminie około 4 miesięcy od jego rozpoznania i jednocześnie od terminu drugiej, odroczonej rozprawy”.
Sąd w uzasadnieniu do cytowanego orzeczenia skupia się na okresach pomiędzy zdarzeniami, mającymi miejsce w czasie trwania postępowania w ocenianej sprawie, ale jednocześnie przechodzi nad nimi do porządku, nie analizując, czy te odstępy są uzasadnione sprawą, a nie możliwościami wymiaru sprawiedliwości. W żaden sposób nie wyjaśnił na przykład, dlaczego przyjął, że fakt iż „druga rozprawa została wyznaczona na termin 4 miesiące po terminie pierwszej odroczonej rozprawy” jest adekwatny. Owszem, trzy tygodnie przed tą rozprawą złożono wniosek o wyłączenie sędziego, ale nic nie stało na przeszkodzie, by ten wniosek rozpoznać przed terminem rozprawy (a nie tydzień po jej wyznaczeniu). Niczym nie było też obiektywnie uzasadnione, że po rozpoznaniu wniosku o wyłączenie sędziego rozprawa odbyła się, ale dopiero po 4 miesiącach. Przecież sąd rozpoznający sprawę był gotów do przeprowadzenia rozprawy, skoro jej odroczenie nastąpiło jedynie wskutek złożenia ww. wniosku.
Oczywiście domyślam się, że wynikało to stąd, że sąd miał już harmonogram spraw na te cztery miesiące. Jednak, z punktu widzenia danej sprawy i kryteriów ustawy, to nie ma znaczenia. System zawiódł, nie sędzia.
Sąd w cytowanym orzeczeniu argumentował, że „pomiędzy kolejnymi terminami rozpraw nigdy nie upłynął okres dłuższy niż cztery miesiące, który powszechnie jest uznawany za okres niewskazujący jeszcze na zwłokę w podejmowaniu czynności procesowych przez sąd”. Jednak trudno uznać to twierdzenie za uzasadnione, ponieważ nie zawiera ono żadnego odniesienia do okoliczności sprawy. A ustawa nie odnosi się do możliwości wymiaru sprawiedliwości, tylko do okoliczności sprawy. I tu pojawia się problem dotyczący rozróżnienia między przewlekłością generowaną przez konkretny sąd czy wręcz sędziego, a przewlekłością generowaną przez wymiar sprawiedliwości jako system zarządzany przez administrację rządową.
Kryteria oceny przewlekłości postępowania, zawarte w ustawie, to charakter sprawy, stopień jej faktycznej i prawnej zawiłości oraz znaczenie sprawy dla strony, która wniosła skargę. Ustawa uwzględnia więc możliwość „usprawiedliwionego” długiego czasu trwania postępowania, który nie stanowi przewlekłości. Żeby dokonać weryfikacji adekwatnego czasu trwania sprawy, należałoby policzyć, ile zajmuje dana sprawa, gdyby była to jedyna sprawa do załatwienia, bez uwzględniania czasu wynikającego z konieczności „odczekania” sprawy w kolejce z uwagi na małą ilość sędziów i dużą ilość spraw.
Jeśli sprawa, dajmy na to gospodarcza o zapłatę czy wykonanie zobowiązania, trwa pięć lat, to życie przecież nie stoi w miejscu. Strony są zmęczone. Sprawa traci na znaczeniu, bo albo zbankrutowano, albo pieniądze mają inną wagę, a nade wszystko strony poszły do przodu. Przychodzą na rozprawę w chwili, gdy świadkowie już wszystko pozapominali i są w innym miejscu życia i pracy, a wartości mające znaczenie w chwili, gdy proces ruszał czy rok lub dwa potem, zdewaluowały się, nabrały innej treści, lub w kontekście czasu trwania sprawy, zwyczajnie ulotniły się.
Dlatego stawiam tezę, zgodnie z którą owszem, są sędziowie, którzy zawodzą, w zarządzaniu procesem sądzenia. Ale jeśli nie oni zawinili, to warto zbadać, czy pozwanym, na podstawie cytowanej ustawy, dotyczącej skargi na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu sądowym bez nieuzasadnionej zwłoki, nie powinien być Skarb Państwa bez prawa regresu (w sensie prawnym i moralnym) do sędziego rozpoznającego sprawę. [7]
Zwykle – powinien.
Agnieszka Damasiewicz
[1] postanowienie SN z 27 marca 2012 r., III SPP 8/12
[2] postanowienie SN z
18 października 2007 r., III SPP 40/07, podobnie uzasadnienie postanowienia SN
z 6 grudnia 2006 r., III SPP 43/06, dotyczące „upływu niecałych pięciu
miesięcy” w podobnych okolicznościach
[3] C.P. Kłak, Pojęcie przewlekłości postępowania sądowego,
Prokuratura i Prawo 2008, nr 12, s.72
[4] por. np.
uzasadnienie postanowienia SA w Katowicach z dnia 2 marca 2005 r., II S 10/05
[5] por. wyrok ETPC z 21
grudnia 2000 r. Wasilewski v. Polska, nr skargi 32734/96
[6] wyrok SN z 6
stycznia 2006 r., III SPP 154/05, OSNP 2006, nr 21-22, poz. 342
[7] zob. Agnieszka
Damasiewicz, glosa do postanowienia SN z 27 marca 2012 r., III SPP 8/12